Zaginiony świat, pełen legendarnych istot. Przekrocz granice i zmierz się z jego realiami. Jeśli lubisz pisać, masz bujną wyobraźnię i pragniesz przeżyć niezwykłą przygodę w świecie pełnym magii i zagrożeń, zapraszamy Cię serdecznie do wspólnej zabawy.

Image Map

    SALA BALOWA

    Share
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Wto Cze 09, 2015 2:39 pm

    Camy przez chwilę wpatrywała się w uroczą scenkę, po czym zerknęła na Audrey. Była młodą i pewną siebie dziewczyną, bardziej podobną do Nika niż mu się wydawało.
    - Myślę, że jakiekolwiek czynności związane z jej kandydatami na męża, mogą wywołać więcej kłopotów niż ci się wydaje. To silna i pewna siebie dziewczyna, jak będzie potrzebować pomocy, przyjdzie do ciebie. Musisz być obok, ale nie w centrum Klaus. Na siłę nic nie wskórasz - odparła, przenosząc spojrzenie na Klausa. - Wszyscy uczymy się na błędach, nie uchronisz jej przed tym Nik - dodała kiedy nagle Klaus wpadł prosto na nią, popchnięty przez brata. - Twój brat ma specyficzne poczucie humoru.


    Kol uniósł brew w geście zdziwienia, a kiedy tylko rozbrzmiała muzyka chwycił Zanię w pasie i zaczął z nią wirować po całym parkiecie. Niemal w wampirzym tempie kierował sie na Klausa i jego partnerkę, popychając Klausa na nią.
    - Sorry Nikuś... taki mamy klimat! - krzyknął, znikając w tłumie, który również porozstawiał po kątach. - Czy nie za szybko wiruję? - spytał Zani, nieco zwalniając w tańcu.

    - Myślę moja droga, że ostatnimi czasy szykują się tu głównie wesela. Loczek i jego wampirzyca, ojciec i Jane, Bekha i Thomas, Lefranek i Eva, Vincent widzę, że przygruchał sobie dziewczynę, tak samo Vjeran, nawet Ferran... co tu się nie wyprawia no i my... - uśmiechnął się tajemniczo Murat. - Skoro chcesz mieć dzieciaka, dzieciak musi mieć dom, chyba się ze mną zgodzisz? - dodał, całując ją w czubek głowy.

    Kama była kompletnie skołowana, nie miała pojęcia co Vjeran wymyślił, a z nadmiaru emocji, zaczynały drżeć jej dłonie.
    - Vjeruś? Co ty knujesz dżinku ty mój? No co to za pytanie, jakbym chciała być sama, poszłabym do zakonu. Ale nie poszłam więc chyba logiczne, że... że no... że chciałabym kiedyś wyjść za mąż - westchnęła, opuszczając głowę. - Oj w grząskie tematy wchodzisz Vjeruś.


    Alice pod wpływem jego pocałunku czuła jak uginają się jej kolana. Delikatność Ferrana, była dla niej czymś tak nowym i nadal nieoswojonym, że za każdym niemal razem, kiedy ją dotykał lub całował, czuła jak traci zdolność logicznego myślenia.
    - O czym mówisz? - Nie kryła zniecierpliwienia. - Jaką niespodziankę masz na myśli i co z tą tajemnicą? Chcesz żebym oszalała z ciekawości? - zamruczała, wspinając się na palce i łącząc ich wargi w zmysłowym pocałunku.


    Jane spojrzała w oczy Kalony, przez chwilę milcząc. Zamyśliła się nad jego słowami.
    - Miłość... jest wspaniałym uczuciem. Potrafi czynić cuda, wtedy kiedy wydaje się już, że nie ma nadziei - odparła, gładząc go po ramieniu. - Chociaż jej smak nie zawsze jest prawdziwy. Czasem tylko wydaje się, że to co czujemy to miłość... później okazuje się, że jednak nie, tak jak w moim przypadku.

    Aisha przytaknęła głową, milcząc. Nigdy nie była wygadana i zwykle mało mówiła, co uważała za swoją słabą stronę. Jej małomówność, wiele razy przysporzyła jej kłopotów.
    Przez chwilę przyglądała się szczęśliwej parce, po czym ukradkiem zerknęła na swojego towarzysza.
    - Jak masz na imię? - spytała po chwili.

    Emily zaśmiała się perliście w niedowierzaniu kręcąc głową. Przeniosła spojrzenie z Evy na Tristana.
    - Może źle do tego podchodzisz - stwierdziła po chwili. - Może zamiast używać podstępu zacznij używać serca? Może zamiast brać sobie wszystko siłą, poczekaj na zgodę? To nie boli, a cierpliwość cnotą jest. Nie sądzisz? I nie opowiadaj mi bajek wiem, że jestem kiepską tancerką. Poza tym nie wiem czy ci zazdrościć tych podróży... ja ciągle szukam swojego miejsca i nie mogę go znaleźć. Mam już dość podróży... z chęcią bym gdzieś osiadła, a teraz nie wiem nawet gdzie jest mój bagaż i nie mam gdzie się zatrzymać... to wszystko twoja wina, bo wyciągnąłeś mnie z samolotu - westchnęła. - Pójdę pod most...

    Uriana zerknęła na niego, a napotykając jego spojrzenie niemal natychmiast odwróciła wzrok.
    - Lepiej późno niż wcale - bąknęła. - Twój ojciec też nigdy nie był żonaty?

    Amelia wtulając się w ramiona Magnusa westchnęła cicho.
    - Tak... przy tobie wiem, że nic złego stać się nie może. To wiele dla mnie znaczy. Jak na kogoś kto tyle lat był uwięziony, teraz jest po prostu wspaniale. Sama zastanawiam się jak wytrzymałam tyle czasu, gadając z ptactwem na podwórku i innymi zwierzakami. Wasza znajoma nie wie nawet, że ma pokaźny ogród i zwierzęta na obejściu. Mam nadzieję że przez ostatni tydzień zaglądała tam, bo możliwe, że zastanie chorą krowę i biegające po obejściu głodne prosięta - zaśmiała się pod nosem.

    Thomas przyglądał się Elijahowi i Esme. Widząc niezbyt ucieszonego szwagra, zaśmiał się pod nosem.
    - Elijah nie lubi zmian i nowości, a to jest poniekąd nowość w jego życiu. Potrzeba czasu, żeby pozwolił odpępnić się córce, tym bardziej, ze po latach niedawno ją odzyskał, a teraz znów ją teoretycznie oczywiście traci, bo w praktyce to nadal jego córka i nic tego nie zmieni.

    - Którą usypialiśmy do snu - powtórzył po Esme, wbijając wnią swoje spojrzenie. - Esme co ty wygadujesz? - westchnął. - Przez lata nie miałem z nią kontaktu, dorosła nawet nie wiem kiedy... - pokręcił w niedowierzaniu głową - a teraz znów odchodzi. Ledwie ją poznałem.

    - Nie ciesz się -odparła Vanessa. - Pierwotni i Kalona, równa się problemy. Doskonale o tym wiesz. Poza tym elfy również, a teraz jeszcze pojawiły się podobno smoki. To przyciąga łowców, złe wiedźmy i inne paskudztwa, a podobno mroczne elfy też mają w pobliżu swój dom i nie pałają uczuciem do nikogo.

    Fritr, również posłał Mayi uśmiech.
    - Komu? Moim braciom. Mój ojciec też nie raz i nie dwa wspominał, że ma chwile w życiu, w których najchętniej urwałby ci język - zaśmiał się cicho. - Mniejsza o to, dziś mamy się radować, a nie smucić. Mam pierwszego brata, który oszalał i się ożenił, i pierwszego, który się oświadczył... nie licząc ojca, który i tak zaskoczył nas wszystkich.

    Peter ponownie zaśmiał się perliście, zaczynając wirować z Lydią po parkiecie.
    - Popracujemy nad twoją samooceną - odparł, delikatnie całując ją w czoło, po czym znów światła na sali zgasły, a w tle zaczęła sączyć się cicha muzyka w klimacie egzotycznym. Na scenie wolno zaczęła opadać kurtyna i pojawił się człowiek z mikrofonem.
    - W imieniu Pipi, pragnę podziękować, panu Vincentowi, za opiekę, troskę, życzliwość i skrawek nieba... podobno wiesz Vicent, co to ma znaczy. Przed państwem Pipi z dziewczynami prosto z sułtańskiego pałacu. Pipi... Vincent, podobno nikt dla ciebie nie tańczył, więc dziś zatańczy i zaśpiewa specjalnie dla ciebie..


    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Wto Cze 09, 2015 4:43 pm

    Klaus już chciał odpowiedzieć, kiedy nagle Kol pchnął go na Cami. W ostatniej chwili zaparł się dłońmi na ścianie, tuż nad głową dziewczyny, by tylko nie przewrócić się na nią i nie upaść wprost na ziemię . W myślach już układał tortury jakie wykorzysta na bracie kiedy tylko skończy się impreza, jednak ostatecznie postanowił z tego zrezygnować i wykorzystać sytuacje na swoją korzyść.
    - Mój brat ma tak od urodzenia, a skoro nie zmienił się od tysiąca lat, to raczej wątpię żeby zmienił się kiedykolwiek. Masz ochotę dalej tańczyć..? – zapytał, wpatrując się w twarz swej ślicznej towarzyszki. – Czy może… Chcesz usiąść i napić się czegoś… - mówił, nie odrywając wzroku od jej buzi, mimo przygasających świateł.


    Zanya zaczęła się śmiać i piszczeć z radości, kiedy jej towarzysz bezpretensjonalnie zaczął rozstawiać wszystkich dookoła z jej pomocą.
    - Mój drogi, jak dla mnie nie musisz zwalniać wcale, jestem przyzwyczajona do takiego tempa – chwyciła go mocniej, gdyby nagle miał zamiar przyspieszyć. – Oby twój brat się nie wściekł, bo będziemy musieli pobawić się z nim w chowanego! – śmiała się, wciąż wirując z Kolem w tańcu. Nagle jednak muzyka ucichła, więc oboje się zatrzymali. – A cóż to znowu? Dzisiaj wieczór pełen wrażeń.

    Davina przeniosła wzrok na pierwotnego, spoglądając na niego w zaciekawieniu.
    - Taka odpowiedź… - odparła zamyślając się na chwilę. – Taka odpowiedź, bardzo mi pasuje… - dodała, z lekkim onieśmieleniem opuszczając wzrok. Cieszyła się, że nagle światła przygasły, gdyż nie było widać jej lekkiego rumieńca.


    Vika z subtelnym uśmiechem, przyglądała się swojemu ukochanemu, gładzącemu jej brzuch. Wypiła krew, odstawiając pustą szklankę na stół i nabrała sobie coś do jedzenia, gdyż o zwykłym posiłku też powinna pamiętać.
    - Tak, troszkę dokuczają – przytaknęła na jego słowa. – Ale poza tym wszystko jest w najlepszym porządku i póki co żadnych komplikacji nie przewiduję – uśmiechnęła się ponownie, spoglądając na prześmiewce ciepłym wzrokiem, kiedy nagle na sali zapanował półmrok. – Vincent..? czy to nie dla twojego brata? – spytała zaciekawiona.

    Ciri spojrzała na Murata wielkimi oczyma, mając wrażenie, że się przesłyszała. Zmarszczyła czoło i uniosła jedną brew do góry, wciąż nie odrywając od niego oczu.
    - Tak…  zgodzę się… - przytaknęła, wciąż zszokowana jego odpowiedzią. – Czekaj… Ty nie żartujesz? Prawda…? – spojrzała na niego poważnie, nie zwracając uwagi na półmrok i głosy dochodzące ze sceny.


    Vjeran nie miał zamiaru odpuszczać, a kiedy usłyszał odpowiedź Kamy, zwyczajnie porwał ją do tańca, w ostatniej chwili unikając zderzenia z Kolem i jego partnerką.
    - A co byś zrobiła, gdybym ci się oświadczył? – zapytał, wciąż wirując z nią w tańcu. Kiedy jednak muzyka ucichła, zatrzymał się, obejmując Kamę mocno ramionami i spojrzał w kierunku sceny.

    Audrey westchnęła cicho, kiedy zobaczyła, że ojciec dał jej chwilę wytchnienia. Przez chwilę podsłuchiwała jego wcześniejszą rozmowę z Cami na swój temat i już zdążyła polubić tę dziewczynę, gdyż wydawała się mieć jakiś magiczny wpływ na pierwotnego, który szybko się przy niej uspokajał. Kiedy prześmiewca znów przyciągnął ją bliżej siebie, uśmiechnęła się do niego.
    - Z nim trzeba umieć rozmawiać, to wszystko. Tak czy inaczej, on rzadko komu ufa i nie jest taki jak ojciec Evy, więc troszkę ostrożności nie zawadzi – powiedziała, po czym okręciła się wokół własnej osi i gwałtownie wpadła w ramiona Rona, gdyż na sali zapanował półmrok.

    Ferran odwzajemniał pocałunki Alice, czując jak oraz bardziej, bierze go ochota na coś więcej.
    - Myślałem o tym żeby… - mówił między pocałunkami, przenosząc dłonie na jej talię. – Stąd pójść… - zsunął się ustami na jej kark, lecz ledwo się od niego oderwał. – Za dużo gumowych uszu i oczu… - mruknął jej do ucha, zwracając uwagę na muzykę, która nagle ucichła i przygasające światła. – Okazja idealna.. Idziemy..?

    Amy zaśmiała się na słowa Finna.
    - Mój drogi, ja się nie nadaję do związku, jestem samotniczką i całkiem mi z tym dobrze – przechyliła głowę lekko na bok wpatrując się w swego towarzysza. – Myślę raczej, że to ten poczet królów, bo jesteś pierwszym od dawna, który zwrócił na mnie uwagę, a wiadomo jak… tacy królowie potrafią wpływać na nasz umysł – chichotała. Kiedy w końcu zatrzymała się po kilku piruetach, wpadła w ramiona Finna, gdyż nagle wszystko przygasło, a na scenie rozpaliły się światła. – O popatrz, czyżby kolejna niespodzianka tego wieczoru? – zapytała, z zaciekawieniem odwracając głowę ku przedstawieniu.


    Conor zamyślił się nad słowami swego rozmówcy, upijając łyka wina.
    - Ja również. Czasy bardzo się zmieniły i w niektórych kwestiach, nie są to zmiany na lepsze. Niektóre kobiety zbyt dużo odsłaniają jak na mój skromny gust… - westchnął, opadając plecami na oparcie. – Choć nie ukrywam, że to miłe dla oka – uśmiechnął się subtelnie. – Conor – wyciągnął rękę do mężczyzny. – Nie pamiętam bym się przedstawiał, proszę o wybaczenie, że robię to tak późno – dodał, kiedy nagle zauważył jak przygasają światła.

    Lefran wykonywał z ukochaną kolejny dziki obrót, pogwizdując przy tym w rytm muzyki, kiedy nagle wszystko ucichło, a  na sali zrobiło się ciemniej. Złapał Evę, zatrzymując się na parkiecie i spojrzał w kierunku sceny, na której jakiś mężczyzna zapowiadał Pipi, która na dodatek dziękowała Vincentowi. Prześmiewca ucałował swą śliczną wampirzycę w czoło i przeniósł wzrok na lekko zdezorientowanego brata.
    - Vinc ty kanalio! Coś ty jej zrobił, że ci tak dziękuje?! – krzyknął w jego kierunku, z wesołą miną, mając na myśli wiadomą rzecz.

    Vincent jedynie pokręcił głową, w niedowierzaniu na słowa swojego brata.
    - Że ci jeszcze nikt tego długiego jęzora nie urwał Lefran – westchnął, po czym przeniósł wzrok na scenę. Kiedy pojawiła się Priyanka, wbił wzrok w jej śliczną sylwetkę i słuchając jej cudnego głosu, z uśmiechem na ustach, zaczął oglądać występ.

    <--------- Posiadłość Anny / Cedric i Anna

    Para weszła na salę, trzymając się za ręce. Z racji, że akurat trwał występ, obydwoje usieli przy pierwszym wolnym stoliku. Cedric czuł się trochę dziwnie, gdyż nie dawało mu spokoju na co się porwał w domu. Z cichym westchnieniem, objął Annę i zaczął oglądać show.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Wto Cze 09, 2015 8:12 pm

    Kalona, odwzajemniając spojrzenie, zamyślił się nad tym, co powiedziała Jane, bowiem jej słowa sprawiły, iż musiał chwilę pomyśleć, nim odpowiedział jej. Ba, mało tego, sprawiły, iż gdzieś w środku poczuł nawet, że zrobił coś nie tak, dlatego szukał w myślach pospiesznie momentów, gdzie zrobiłby coś nie tak. Po krótkiej chwili westchnął cicho, zerkając wciąż na Jane.
    - Kochanie, nie myśl już o tym. Tamte chwile już minęły, i choć wspomnienia są bolesne, a przy tym i kształtujące, są jedynie przeszłością - szepnął, również przesuwając dłonią po jej ramieniu. - Również przed wiekami poznałem smak fałszywej miłości, ale zamknąłem za sobą te drzwi, by otworzyć kolejne, dzięki tobie - dodał, splatając z nią palce. - Kocham cię, jesteś piękną i inteligentną kobietą, Aniele, i zrobiłbym dla ciebie wszystko - dodał, wtulając ją delikatnie do siebie. Kiedy światła przygasły, a na sali rozbrzmiała delikatna,

    Seneca nieznacznie uśmiechnął się do Aishy, rozumiejąc skąd to milczenie i jej małomówność. Nie chcąc mieszać jednak w jej głowie, westchnął cicho, wyciągając wnioski jedynie z tego, co widzi i słyszy. Kiedy zapytała się, jak ma na imię, czym prędzej się jej przedstawił:
    - Seneca. Moje imię to Seneca - uśmiechnął się nieznacznie do elfki, po czym gdy jej siostra zaczęła występ, zerknął ukradkiem w kierunku sceny, po czym jednak znów przeniósł znów wzrok na elfkę, z której właśnie towarzyszył na parkiecie. - Niespodzianka po niespodziance... a to dopiero początek przyjęcia... - uśmiechnął się do niej tajemniczo. - Jak sądzisz, moja droga, co nasz jeszcze tu czeka?

    Ronald wysłuchał Audrey, w czasie jak zerkała na Klausa, on również przeniósł na niego spojrzenie, przez krótką chwilę analizując jego zachowanie, a nawet dyskretnie wytężając słuch, by podsłuchać rozmowę, jaka się toczyła między nim a Camille. Uśmiechnął się jednak tajemniczo, bowiem pierwotny jak widać postanowił dać Audrey choć odrobinę wytchnienia i spokoju. Kiedy wampirzyca powiedziała, że z nim po prostu trzeba umieć rozmawiać, przytaknął posłusznie skinieniem głowy i cichym pomrukiem, przenosząc na nią spojrzenie.
    - W istocie. Z każdym trzeba umieć rozmawiać, choć nie z każdym jest to sprawa prosta. Rozmowy z niektórym są proste jak książki. Co prawda o fizyce kwantowej i po Chińsku, ale zawsze otwarte i zapisane - uśmiechnął się uroczo, wykonując nią obrót, po którym wpadła w jego objęcia, gdy światło przygasło, a to scena stała się najbardziej oświetlonym punktem. Zerknął na rozpoczęcie występu, wtulając blondynkę  do siebie, po czym zerknął w jej oczy. - Lecisz na mnie, słoneczko... oj lecisz - zamruczał z tajemniczym uśmiechem.

    Shikamaru obserwował, jak wampirzyca się posila, a potem jak nakłada sobie coś... bardziej ludzkiego i z pewnością smaczniejszego od metalicznego posmaku krwi. Japończyk co prawda czasami sam się posilał szkarłatną cieczą, i to nie z konieczności a po prostu z chęci, acz i tak ów posmak sprawiał, iż odbierało mu to przyjemność, a przynajmniej czasami tak się zdarzało. Zaśmiał się cicho pod nosem, widząc pokaźną porcję pożywienia, jaka wylądowała na talerzu Viki.
    - Że też tyle jedzenia może zmieścić tak maleńkie ciało - pokręcił głową w niedowierzaniu, po czym wsłuchał się w słowa mężczyzny, zapowiadającego występ elfki, a następnie przytaknął skinieniem głowy na pytanie ukochanej. - Tak, Vincent to jeden z moich braci - uśmiechnął się tajemniczo, zerkając ukradkiem na prześmiewcę, po czym znów na wampirzycę. - Dzień... wieczór pełen wrażeń i niespodzianek - uśmiechnął się do niej, delikatnie odgarniając kosmyk jej włosów.

    Tristan zamyślił się cicho nad jej słowami, a w zamyśleniu nawet przechylił głowę, bowiem sprawiły, iż doprawdy w jego głowie rozpętał się chaos. Nie lubił takiego uczucia, jednak z drugiej strony, tym bardziej uświadomiła mu wampirzyca, jak bardzo wyjątkową jest istotą, oraz że może i nadszedł czas dla niego, by się ustatkować. Westchnął cicho pod nosem, zerkając na Emily badawczo.
    - To prawda, dlatego od teraz... zacznę bardziej patrzeć sercem - odparł, wciąż pogrążony w zamyśleniu, a ponieważ jak powiedział tak zrobił, zasugerował łagodnie: - Moja droga, jeśli... to zadośćuczyni, bez problemu możesz zająć jeden z pokoi w moim domu - odparł, zerkając pytająco w jej oczy i czekając na jej reakcję. - O bagaż też nie musisz się martwić, bowiem możemy wybrać się na zakupy. Jest wiele miejsc, gdzie kupisz to, co jest  ci potrzebne - dodał, blado się uśmiechając.

    Hamid przechylił zaciekawiony głowę, jak ta odwróciła spojrzenie. Na jej kolejne pytanie pokręcił przecząco głową.
    - Nie, nigdy nie był. Ba, nigdy nawet nie był zaręczony, dlatego tym bardziej jesteśmy zaskoczeni, acz rzecz jasna pozytywnie, iż po tylu wiekach oczekiwania znalazł swojego Anioła - westchnął cicho, z delikatnym uśmiechem zerkając na ojca z Jane. - Acz widzę po nim, że warto czekać... na każdego prędzej czy później przyjdzie... pora. - Pogrążając się w zamyśleniu, zerknął na scenę, gdzie Pipi właśnie zaczęła swój występ, po czym raz jeszcze zerknął na Urianę. - A ty? Byłaś kiedyś zakochana?

    Magnus ciepło uśmiechnął się do Amelii, przesuwając delikatnie dłońmi po jej plecach. Na jej słowa cicho westchnął, po czym pocałował ją w skroń, odgarnął niesforne pasemko, a następnie zerknął w jej oczy.
    - Wybacz, że tak długo kazałem na siebie czekać - uśmiechnął się tajemniczo, po czym złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Kiedy wspomniała o zwierzętach i roślinności, westchnął przeciągle. - Sądzę, że nie musisz się martwić o ogród i zwierzęta. Zapewne ma kogoś, by to dla niej nadzorował - odparł prześmiewca, śmiejąc się cicho pod nosem. Kiedy światła przygasły, zerknął pokrótce na scenę, jednak po chwili wrócił spojrzeniem na ukochaną. - Cóż, teraz będzie tylko lepiej, najdroższa - przesunął dłonią po jej policzku.

    Henrik uśmiechnął się tajemniczo pod nosem, zerkając na Davinę kątem oka. Milczał, obserwując jej reakcję. Co prawda, nie zauważył jej rumieńca, najwyżej domyślał się, iż policzki druidki nabrały koloru, acz wolał pominąć to milczeniem, choć na jego ustach wciąż widniał tajemniczy uśmiech. Kiedy elfka zaczęła swój występ, pierwotny spojrzał pokrótce na scenę, po czym znów na druidkę.
    - Davino... wiesz, iż te rumieńce - zamruczał, kiedy zauważył jednak zarumienioną skórę - dodają ci jedynie uroku i... dziewczęcego, subtelnego piękna?

    Finn zaśmiał się cicho na słowa Amy, po czym pokręcił głową w niedowierzaniu, zerkając na nią z delikatnym uśmiechem.
    - Więc racz mi wybaczyć te... słowa, które jednak, jak widzę, są ci dość... miłe - zamruczał, omiatając ją badawczym, acz przy tym zaintrygowanym spojrzeniem. - I owszem, zgodzę się. Tacy... królowie sprawiają, iż po kilku audiencjach człowiek jest tak zmęczony, iż sam nie wie co robi i co mówi - dodał, nieznacznie się uśmiechając, a kiedy wpadła w niego ramiona zaraz po tym, jak ktoś ze sceny zapowiedział kolejny występ-niespodziankę, otulił ją ramionami, po czym zerknął na scenę, podobnie jak Amy. - Najwidoczniej - przytaknął na jej pytanie zarówno głowo jak i słowem. - Ciekawe więc, co jeszcze nas tu... zadziwi - dodał, zamyślając się na chwilę.

    Rebekah również westchnęła cicho pod nosem, kręcąc nieznacznie głową. Wiedziała doskonale i zgadzała się z tym, co mówił jej ukochany, tym bardziej iż znała Elijaha od ponad tysiąclecia, więc doskonale rozumiała jego zachowanie.
    - Tak, to prawda, a ta życiowa zakała - mruknęła tak, by Esme jej nie słyszała - znając życie znów coś palnęła... albo dopiero palnie... - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową. - Cóż, kochanie. Chyba każdy rodzic tak ma... to dla nich piękne, ale też smutne chwile... - uśmiechnęła się nieznacznie, zerkając pokrótce na to, co dzieje się na scenie, po czym znów spojrzała na ukochanego. - Choć przecież Eva zawsze już będzie ich córką. Choć nie powiem. Podejrzewam iż ja również bym... zareagowała podobnie gdyby z czasem Actus powiedział nam, iż chce się ożenić i wyfrunąć z gniazda.

    Eva znów radośnie pisnęła, kiedy Lefran zrobił z nią kolejny obrót. Kiedy zatrzymał się w tańcu, zaraz po tym jak muzyka zmieniła klimat, a na sali zrobiło się ciut ciemniej, wraz z nim spojrzała na Vincenta, który był lekko zdezorientowany, a potem na scenę, gdzie właśnie jedna z elfek zaczęła swój występ. Wampirzyca zachichotała cicho pod nosem, po czym zerknęła na ukochanego, który właśnie pytał się brata, któremu zadedykowany był taniec, co jej zrobił takiego. Pokręciła głową w niedowierzaniu.
    - Oj, kochanie - zaśmiała się cicho pod nosem. - To dobrze, że Vincent znalazł osobę, o którą chce się troszczyć i którą chce kochać, prawda? - uśmiechnęła się ciepło, odgarniając kosmyk jego włosów, które w tym pędzie opadły i na czoło mężczyzny. - A poza tym, takie... niespodzianki sprawiają tylko, iż wesele jest weselem - dodała, znów zerkając na tańczącą w białym stroju elfkę. - Nawet jakbym chciała, nie umiem tak tańczyć ani śpiewać - westchnęła cicho, opierając głowę o pierś ukochanego.

    Esmeralda delikatnie wtuliła się w ramiona Elijaha i również cicho westchnęła, zerkając na szalejących w tańcu Evę z Lefranem. Opuściła stremowane spojrzenie, bowiem nie lubiła mówić czegoś nie tak.
    - Wybacz - szepnęła, ze wzrokiem wciąż wbitym w czubki własnych butów. - Chciałabym, byś wtedy był przy nas - dodała łagodnym półtonem, unosząc spojrzenie, które wbiła w twarz pierwotnego.

    Alexander westchnął cicho na słowa ukochanej, po czym chcąc czy nie, musiał na nie przytaknąć, dlatego skinął nieznacznie głową.
    - To racja, najdroższa - szepnął, zerkając na swą piękną druidkę. - Niestety, ale to jest święta prawda, a szkoda - westchnął cicho, kręcąc w niedowierzaniu głową. - Na tym archipelagu masz każdą rasę, jaka tylko kiedykolwiek powstała. Nawet, jeśli jedna z drugą się waśnią z jakiegoś powodu - westchnął cicho, po czym przyciągnął Vanessę bliżej siebie. - Acz choć na chwilę o tym zapomnijmy... - dodał, całując ją w policzek. - Mamy się dobrze bawić, kochanie - dodał, uśmiechając się do niej ciepło.

    Maya zaśmiała się cicho pod nosem, kręcąc w niedowierzaniu głową na słowa Fritra.
    - Tak, możliwe. Acz ile razy on mi osobiście razy groził urwaniem głowy albo wyrwaniem serca... niech no policzę - westchnęła cicho, drapiąc się teatralnie po brodzie. - Ups, przy setce już się pomyliłam - dodała, słodko się uśmiechając, a na jego kolejne słowa przytaknęła posłusznie głową. - Zgodzę się z tym, Fritr. Wesele są po to, by się radować, nie popadać w melancholię - dodała, wciąż uroczo się uśmiechając pod nosem do prześmiewcy. - I chyba dobrze, że twój ojciec jak i bracia wreszcie zaczynają układać sobie życie, prawda? - dodała, zerkając w stronę sceny, gdy tylko przygasło światło. - No proszę... - uśmiechnęła się tajemniczo. - Kolejny brat prześmiewca, jak myślisz?

    Erik westchnął cicho, a na jego słowa mimowolnie przerzucił spojrzenie po kobietach, ubranych w rozmaite, często odsłaniające sporo sukienki, na co mimowolnie pokręcił głową w niedowierzaniu i upił kolejnego łyka trunku.
    - To prawda, niektóre rzeczy są na dobre. Weźmy choćby możliwości nowej technologii, a w niektórych na złe, jak choćby mentalność ludzka - odparł, po czym zerknął na dłoń, którą blondyn wyciągał w jego stronę - Erik - przedstawił się smok, zerkając na niego z delikatnym uśmiechem i wymieniając uścisk dłoni. - I nic się nie stało, również popełniłem te faux pass, więc również proszę o wybaczenie - dodał, skinąwszy głową, po czym przeniósł zaciekawione spojrzenie na scenę.

    Lydia zaśmiała się cicho pod nosem, a kiedy pocałował ją w skroń, delikatnie zarumieniła się na policzkach, opuszczając stremowane spojrzenie, co jednak udało się jej zakamuflować, gdy znów zaczęli wirować na parkiecie raz jeszcze. Kiedy wodzirej zapowiedział występ, zerknęła w kierunku sceny, zaciekawiona o co może chodzić. Kiedy wyszła Pipi, uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, chcąc jej dodać otuchy, po czym przeniosła spojrzenie na Petera.
    - Wiesz, kochanie. I tak przy tobie czuję się bezpiecznie, jak mała dziewczyna - odparła, uśmiechając się do niego ciepło. - Co sprawia, że czuję się też piękna i kochana - dodała, całując go w skroń. - Dziękuję - dodała, zerkając w jego oczy.

    Anna z cichym westchnieniem i jak najciszej przysiadła na krześle obok Cedrica. Kiedy objął ją, nie protestowała, a nawet oparła głowę o jego ramię, wpatrując się w zamyśleniu w scenę. Co prawda nie do końca śledziła co się na niej dzieje, bowiem wciąż zastanawiała się na tym, co działo się w domu, acz nie miała mu tego za złe.
    - Nie zadręczaj się, kotku - szepnęła do niego, zerkając w jego oczy pokrótce. - Nic się nie stało - dodała, uśmiechając się nieznacznie, po czym delikatnie szturchnęła go palcem w pierś. - I pamiętam, że jesteśmy tu, by się dobrze bawić.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Wto Cze 09, 2015 9:15 pm

    Camy wpatrywała się w oczy Klausa, oczarowana jego spojrzeniem. Nie zwracała uwagi na zespół taneczny, na to co dzieje się wokół, widziała tylko jego oczy, a świat zatrzymał się w miejscu.
    Po jej ciele przeszły dziwne do zrozumienia dreszcze. Przez chwilę milczała.
    - A co jeśli nie mam ochoty ani na taniec... ani na nic do picia? Co powiesz na spacer? Noc jest ciepła i przyjemna. Świeci księżyc, a ogród Kalony jest podobno dziełem sztuki, jakiego nigdzie na świecie nie zobaczysz - odparła, niemal szeptem. - Chyba muszę się przewietrzyć...

    Kol zerknął w kierunku sceny, wsłuchując się w muzykę i piękne kobiety.
    - Właśnie to jest powód dla którego nie uśmiecha mi się być w jakimkolwiek związku - zamruczał obserwując cudnie poruszające się kobiety. - Mmmm... można by z takimi szaleć... prosto z sułtańskiego pałacu. Zapewne zwiały... sułtan by takich perełek nie wypuścił - dodał, po czym złapał Zanyie za biodra i zaczął nimi poruszać, sam podrygując w rytm indyjskich rytmów.


    Murat spojrzał na nią, przechylając głowę.
    - A wyglądam jakbym żartował? - spytał, mierząc ją ciekawskim spojrzeniem. - Żartować zdarza mi się bardzo rzadko. Ale to już chyba zauważyłaś krasnalku? Nieprawdaż?


    - Co?! - Kama zawyła jak opętana, nie wiedząc gdzie patrzeć, czy na Vjerana, czy na Pipi. - Spójrz na nią... na taką kobietę zasługujesz, a nie na takie coś jak ja. Poza tym nie znasz mnie i nie wiesz czy ze mną wytrzymasz... ja i oświadczyny świat nie wiedział i nie słyszał - mruknęła. - Jak one się ruchają... znaczy ruszają się pięknie. Jestem brzydka... i stara... - mruknęła, czując jak stres bierze nad nią górę. Była tak zaskoczona, że nie wiedziała co się tak właściwie dzieje. - Po tygodniu czasu? Vjeranku oszalałeś albo się pochorowałeś. Może pojedźmy do szpitala do jakiegoś dochtora? Albo niech cię twój stary poogląda może to jeszcze uleczalne jest? Co? Chodź, będę trzymać cię za rękę, żeby dodać ci otuchy co?


    Alice zaśmiała się cichutko, poddając się jego delikatnym pieszczotą. Czuła się cudownie, a jego propozycja bardzo się jej spodobała.
    - A jesteś pewny, że chcesz wyjść? Że dasz radę? Że chcesz spróbować właśnie ze mną? - zamruczała, wplatając palce w jego włosy. - Jeśli chcesz... jestem za... nie lubię takich imprez.


    Asterix w milczeniu obserwował salę, kiedy nagle zaczął się występ. Z wypiekami na twarzy oglądał dziewczyny, aż wstając z miejsca i podchodząc bliżej sceny. Kobiety z odsłoniętymi nogami i brzuchami z dużymi dekoltami, były melodią dla jego oczu, sprawiając że nie mógł ich oderwać od uroczych elfek.


    Jane wysłuchała słów ukochanego. Również przez chwilę się zamyśliła, próbując poukłądać wszystko w jedną całość.
    - Przynajmniej teraz nie martwię się, że to co czuję jest złudne. Wiem co czuję i wiem, że nie jest to zauroczenie, lecz to prawdziwe i czyste uczucie - odparła, przenosząc spojrzenie na sceną. - Twoi synowie są dziś atrakcją wieczoru - zaśmiała się. - A twierdzisz, że to złe istotki. Spójrz na nich, dziś bawią się i zachowują klasę, nie czujesz dumy? - spytała, zaciskając palce na jego dłoni. - Są idealni.


    Aisha w milczeniu oglądała występ siostry. Obie umiały to i owo od zawsze były do tego przyuczane, lecz ona i Pipi zawsze się od siebie różniły. Pipi była energiczna i umiała rozmawiać, ona z kolei była cicha i nieśmiała, choć musiała nie raz tę nieśmiałość przełamywać. Po chwili przeniosła spojrzenie na Senecę.
    - Ładne imię. Nie słyszałam jeszcze takiego. No i nie wiem co jeszcze nas czeka. To wesele jest pełne niespodzianek. Pierwszy raz jestem na takim weselu.


    Emily spojrzała na Tristana lekko zaskoczona jego propozycją.
    - Nie znam cię... jaka mam gwarancję, że mogę ci zaufać i skąd pewność, że chcę tu zostać. Póki co nie mam wyjścia, nie mam torebki, w której miałam wszelkie dokumenty. Zostałam bez pieniędzy, nie mam nawet na hotel, więc chyba nie mam zbytniego wyjścia co? Tam gdzie byłam nie wrócę, choćbym miała spać pod mostem - mruknęła nie kryjąc rozżalenia, a do jej oczu zaczęły napływać łzy.


    Uriana odwróciła głowę. Nie lubiła opowiadać o przeszłości.
    - Byłam... ale to już przeszłość... odległa - odparła. - Zostałam oszukana i nie chcę o tym rozmawiać. Miłość jest głupia.


    - Nie sądzę, że ma kogoś - zaśmiała się cicho. - Chyba, że ten wampir z którym była. Nie mniej jednak jeśli o tym nie wie to z pewnością się przekona - dodała z uśmiechem, zerkając na scenę. - Dziewczyna ma ładny głos.


    Thomas zaśmiał się pod nosem, cicho wzdychając.
    - Actus będzie szybko rósł, więc ten moment może nadejść szybciej niż nam się wydaje. Na pewno złamie wiele kobiecych serc. Chociaż... może będzie stały w uczuciach. A Esme... może się zmieniła? Jak każdy ma wzloty i upadki.


    - Nie wracajmy do tych chwil Esme. Przeszłość najlepiej zostawić za drzwiami. Było minęło. Jest w tym wszystkim i moja wina i twoja... trudno co się stało to się nie odstanie. Mogę prosić? - Wysunął w jej kierunku dłoń, prosząc do tańca i czekając na odpowiedź.


    - Zabawa zabawą Grayson ale ja od tygodnie nie byłam w swoim nowym domu. Musimy się tam wybrać i porozglądać po całym tym dobytku. Ta wiedźma coś tam ukrywała i na pewno nie była to elfka - odparła. - I to tez twoja wina... gdybyś nie zatrzymywał mnie w łóżku... - zamruczała, wpijając się w jego usta.

    Fritr, znieruchomiał kiedy na scenie pojawiła się Priyanka. Zmarszczył czoło i tajemniczo uśmiechnął się pod nosem.
    - Priyanka... - szepnął. - Jedna z najlepszych nałożnic sułtana. Dziewczyna z wieży... która przez z zazdrość innych nałożnic, wiele razy padła ofiarą nieudanych zamachów na własne życie. Kobieta, która załatwiała dla niego wszystkie polityczne i ważniejsze sprawy... urocza, żywotna i bardzo sprytna... Vinc! - ryknął. - Mamy do pogadania!


    Peter na krótką chwilę wpił się w usta Lydia, lecz kiedy Pipi zaczęła śpiewać, obrócił się ku scenie, by obejrzeć występ.
    - Tak masz się czuć, bo taka właśnie jesteś Lydio. Piękna, kochana i niezwykle urocza.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Sro Cze 10, 2015 7:26 pm

    Klaus obserwował reakcję Camille ze stoickim spokojem, odwzajemniając spojrzenie. Słyszał jak jej serce zaczyna przyjemnie pędzić i był to jedyny dźwięk prócz jej głosu, który go teraz interesował. Przez chwilę również milczał, czując jak wytwarza się między nimi przyjemne napięcie, lecz kiedy na scenie rozbrzmiała muzyka, uśmiechnął się nieznacznie i podał rękę blondynce.
    - W takim razie chodźmy – powiedział, niemal szeptem. Ostatni raz spojrzał w kierunku Audrey i ruszył wraz z Cami do wyjścia.

    ----------------> Ogród Główny / Cami&Klaus

    Audrey odprowadziła wzrokiem ojca, z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym lekko wyswobodziła się z rąk Rona i spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem.
    - Kręcisz mną jak karuzelą, więc na ciebie wpadłam. I nie jestem żadnym słoneczkiem, potrafię parzyć bardziej efektywnie niż ono, więc jeśli nie chcesz zostać sparzony to trzymaj te śliskie rączki tam gdzie trzeba, panie odważny – prychnęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

    Zanya zaśmiała się, chwytając Kola za ręce, które położył jej na biodrach i zaczęła wesoło pląsać wraz z nim do rytmów granych w przedstawieniu.
    - Czy tobie nigdy nie kończy się energia? – spytała odwracając głowę w jego kierunku, z nieschodzącym z twarzy uśmiechem.

    Vika przełknęła kęsa przepysznej sałatki z kurczakiem i skierowała wzrok na Shikamaru.
    - Pamiętaj, że jem za troje, więc porcja również musi być spora, żebym nie schudła na twoich oczach do rozmiarów przecinka – zaśmiała się, grożąc mu widelcem w żartach. – Tak w ogóle… Widziałam, że narzeczona twojego ojca również jest w ciąży. Czy ona jest czystą elfką? Wprawdzie to nie moja sprawa, ale z tego co pamiętam, to mieszanie elfów z innymi rasami nie kończy się zbyt… dobrze. Tak mi się przypomniało, względem tej białowłosej elfki, która kłóciła się z prześmiewcą o to, że chce mieć dziecko…

    Ciri patrzyła na Murata, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Przekalkulowała sobie w głowie wszystko o co wcześniej się z nim pokłóciła i jeszcze raz powtórzyła w myślach, co przed chwilą powiedział.
    - Zauważyłam… - przytaknęła. – Zwyczajnie… zaskoczyłeś mnie tym co powiedziałeś… W pozytywnym znaczeniu oczywiście… - dodała, przenosząc wzrok na scenę.

    Davina patrzyła na występ, kiedy nagle doszły do jej uszu słowa Henrika. Uśmiechnęła się subtelnie, wolno kierując wzrok w jego stronę.
    - Subtelnego piękna… - powtórzyła, zamyślając się na chwilę. – Takiego komplementu nie słyszałam od kiedy żyję. Muszę przyznać Henriku, że mnie zaskakujesz, a musisz wiedzieć, że lubię tę cechę u mężczyzn… Kiedy potrafią zdobyć kobietę z głową na karku, dobrze wyważonymi słowami, a nie tanimi komplementami – westchnęła cicho, poprawiając sukienkę. – Chyba muszę się przewietrzyć. Może zechcesz mi towarzyszyć i wskażesz mi miejsce, gdzie można odpocząć od tego weselnego zgiełku?

    Vjeran w spokoju wysłuchał jak Kama nadaje z prędkością świetlną, a gdy ledwo skończyła, przyciągnął ją do siebie i wpił się w jej usta z dzikością.
    - Jak ja uwielbiam ten twój słowotok, mógłbym na ciebie patrzeć cały dzień i słuchać jak rajdasz mi do ucha… - mruknął, ponownie wpijając się w jej miękkie, rozgrzane wargi i nie zważając na nic dookoła.

    Ferran spojrzał w oczy Alice swymi ciemnymi tęczówkami, które były w tej chwili niemal czarne od pożądania.
    - Chcę.. Dam radę.. i tylko z tobą.. – mruknął, po czym ruszył do wyjścia wraz z elfką, nie oglądając się za siebie.

    ----------> Komnatka / Ferran i Alice

    Amy uśmiechnęła się do Finna, pozwalając się objąć ramionami. Z wypiekami na twarzy oglądała piękny występ elfki i jej koleżanek, nucąc pod nosem melodię wydobywającą się z głośników.
    - Wieczór pełen niespodzianek.. myślę, że jeszcze nie jedno nas zdziwi mój drogi przyjacielu. Mnie osobiście zadziwił twój brat, który wyszedł z tą śliczną blondynką przebraną za aniołka. Wydawał się przy niej wyjątkowo grzeczny, czego nie można było powiedzieć o Caroline.. - westchnęła cicho. – Tak właściwie, to co się z nią stało? Wyjechała gdzieś? Czy została w Silent Moon? – zapytała, spoglądając na Finna z zaciekawieniem.

    Lefran na słowa Vincenta, jedynie poruszał zawadiacko brwiami. Wysłuchał Evy, po czym wziął ją na ręce i ruszył prosto do stolika, siadając obok brata i jego ciężarnej kobietki.
    - Lubię mu dokuczać i wyprowadzać go z równowagi i nie ukrywam, że staram się jak mogę – zaśmiał się. – Tak czy inaczej, Vinc to wieczny kawaler, od dawna żadna nie przewróciła mu w główce, więc tym bardziej mam sposobność żeby podziałać mu troszkę na nerwach, niech on też się postresuje, a co! Tylko ja miałem chodzić jak po sporej dawce espresso? – zarechotał wesoło i pocałował ukochaną w czoło. – A śpiewać umiesz skarbie, przestań mnie tu czarować starego wygę, bo zacznę opowiadać o babci Ludwice! – udał groźną minę, w żartach grożąc jej palcem.

    Vincent z zapałem i ogromnym zainteresowaniem oglądał występ Priyanki, która jako jedyna interesowała go na tej scenie. Kiedy jednak do jego uszu doszedł głos brata, zmarszczył czoło i z lekką niechęcią ruszył w jego kierunku.
    - Cóż się takiego stało Fritriku, iż musisz za mną krzyczeć? – zapytał, zatrzymując się tuż obok brata. – Chciałbym pooglądać ten występ, czy to nie może poczekać? – skrzyżował ręce na klatce piersiowej, spoglądając w kierunku sceny.

    Conor przytaknął na słowa Erika, rozglądając się za elfką którą wypatrzył przed chwilą.
    - Chętnie bym zaprosił do tańca tą piękną kobietę w czerwieni… Jednakże ma już towarzysza jak widzę. Nie popełnię jakiejś gafy, jeśli pozwolę sobie odbić ją na chwilę i poproszę o taniec? Jak myślisz Eriku? – spojrzał na swojego rozmówcę. - Troszkę gubię się w tych… dzisiejszych czasach. Chyba za długo odpoczywałem.. – dodał trochę ciszej.

    Cedric westchnął głośno, jednak postanowił posłuchać rady Anny.
    - No dobrze. Ale musimy to wyjaśnić gdyż nie daje mi to spokoju. Ale to potem, po tej całej imprezie..  – pocałował blondynkę w policzek i spojrzał w kierunku wejścia. – Ta dwójka wygląda mi znajomo…

    <----------- słynny Wygwizdów / Sergio i Nastya – zestaw rozwałkowy <3

    Wampir stanął w drzwiach obejmując ramieniem wilkołaczycę i uśmiechnął się szeroko.
    - Zobacz skarbeńku na jaką piękną imprezkę się władowaliśmy. Alko przelewa się przez kieliszki, laski tańczą na scenie, nic tylko się bawić! – poprawił włosy, przeczesując je palcami i lekko przetarł koszulę od swego stylowego wdzianka dłonią, spoglądając na Nastyę. – No i po co ja się tak pinzdrzę z tym wdziankiem, skoro i tak założyłem pierwszy lepszy z brzegu wystawy.. Za to ty kochanie.. ty wyglądasz obłędnie. Chrupałbym cię całą noc – dodał, zerkając na stos prezentów leżący nieopodal i kiedy ruszył wraz z dziewczyną do jednego ze stolików, chwycił drogiego szampana, który stał między podarkami dla młodych, od razu go odkorkowując i upijając solidnego łyka. – Dobre. Rocznik tysiąc pięćset sto dziewięćset, masz napij się skarbie, trzeba się rozluźnić.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sro Cze 10, 2015 11:21 pm

    Kalona uśmiechnął się do swej pięknej narzeczonej, zerkając w jej oczy na jej słowa, po czym delikatnie przyciągnął ją do siebie. Obserwował kątem oka reakcję Vincenta na niespodziankę, jaką zaserwowała mu Pipi.
    - Tak, też się o to nie martwię, acz, kochanie, martwię się o ciebie - szepnął, znów przenosząc spojrzenie na ukochaną. - Liczę jednak, że nie będzie żadnych komplikacji - westchnął cicho, po czym pokręcił głową. - Cóż, to i tak nie jest odpowiednia... okazja... na takie rozmyślania - dodał, znów się uśmiechając. Kiedy wspomniała o synach, przebiegł spojrzeniem po prześmiewcach. - To prawda, są idealni i dziś jestem wyjątkowo dumny. Nawet Tristan szybko... załagodził napiętą przez niego sytuację - dodał, zerkając ukradkiem na wymienionego syna, po czym znów na ukochaną. - Acz jestem bardzo zadowolony, kochanie, iż zaakceptowałaś ich, a oni ciebie - szepnął, całując ukochaną w skroń.

    Seneca również obserwował występ, bowiem w istocie Pipi ruszała się doskonale, a jej melodyjny głos rozkosznie drażnił uszy słuchaczy. Kiedy Aisha znów na niego spojrzała, i on oderwał wzrok od jej siostry, a wbił ją w drobną elfkę, która stała tuż obok niego i skomplementowała jego imię.
    - Dziękuję - posłał jej delikatny uśmiech, zerkając na jej piękną i subtelną twarz. - A jak brzmi twoje imię, moja droga? - zapytał się łagodnie, wciąż zerkając na jej twarz z niewielkim uśmiechem wymalowanym na ustach.

    Ronald, kiedy się wysunęła z jego ramion, pozwolił jej na to, a następnie zerknął na nią z uniesioną brwią, kiedy mówiła, z grzeczności jej nie przerywając. Kiedy skończyła, uśmiechnął się uroczo do niej, zerkając na jej twarz.
    - Oj, Audery... - westchnął, wciąż się uśmiechając do dziewczyny. - Żywa melodia równa się żywy taniec - odparł cicho chichocząc pod nosem i zerkając na nią spod oka. - Acz, jeśli chcesz, możemy... odsapnąć - dodał, zerkając na nią z  niewielkim uśmiechem i unosząc pytająco brew. - Jesteś niezwykle... tajemnicza - dodał, omiatając ją spojrzeniem.

    Shikamaru z niewielkim uśmiechem na ustach obserwował, jak Vika wolno pochłania posiłek. Na jej żartobliwą groźbę, z uroczym acz ironicznym uśmiechem wywrócił teatralnie oczyma.
    - Kochanie, i tak już jesteś szczupła jak cholera... jedz na zdrowie - z uśmiechem westchnął cicho, podpierając ręką głowę. Kiedy zapytał się o Jane, zerknął na sekundę w jej kierunku, po czym przytaknął głową na jej pytanie. - Tak, Jane jest czystokrwistą elfką. I jedynie słowa Mayi - na którą zerknął spod oka z cichym westchnieniem - utrzymują ich po zdrowych zmysłach. Widziała już dorosłe maleństwo i Jane, ale i tak ojciec wychodzi z siebie, nawet jeśli teraz tego nie pokazuje... - dodał, zerkając pokrótce na Kalonę i znów na Vikę.

    Tristan zamyślił się na chwilę nad jej słowami. Zgadzał się z nimi, on sam by nie zaufał drugiej osobie w takiej sytuacji, jednak chciał jej pomóc i zrekompensować to, że bezczelnie zabrał ją z samolotu. Skłamałby również, jakby powiedział, iż Emily go nie zauroczyła w pewien sposób.
    - Chcę zrekompensować ci to... bezczelne uprowadzenie - przedstawił na głos swoje myśli. - Poza tym, po prostu... zauroczyłaś mnie swoją szczerością, moja droga - dodał, nieznacznie się uśmiechając, acz jego uśmiech znikł z twarzy, kiedy zauważył, jak do jej oczu napływają łzy. Delikatnie otarł kroplę, która właśnie chciała spłynąć po jej policzku. - Nie musisz wracać. Zatrzymasz się u mnie i nie przyjmuję odmowy - dodał, zerkając w jej oczy.

    Hamid westchnął cicho, nie chcąc poruszać bolesnej przeszłości, jaka z pewnością przydarzyła się Urianie.
    - Sam nie czułem nigdy miłości, jednak sądząc po Rephamie, czy nawet po moim ojcu... to piękne uczucie - odpowiedział delikatnie uśmiechając się do elfki. - I nie musisz rozmawiać, jeśli nie chcesz. Przecież i tak jesteśmy tu, by się dobrze bawić, prawda, moja droga? - uniósł zawadiacko brew.

    Magnus również zaśmiał się cicho, a chichot jego ukochanej był cudownym dźwiękiem, którego mógłby słuchać długo. Tak samo jak mógłby co chwila upajać się jej cudownym zapachem. Nawet z tego powodu pochylił się nad nią i wsunął nos w jej włosy.
    - Cóż, nawet jeśli nie mają, nie jest to naszym problemem - odpowiedział z  tajemniczym uśmiechem, jednym uchem słuchając występu. - Owszem, ładny, ale i tak na mnie nie działa, bowiem to twojego mógłbym słuchać wprost cały czas - zamruczał jej do ucha.

    Henrik z niewielkim uśmiechem słuchał słów Daviny. Kiedy wyraziła chęć przewietrzenia się, skinął krótko głową, po chwili namysłu, podczas którego myślami przebiegał po zamku i jego okolicach, by znaleźć dobre miejsce na spacer, by dziewczyna była z niego zadowolona. Po chwili doszedł do wniosku, iż chyba zna odpowiednie miejsce, dlatego wysunął ku niej ramię.
    - Zaszczytem będzie dotrzymać ci towarzystwa - odparł ze spokojem, zerkając przy ty mw jej oczy, po czym z tajemniczym uśmiechem dodał: - Zdaje się, iż wiem, gdzie możemy się udać - a po tych słowach skierowali się w stronę wyjścia z sali.

    [---> Altanka / Davina i Henrik]

    Finn uśmiechnął się, widząc jak Amy nuci, oraz jak na parkiecie cudownie poruszają się zgrane tancerki z elfką na czele. W zamyśleniu podziwiał występ, a z owego zamyślenia wytrąciła go druidka, która znów się odezwała.
    - To prawda, pełno niespodzianek... acz takie chwile są... cudowne - odpowiedział Finn, wciąż zerkając na scenę. Kiedy zadała pytanie, co się dzieje z Caroline, wampir przeniósł spojrzenie na Amy, przez kilka sekund szukając w myślach odpowiedzi. - Umm... - pierwotny na chwilę zawahał się, czy powinien odpowiadać na to pytanie. - Jakiś czas temu Niklaus wyrwał Caroline serce - odpowiedział na jej pytanie, zerkając na nią ze spokojem. - Po kolejnej zdradzie. Nie wytrzymał - dodał z westchnieniem w ramach wyjaśnień.

    Rebekah zamyśliła się przez krótką chwilę nad słowami ukochanego.
    - Tak, to prawda. Już rośnie jak na drożdżach, iż długo nie pocieszymy się maleństwem, które stanie się dorosłym, dojrzałym mężczyzną  - blondynka westchnęła cicho, jednak zaraz po westchnieniu cichutko zachichotała. - Cóż, może się zmieniła, czas pokaże. Źle im nie życzę - dodała, zerkając po współbiesiadnikach, po czym przeniosła spojrzenie na Thomasa. - Ja swoje już znalazłam, i nie mam zamiaru oddawać - zamruczała, wpijając się w jego usta.

    Eva na słowa Lefrana zaśmiała się głośno, po czym pokręciła głową w niedowierzaniu wciąż chichocząc cicho pod nosem. Kiedy pogroził jej palcem, zmarszczyła czoło, wpatrując się w jego oczy przez chwilę, po czym uśmiechnęła się tajemniczo, kiedy powiedział, że wie iż umie śpiewać.
    - Cóż, ja i tak nie lubię swojego głosu, kotku - odpowiedziała, również całując go w skroń. Po chwili zerknęła na Vincenta, który właśnie podchodził do Fritra, po czym znów na ukochanego. - Sądzisz, że to coś... poważniejszego? Że twój brat i ta elfka, która występuje..? - zagadnęła zaciekawiona, zerkając pytająco na ukochanego. W głowie co prawda miała już przygotowaną niespodziankę, ale póki co zagłuszała myśli tym, jak bardzo jest szczęśliwa i jak cieszy się z zaręczyn.

    Esmeralda nieśmiało opuściła spojrzenie na jego słowa, zamyślając się na chwilę.
    - To racja, pora zostawić przeszłość za sobą - odpowiedziała, a następnie ciepło uśmiechnęła się ciepło na zaproszenie do tańca. - Oczywiście -  skinęła nieznacznie głową, wciąż uśmiechając się pod nosem, po czym podała mu dłoń, dając się znów pociągnąć mężczyźnie na parkiet. Kiedy tam się znaleźli, przylgnęła do niego ciałem, poruszając się w rytm melodii, jaka właśnie rozbrzmiewała na sali.

    Alexander cicho zaśmiał się pod nosem, po czym skinął głową, przystając na jej propozycję, tudzież zwyczajne stwierdzenie faktu.
    - Zaraz po przyjęciu więc, czym prędzej więc tam się udamy - uśmiechnął się do niej, jednak nie zdążył powiedzieć ni słowa, kiedy Vanessa wpiła się w jego usta łapczywie, na co ten z pomrukiem zaczął odwzajemniać pocałunki, biorąc ją przy tym na ręce i wykonując obrót wokół własnej osi.

    Maya zaśmiała się cicho na jego słowa, a kiedy zawołany Vincent podszedł do Fritra, uśmiechnęła się do panów i skinęła do nich głową.
    - Miło cię widzieć, Vincent. Fritr - zerknęła po prześmiewcach, po czym z uśmiechem dodała, iż: - Może nie będę przeszkadzać. Będę przy stoliku - dodała, z uśmiechem usuwając się do stolika, przy którym wciąż siedział Sabbahattin z Tobiasem, między którymi usiadła, poprawiając sukienkę, a następnie zakręciła kosmyk loków na palcu. - No, panowie, czemu w tak radosną uroczystość siedzicie, a nie radujecie się wraz z innymi? - uśmiechnęła się do nich, spoglądając po mężczyznach pytająco.

    Erik zerknął w kierunku, w którym spoglądał i blonyn. Westchnął cicho, przechylając głowę i przez chwilę obserwując jak elfka tańczy z partnerem, jednak po krótkiej chwili uśmiechnął się delikatnie, zerkając na Conora.
    - Sądzę, że nie będzie to gafa, Conorze - odpowiedział po chwili. - Jeśli jednak wolisz... odpowiedniejszy moment, zawsze możesz poczekać do końca piosenki - dodał, wzruszając nieznacznie ramionami, sam nie do końca wiedząc, co miałby poradzić. Kiedy powiedział o odpoczynku, westchnął cicho pod nosem. - Taak, też zbyt długo... miałem wolne - dodał, również zniżając głos do szeptu. - Długo przebywasz na Atlantydzie?

    Lydia odwzajemniła z pomrukiem pocałunek, a na jego słowa zarumieniła się na policzkach, dziękując w duchu, iż światło przygasło i są nikłe szanse na to, by ktokolwiek to zauważył. Westchnęła cicho, bowiem nie lubiła się rumienić, a Peter ją onieśmielał swym zachowaniem i tyloma komplementami.
    - Dziękuję, kochanie, za tyle komplementów - zaśmiała się cicho, mając nadzieję, że rumieniec zdąży zniknąć, nim skrzat go zauważy. - A teraz, korzystając... - dodała, robiąc nim obrót. - Masz jeszcze siłę tańczyć..? - zamruczała z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach.

    Anna westchnęła cicho na słowa Cedrica, jednak chcąc czy nie, skinęła krótko głową, jak powiedział iż musi z nią o tym porozmawiać, choć sama nie widziała żadnego powodu.
    - No dobra, więc po imprezie porozmawiamy - westchnęła cicho raz jeszcze, skinąwszy głową. - Jeśli tak bardzo chcesz - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową, a kiedy pocałował ją w policzek zarumieniła się delikatnie, iż dobry traf chciał, że musiała przenieść w ślad za Almonthem spojrzenie na wejście. - Taak, mi również - odparła, marszcząc czoło. - Czy tylko ja mam wrażenie, że lepiej jest ich obserwować, by nie zrobili nic głupiego..? - zerknęła z uniesioną brwią na parę, po czym przeniosła wzrok na wilkołaka.

    Anastazja otoczona ramieniem Sergia, rozejrzała się po cudownie przystrojonej sali balowej. Na jego komplement zerknęła na niego spod byka, po czym pokręciła w niedowierzaniu głową i wywróciła oczyma, jednak dała się pociągnąć w stronę stolików. Kiedy ten odkorkował szampana, który znalazł na stoliku, ta poprawiła sukienkę, po czym odebrała od niego butelkę i sama pociągnęła solidnego łka prosto z gwinta. Na smak napoju zamruczała cicho w aprobacie, po czym jednakże kulturalnie sięgnęła po dwa czyste kieliszki i polała do nich.
    - Słońce, nie sądzisz, że należy się dostosować? - odparła z tajemniczym uśmiechem, mając na myśli to, iż wszyscy wykazują wprost doskonałą znajomość stołowej etykiety. - I owszem, z pewnością będziemy się tu dobrze bawić - dodała, marszcząc czoło i przygryzając wargę wpatrywała się w oczy Hiszpana.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Czw Cze 11, 2015 2:34 pm

    Kol zaśmiał się perliście, lokując swe spojrzenie w Zanyi.
    - Jestem wampirem... rzadko się męczę - odparł, nadal nie zaprzestając pląsania. - Ty również wyglądasz na energiczną kobietkę Zanyio.

    Murat westchnął pod nosem i milczał. Zdecydował się, pomimo tego iż wiedział, że z tego mogą być tylko kłopoty. Przeniósł wzrok na scenę i z beznamiętnym wyrazem twarzy obserwował widowisko.
    - Będzie jak chcesz - odparł. - Jeśli cię to uszczęśliwi pomimo komplikacji to proszę bardzo.

    Kama odwzajemniała pocałunek z równym pożądaniem jak całował ją Vjeran. Onieśmielał ją jak nikt inny, pod jego wpływem drżała i działy się z nią rzeczy, o które nigdy się nie posądzała.
    Wplotła pace w jego włosy, nie interesując się nikim i niczym dookoła. Był cudowny, zmysłowy i delikatny. Wprawiał ją w stan, w którym traciła grunt pod nogami, bo nie była pewna czy to wszystko to farsa, czy on na prawdę coś do niej poczuł...

    Fritr czekał aż podejdzie do niego Vincent.
    - Skąd znasz tą elfkę? I czy jest z nią jej siostra Aisha? - spytał, marszcząc czoło. - Wiesz kim ona jest? - uśmiechnął się tajemniczo.

    Jane nie kryła zaskoczenia, wpatrując się w twarz ukochanego.
    - Dlaczego miałabym ich ie zaakceptować? To twoi synowie, żaden nie zrobił mi krzywdy, będą mieć siostrę... pierwszą i wyjątkową jak oni. Są fantastyczni, są ci oddani i są po prostu idealni jak ich cudowny ojciec. Szczęśliwy rodzic, to szczęśliwe dzieci czyż nie?

    Aisha niemal natychmiast nieufnie spojrzała w twarz prześmiewcy. Jej serce gwałtownie przyspieszyło i niemal natychmiast odsunęła się od prześmiewcy.
    - Przecież przed chwilą wymawiałeś moje imię - odparła. - Przepraszam... ale chyba usiądę i napiję się czegoś. Dziękuję za taniec - dodała, kierując się do stolika.

    Kiedy Tristan otarł jej łzy, niepewnie zerknęła w jego oczy, przez chwilę milcząc.
    - Masz ochotę gdzieś się przejść? Męczy mnie ten huk. Chcę odpocząć.

    Uriana westchnęła cicho, zerkając na Hamida.
    - Ciesz się że nie przeżyłeś zawodu. To nic przyjemnego, a ten rodzaj bólu nie sposób opisać. Nic nie wiesz Hamidzie - dodała. - Ale masz rację... dziś jestem tu z tobą żebyś się dobrze bawił, więc róbmy to.

    Amelia zachichotała, w niedowierzaniu kręcąc głową.
    - Jesteś kochany - szepnęła, przywierając ustami do jego miękkich warg. - I cudowny... i jesteś złodziejem wiesz o tym? - zamruczała, zerkając w jego oczy.

    Thomas zaśmiał się na słowa Bekhi i delikatnie wpił się w jej usta.
    - Tańczymy? Idziemy siadać? Przejść się? Czy może chcesz wrócić do Actusa?

    Elijah w milczeniu kołaysał się w rytm muzyki, zerkając na Lefrana i Evę.
    - Chyba powinniśmy podejść do nich i złozyć im gratulacje, nie sądzisz? No i do swata też należało by się udać.

    Vanessa cicho zapiszczała, chichocząc jak szalona, kiedy zaczął obracać się wokół siebie.
    - Jesteś szalonym wampirem Grayson, a ja jestem za stra na takie zabawy i pogubię buty zaraz, a nie chciałabym żeby znalazły się w czyimś talerzu - odparła chichocząc.

    - A ty już nie masz? - spytał Peter. - Jeśli czujesz się zmęczona możemy usiąść, chyba że wolisz się gdzieś przejść?
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pon Cze 15, 2015 12:26 am

    Audrey westchnęła cicho, spoglądając na Rona spod byka. Zaimponowało jej to, że nie dał się zbyć jej gadkami. Spojrzała na niego śmielej i uśmiechnęła się lekko.
    - No dobrze. Więc chodźmy gdzieś. Pokaż mi ten piękny zamek, jeśli chcesz.. – powiedziała niedbale, nie chcąc pokazywać, że prześmiewca jej się spodobał.

    Vika pochłaniając sałatkę z kurczakiem, przysłuchiwała się słowom ukochanego.
    - Rozumiem – przytaknęła, odstawiając pusty talerz na stół. Przetarła usta chusteczką i opadła plecami na krzesło. – Wiesz skarbie, znałam kiedyś jedną taką co wizje przepowiadała i nie skończyło się to zbyt dobrze. Mam jednak nadzieje, że z ukochaną twego ojca będzie w porządku, widać szczęście w oczach jego i elfki – dodała, po czym spojrzała w kierunku Lefrana i Evy. – Gratulacje moi drodzy, jesteście piękną parą – powiedziała, klepiąc prześmiewcę lekko po ramieniu.
    - Dzięki, dzięki cieszę się, że mamy to już za sobą – odpowiedział Lefran, z uśmiechem na ustach, po czym skinieniem głowy przeprosił wampirzycę i spojrzał na Evę. – Jak już Vincent się za babe bierze, to musi być poważnie. Co ci tam chodzi po główce skarbie? O czym myślisz?

    Zanya omiotła wzrokiem Kola i uśmiechnęła się tajemniczo.
    - Energiczny facet, to i ja muszę się dostosować – powiedziała wesoło, kręcąc biodrami z gracją. Obydwoje tańczyli szaleńczo, kiedy nagle dziewczyna okręciła się wokół własnej osi i wpadła prosto na Elijaha, odciągając go od swojej partnerki. – Och, przepraszam… - dodała, spoglądając na Esme. – Skoro tak się już złożyło, to może odbijany? – uśmiechnęła się do pierwotnego.

    Ciri również westchnęła. Widziała, że Murat nie jest zadowolony ze swojego postanowienia, ale zdecydowała, że nie będzie drążyć tematu. Miała troszkę obaw, po rozmowie z Viką, jednak nadal najbardziej na świecie chciała mieć dziecko.
    - Dziękuję kochanie – powiedziała, po czym odwróciła się w jego stronę i delikatnie ujmując jego twarz w dłonie, stanęła na palcach, by pocałować go z czułością.

    Vjeran delikatnie przesuwał dłońmi wzdłuż ciała Kamy, zatrzymując się na pasie. Oderwał się na chwilę od jej ust i musnął jej czoło, rozgrzanymi wargami.
    - Chcesz stąd wyjść..? Wrócić do domu lub gdzieś się przejść..? – pytał, pomrukując jej od ucha. – Co kochanie…? – dodał, ponownie wpijając się w jej usta.

    Kiedy Amy usłyszała odpowiedź Finna, uszczypnęła się, chcąc sprawdzić czy czasem dobrze słyszy.
    - Ojej.. wydaje mi się, że wolałam tego nie wiedzieć. Już dawno nie zostałam tak zaskoczona… A z kim go zdradziła za pierwszym razem, że nie wytrzymał… kolejnej zdrady? – patrzyła na pierwotnego z wypiekami na twarzy, powstałymi z czystego zaciekawienia.

    Conor zdecydował się, że powie prawdę swojemu towarzyszowi, kiedy nagle elfka, którą obserwował od kiedy siedział na sali, wróciła na swoje miejsce.
    - Przepraszam cię Eriku, ale jak widać, nadeszła moja chwila.. – uśmiechnął się tajemniczo i wstał od stołu, kierując się w stronę elfki. Zatrzymał się przed jej stolikiem, po czym wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny. – Proszę mi wybaczyć śmiałość… czy mógłbym panią prosić do tańca..? – zapytał łagodnym tonem, lekko się skłaniając.

    Cedric westchnął ciężko, obserwując wesołą parkę.
    - Ja ich skądś znam. Prawdopodobnie z Silent Moon, ale pewien nie jestem… - mówił, wiodąc wzrokiem za parą. - Myślę, że mas rację kochanie. Powinniśmy ich obserwować…

    Sergio spojrzał na Nastyę jak na wariatkę, unosząc brew w niedowierzaniu na jej słowa.
    - Perełeńko ty moja w hotelach etykiety nie stosujemy, a tu mamy ją zachowywać? – zapytał kpiącym tonem. – No proszę cię, my jesteśmy ponad etykietę, a jak będzie trzeba to i tu jednorożca na środku pierdolniemy – poruszał brwiami, uśmiechnął się uroczo i obejmując mocno dziewczynę, ruszył wraz z nią miedzy stoły.

    Vincent z zaciekawieniem przyglądał się bratu, który zadawał mu coraz to więcej pytań.
    - Odpowiem ci jednym zdaniem mój drogi – odparł, spoglądając w kierunku sceny. - Poznałem ją w kawiarni, jej siostra również tu jest i tak, wiem wszystko. Coś jeszcze chcesz wiedzieć? Ach, zapomniałem dodać, iż obydwie śliczne panie mieszkają u mnie. No i jeszcze jedna sprawa, martwię się o Aishę. Budzi się w nocy z krzykiem, ciągle męczą ją koszmary… Nie wiem co robić.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Pon Cze 15, 2015 5:04 pm

    Kalona delikatnie uśmiechnął się do ukochanej, po czym przytaknął na jej słowa skinieniem głowy jak i cichym pomrukiem.
    - Tak, tak mawiają. Że szczęśliwy rodzic  to szczęśliwe dziecko - odparł półtonem z niewielkim uśmiechem, przebiegając dyskretnie spojrzeniem po synach. - Acz sądzę, moja droga, że i tak przesadnie mnie idealizujesz... - westchnął cicho, znów przenosząc spojrzenie na ukochaną. - Nie jestem ideałem - dodał, całując ją w skroń. - Za to ty jesteś... mój Aniele... - dodał, zerkając w jej oczy.

    Seneca odprowadził Aishę spojrzeniem, po czym sam udał się do stolika. Polał sobie do szklanki czegoś, co procentów nie zawiera, po czym spojrzał na elfkę spod oka z niewielkim, przepraszającym uśmiechem widocznym na ustach.
    - Moja droga... - odparł łagodnym tonem, zerkając na nią spod oka. - Nie chciałem, byś poczuła się... dziwnie. Twoje oczy sprawiły, iż nie myślałem co mówię, bowiem piękno, jakie w nich widzę, po prostu przyprawiło mnie o to, iż nie wiedziałem co plotę - dodał, opuszczając spojrzenie. - Proszę o wybaczenie - dodał, delikatnie skinąwszy głową. Kiedy podszedł do nich Conor, który poprosił Aishę do tańca, prześmiewca uśmiechnął się nieznacznie i zerknął na elfkę. - I dziękuję za cudowny taniec - delikatnie skłonił się raz jeszcze do kobiety, i skinął im krótko głową, po czym sam udał się w stronę kolejnego, obleganego przez prześmiewców stolika, gdzie zaczął rozmowę z jednym z braci.

    Ronald zaśmiał się cicho pod nosem, w głowie przebiegając po komnatach i po otoczeniu, po czym tajemniczo uśmiechnął się, decydując, iż poprowadzi ją gdzieś na powietrze, a przynajmniej tam, gdzie będzie... ładnie i w miarę otwarcie na ogród, by było tak samo pod dachem jak i na zewnątrz, o ile jest to dość logiczne...
    - Chyba wiem, gdzie możemy iść - uśmiechnął się tajemniczo, po czym wyciągnął dłoń w jej stronę i wraz z wampirzycą skierował się w stronę wyjścia z sali.

    [---> Ogród zimowy / Audrey i Ron]

    Shikamaru wysłuchał słów ukochanej, zamyślając się na chwilę nad nimi. Na sekundę czy dwie znów zerknął na ojca i jego elfkę, po czym znów na Mayę i na swoją ukochaną wampirzycę. Kiedy ta pogratulowała jego bratu i Evie zaręczyn, czym prędzej dołączył się do tych gratulacji, klepiąc oboje po ramieniu. Kiedy Lefran wrócił uwagą do Mikaelosnówny, ten wrócił spojrzeniem na Rosjankę.
    - Z pewnością będzie dobrze - zamruczał, przyciągając ją do siebie. - Jak się czujesz, słoneczko? Dajesz radę?

    Tristan odwzajemnił ze spokojem to spojrzenie. Kiedy zapytała się, czy chce się przejść, skinął krótko głową, po czym wysunął ku niej dłoń.
    - Oczywiście. Z przyjemnością się przejdę, Emily - uśmiechnął się do niej blado. - Rozumiem, moja droga, że wolisz wyjść gdzieś na zewnątrz..? - zapytał się, zerkając na nią pytająco. - Chodź.

    [---> Stawek / Emily i Tristan]

    Hamid posłusznie przytaknął na jej słowa, zerkając na nią badawczo. Nie chciał przywoływać złych wspomnień.
    - To przeszłość - szepnął do niej, przez chwilę pogrążając się w zamyśleniu. Kiedy powiedziała że on ma się dobrze bawić, pokręcił głową. - Żebyśmy oboje się dobrze bawili - z niewielkim uśmiechem poprawił elfkę, zerkając na krótką chwilę w jej oczy, po czym znów wyciągnął dłoń w jej stronę. - Więc... uczynisz mi zaszczyt i ofiarujesz mi jeszcze jeden taniec?

    Magnus z cichym pomrukiem rozkoszy odwzajemniał jej pocałunki, a kiedy oderwała się od niego i zerknęła w jego oczy, uśmiechnął się tajemniczo, okręcając kosmyk jej jasnych włosów wokół palca.
    - Kochany i cudowny... - zamruczał, powtarzając jej słowa, acz kiedy powiedziała, że jest złodziejem, zerknął na nią pytająco. - A cóż takiego ukradłem, najdroższa? - zamruczał, zerkając w jej oczy z niewielkim uśmiechem wymalowanym na ustach.

    Finn westchnął cicho na kolejne pytanie Amy, na które pokręcił głową w niedowierzaniu.
    - Nie mieszam się w życie mojego brata, Amy - odpowiedział ze spokojem i cichym westchnieniem. - Tak samo jak nie mieszałem się w życie Caroline - dodał, zerkając wciąż na druidkę kątem oka. - Niklaus dopiero po fakcie raczył nas o tym... poinformować.

    Rebekah z pomrukiem odwzajemniła ten pocałunek, delikatnie wplatając palce w jego miękkie i gęste włosy. Delikatnie przesunęła nawet dłonią po jego policzku, po czym zamyśliła się nad odpowiedzią.
    - Sądzę, że matka dała by znać, gdyby coś się działo. Zapewne teraz i tak nasze maleństwo śpi - uśmiechnęła się do niego. - Acz z chęcią się przejdę - dodała, skinąwszy krótko głową.

    Eva zerknęła na wampirzycę, do której ciepło się uśmiechnęła i skinęła głową na jej gratulacje. Grzecznie podziękowała, a następnie kątem oka spojrzała na Lefrana, który zapewne bezpardonowo grzebał w jej głowie, na co ta uśmiechnęła się uroczo.
    - Wiesz, kochanie... - zaczęła, po czym pocałowała go delikatnie w brodę - po prostu bardzo się cieszę z tych zaręczyn - odparła i tak zgodnie z prawdą.

    Esmeralda westchnęła cicho, kiedy Elijah zerkał na Lefrana z Evą. Wampirzyca również zerknęła w tym samym kierunku, po czym skinęła krótko głową na słowa pierwotnego.
    - Tak, wypadało by - uśmiechnęła się nieznacznie, przytakując na jego słowa. - Więc... idziemy teraz..? - zagadnęła, znów ukradkiem zerkając na parę, a następnie spojrzenie przeniosła na Elijaha. - Czy wolisz odrobinę jeszcze poczekać? - zapytała się, kiedy ktoś popchnął ją tak, iż oderwała się od Elijaha. Zmierzyła blondynkę spojrzeniem, odwzajemniając przy tym nieznacznie uśmiech, a następnie zerknęła na pierwotnego, czekając na jego reakcję a następnie westchnęła cicho pod nosem.

    Alexander również cicho się zaśmiał, po czym chcąc czy też nie, odstawił ukochaną na ziemię, po czym zrobił nią jeszcze delikatny obrót, nim wziął ją pod rękę.
    - W takim razie chwila odpoczynku - uśmiechnął się do niej i zerknął w stronę stolika, przy którym nie tak dawno siedzieli i znów na nią. - Więc, moja droga... wracamy do stolika, czy chcesz iść gdzieś na krótki spacer? A może barykadujemy się w jednej z komnat..? - zamruczał, zerkając w jej oczy.

    Erik cierpliwie czekał na jego odpowiedź, ale kiedy ten postanowił podejść do Aishy, ten skinął krótko głową, odprowadzając blondyna spojrzeniem, po czym obserwował, jak ten prosi ją do tańca. Sam smok jednak wrócił do milczącego obserwowania, bowiem i jak jest to coś, co uwielbiał robić. Podobnie Maya, która raz po raz upijała łyka alkoholu, obserwując bawiących się gości i nasłuchując rozmowy Viki z Shikamaru.

    Lydia zaśmiała się cicho, zastanawiając się, czy chce potańczyć, czy chce usiąść, czy może przejść się gdzieś, gdzie nie będzie takiego huku, bowiem nawet dla jej elfich uszu, hałas był okropny, iż jedynie przyzwyczajenie do głośnych koncertów sprawiało, iż wytrzymywała.
    - Nie mam, acz co prawda, acz z wielką chęcią się gdzieś przejdę - uśmiechnęła się ciepło do skrzata. - Gdzie proponujesz? - uniosła pytająco brew.

    Anna zerknęła w sufit, gdzie niemal natychmiast zawisły, widoczne tylko dla niej i Cedirca, dwa jej ulubione duchy, które zgodnie skinęły jej głową.
    - Mamy dodatkowe dwie pary oczu... - zaczęła z niewielkim uśmiechem, zerkając na Cedrica. - W razie potrzeby podniosą alarm, gdy zajdzie potrzeba, a my... może... zatańczymy? - zerknęła na niego z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach.

    Anastazja niemal natychmiast cicho parsknęła śmiechem, na słowa jakie powiedział Sergio, unosząc zawadiacko brew.
    - Ale że jednorożca? Tutaj? Na środku sali? Tak przy ludziach? - parsknęła śmiechem, idąc z nim między stołami, rozglądając się po otoczeniu, szukając kogoś, kogo zna, albo czegoś, co mogłaby zjeść lub się napić. Kiedy jednak uznała, że i tak na nic nie ma ochotę, pociągnęła Sergia na parkiet, gdzie przylgnęła do niego ciałem i zamruczała, wpatrując się w jego oczy. - Gdzieś się włóczył przez cały tydzień, hmm?
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Wto Cze 16, 2015 12:52 pm

    Kol kiedy tylko wpadł w swojego brata zaśmiał się i chwycił w objęcia Esme.
    - Esme! Muszę cię rozruszać bo coś sztywna jesteś jakbyś kija od miotły połknęła - odparł, zaczynając wirować z nią po całej sali.

    Kiedy tylko Ciri go pocałowała, spojrzał w jej oczy, przez chwilę przyglądając się jej twarzy.
    - Na co więc czekać? - zamruczał, wpijając się ponownie w jej usta. Wziął ją na ręce i w prześmiewczym tempie ruszył ku wyjściu.
    --------------> Któraś komnata / Murat i Ciri

    Kama czuła jak z każdą kolejną chwilą coraz bardziej uginają się pod nią kolana. Kiedy oderwał sie od jej ust, spojrzała na niego roznamiętniona i westchnęła cicho w niemocy.
    - Dziś możesz zrobić ze mną co chcesz, gdzie chcesz i jak chcesz - szepnęła, czując jak jej policzki zaczynają płonąć. - Jestem cała twoja... kochanie...

    Aisha ledwo co usiadła a podszedł do neij kolejny mężczyzna. Zerknęła na niego. Był ogromny jak prześmiewcy i była pewna, że to kolejny z nich, gdyż jego aparycja i wygląd na to wskazywały.
    - Dopiero usiadłam - odparła czując jak, że od zdenerwowania zaczynają drżeć jej dłonie. - Jesteś prześmiewcą? - spytała niepewnie po niedługiej chwili?

    Fritrich na moment zamyślił się marszcząc czoło.
    - Zabije tych skurwysynów - syknął, zaciskając dłonie w pięści. - Pomogłem im uciec z pałacu. Pipi wsadziłem do samolotu była przez jakiś czas ze mną, a jej siostrę miało wydostać kilkoro naszych braci i wsadzić na prom. Mieli jej nie tykać, ale jak widać zażądali zapłaty... zapewne o to chodzi, bo o co innego... - mruknął. - Ich głowy stracą kontakt z korpusem... - syknął, rozglądając się po sali czy aby któregoś nie ma w pobliżu.

    - Nie ma ludzi idealnych kochanie - odparła Jane. - Nawet ja nie jestem idealna, popełniłam wiele błędów. Poza tym ty jesteś idealny - dodała, całując go z czułością. - jesteś moim ideałem, a co inni myślą o tobie to mnie nie interesuje.

    Uriana przyglądałą się mu badawczo przez krótką chwilę po czym z cichym westchnienie, skinęła głową.
    - Niech ci będzie... - odparła, a na jej ustach pojawił się pierwszy od ich spotkania subtelny uśmiech. - Wielkoludzie... - dodała. - Nie nadepnij mi na stopę bo nie chcę mieć płetwy.

    Amelia zaśmiała się kręcąc głową w niedowierzaniu.
    - Jak to co? Ukradłeś najważniejszy dla mnie nażąd w moim ciele... Moje serce. Bije tylko dla ciebie, czy to nie wystarczy, by nazwać cię podstępnym złodziejaszkiem?

    Thomas uśmiechnął się ciepło, tuląc Bekhę w ramionach.
    - Więc dokąd chcesz iść moja królowo? Wybierz miejsce, ja się dostosuję kochanie.

    Elijah kiedy tylko Kol porwał Esme do tańca przeniósł zaskoczone spojrzenie na młodą smoczycę.
    - Wybacz... mój brat zawsze był nierozgarnięty - odparł, podając Zanyi dłoń. - A skoro porwał moją kobietę ogromnym nietaktem z mojej strony byłoby pozostawienie cię na parkiecie. Nie sądzisz moja droga? - spytał, wpatrując się prosto w jej oczy. - Nie sposób odmówić tak urokliwej kobiecie.

    - Ty męska wredna małpo... myślisz tylko o jednym - odparła Vanessa głośno chichocząc. - Nie masz jeszcze dość po całym tygodniu? - spytała, splatając z nim palce. - Rób co chcesz... ja się dostosuję.

    Peter zmarszczył czoło, gdyż nie znał dobrze tego miejsca, po chwili namysłu wysunął ramię w kierunku elfki.
    - Coś znajdziemy o ile nadal to miejsce tu jest.
    ----------> Oranżeria / Peter & Lydia
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Sro Cze 17, 2015 12:24 am

    Amy przytaknęła na słowa Finna, cicho wzdychając, po czym ruszyła wraz z nim do stolika na swoje miejsce.
    - Masz rację mój drogi, wybacz mi, dawno nie miałam kontaktu ze światem zewnętrznym, że się tak wyrażę o plotkach nie wspominając – powiedziała, siadając na krześle. Porozglądała się po sali i zmarszczyła czoło. – Och… a gdzie to moja przyszywana córcia się podziała?

    Lefran przez chwilę przyglądał się ukochanej, po czym objął ją ramieniem i pocałował z czułością w czoło.
    - Ja również się cieszę. Jestem dziś równie szczęśliwy jak Rephaim, choć nie ukrywam, że myślałem, że zatańczę z panną młodą, a tu.. kleik. Żeby nie powiedzieć klops – zaśmiał się cicho. – My też będziemy tak uciekać z naszej dżamprezy, czy zostaniemy by zabawiać gości..? – zapytał, wolno zjeżdżając wzrokiem na jej usta.

    Vjeran mruknął cicho, mocniej dociskając Kame do swojego ciała. Czuł, że dzisiejszy wieczór będzie pełen wrażeń.
    - W takim razie… - szepnął, wpatrując się w jej oczy. – Wracamy do domu…

    ------ > Chałupy łelkom tu / Vjeran i Kama

    Conor zauważył drżące dłonie dziewczyny. Szybko pojął, że jest niespokojna i się denerwuje. Pozwolił sobie ująć jej dłoń i z ciepłym uśmiechem, spojrzał na jej buzię.
    - Nie jestem prześmiewcą moja droga. Na imię mam Conor – powiedział łagodnym tonem, delikatnie całując jej rękę. – I skoro nie masz ochoty tańczyć, to wybacz mi moją nachalność… Jesteś piękną kobietą, zapewne rozchwytywaną dzisiejszego wieczoru… - spojrzał na stół, na którym stało sporo alkoholu, ale nie chciał by elfka wzięła go za taniego podrywacza, który chce ją upić i zaciągnąć do łóżka, więc zrezygnował z zaproponowania jej czegoś z procentami. – W takim razie, skoro nie masz ochoty tańczyć, czy mogę się przysiąść, czy też będzie to nietaktem..? – zapytał, ze spokojem wyczekując na jej odpowiedź.

    Cedric z uśmiechem spojrzał na Annę, po czym wstał i podał jej dłoń, wciągając ją na parkiet.
    - Coś wolnego, czy coś szybszego…? – mruknął, przyciągając ją do siebie. – Kiedy skończy się występ, mogę zaczarować orkiestrę… - dodał, muskając jej usta z czułością.

    Sergio poruszał brwiami zawadiacko, mocno przyciskając Nastyę do siebie.
    - Gdzie się dało. Trochę tu, trochę tam… - mówił, wolno kołysząc się w tańcu, nie zwracając uwagi na muzykę. – Poderwałem kilka lasek, wytrzepałem je z kasy i oto jestem! – dodał, mocno zaciskając dłonie na pośladkach wilkołaczycy.

    Na słowa Fritra, Vincent również zmarszczył czoło.
    - Nie miałem o tym pojęcia. Wiesz, iż nie należę do tych co przeczesują myśli innych i bardzo rzadko się do tego posuwam, dlatego też nie chciałem zaglądać do umysłu Aishy… - Vincent na chwilę spojrzał w stronę elfki, która rozmawiała z jakimś mężczyzną w białym garniturze, po czym wrócił wzrokiem na brata. – Wskaż mi tylko którzy to, równie chętnie zrobię z nimi porządek – mówił, czując jak wzbiera w nim gniew.

    Zanya subtelnie uśmiechnęła się do pierwotnego, po czym podała mu dłoń.
    - Twój brat jest szalony, to fakt, jednakże nie mam mu tego za złe, to przemiły towarzysz do zabawy – powiedziała, wpatrując się w twarz Elijaha. – Jednakże masz rację, wolałabym nie skończyć samotnie na środku parkietu, dlatego dziękuję ci mój drogi, za ocalenie mnie przed niechybną wpadką… - spojrzała w oczy swego towarzysza, szerzej się uśmiechając. – Za komplement również dziękuję. Nie często słyszę je od tak taktownych i przystojnych mężczyzn… - dodała, z uznaniem w głosie.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sro Cze 17, 2015 3:44 pm

    Kalona uśmiechnął się ciepło, delikatnie odgarniając niesforny kosmyk włosów ukochanej, a kiedy wpiła się w jego usta, zamruczał z rozkoszą odwzajemniając pocałunek, wplatając dłoń w jej gęste, aksamitne włosy.
    - Mhm... - zamruczał, kiedy oderwał się od cudownie słodkich ust elfki. - Dla mnie jesteś idealna, acz nie mam pojęcia, ile razy ci to już mówiłem - dodał, zerkając w jej cudowne, błękitne tęczówki. - Wyglądasz cudownie - westchnął w zachwycie. - Jak się czujesz? - zapytał się, zerkając na nią z troską.

    Hamid zerknął na Urianę, kiedy ta po raz pierwszy się do niego uśmiechnęła. Sam nawet się do niej uśmiechnął, zerkając pokrótce w jej oczy, kiedy prowadził ją w stronę parkietu, gdzie też przyciągnął ją delikatnie.
    - Obiecuję uważać - odparł na jej prośbę, po czym dodał: - Dlaczego wcześniej się nie uśmiechałaś..? - zagadnął, z wciąż widocznym na ustach uśmiechem. - Jesteś piękną kobietą, a uśmiech to jedynie... podkreśla - zamruczał, znów wpatrując się w jej oczy.

    Magnus również cicho zaśmiał się, po czym delikatnie podniósł ją, wygodnie sadzając ją sobie na dłoniach, i zrobił z jeden czy dwa obroty wokół własnej osi, wpatrując się w delikatną, acz niezwykle piękną twarz jego ukochanej kobiety.
    - Wiesz, moja droga - zaczął, wciąż zerkając w jej oczy. - Ty również skradłaś moje. Jest całe twoje i tylko twoje - dodał, znów okręcając się wokół własnej osi. - I cóż, takie skarby nie często można skraść... - zamruczał, po czym złożył na jej ustach subtelny pocałunek.

    Finn wraz z nią skierował się do stolika, gdzie niemal natychmiast upił łyka ze szklanicy i zamyślił się oraz westchnął cicho pod nosem.
    - Nie masz za co przepraszać - odparł z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach. Kiedy zapytała się o Davinę, Finn wytężył słuch, przeszukując dźwięki, jakie słyszał w zamku. Kiedy wyłapał druidkę wraz z jego najmłodszym bratem, zaśmiał się cicho pod nosem, po czym zerknął na Amy. - Davina jest z Henrikiem. Rozmawiają, nic jej nie grozi - dodał, pokrzepiająco się uśmiechając.

    Rebekah zamyśliła się na chwilę, gdzie by mogli iść. Przebiegała w myślach korytarze zamkowe, a nawet miejskie uliczki, bowiem lubiła chodzić, po prostu lenistwo czasami dawało się jej we znaki.
    - Może... już wracajmy do domu? Actus pewnie dał się matce we znaki - zaśmiała się cicho pod nosem. - Choociaż - zamruczała, zerkając w jej oczy z tajemniczym uśmiechem - mamy chwilę dla siebie... Może... może udamy się... w odosobnienie - zamruczała, przenosząc spojrzenie na jego usta.

    Eva wtuliła się do ukochanego, a kiedy pocałował ją w skroń, ta delikatnie zarumieniła się na policzkach.
    - To najpiękniejsza chwila w moim życiu - odparła, po czym zamyśliła się nad jego pytaniem. - Hmm, to będzie... kwestia... gustu - uśmiechnęła się uroczo, po czym również zsunęła się spojrzeniem na jego usta, które jak zawsze ją kusiły niemiłosiernie. Lefran był szalenie przystojnym mężczyzną, a przy tym kusił ją na każdym kroku. Ignorując wszystko i wszystkich, poza swoim Aniołem, brunetka delikatnie wpiła się w jego usta, łącząc ich wargi w zmysłowym pocałunku.

    Esmeralda westchnęła cicho, kiedy Kol porwał ją w obroty, bowiem wiedziała, że to wulkan energii. Dała się jednak pociągnąć, acz kątem oka wciąż obserwowała Elijaha i smoczycę. Westchnęła cicho pod nosem, wracając spojrzeniem do młodszego z tej dwójki, i uśmiechnęła się nieznacznie.
    - Cóż, w końcu jesteśmy tu, by się dobrze bawić, prawda? - jej uśmiech zmienił się z "nieznacznego" w "uroczy", a następnie z pomocą bruneta wykonała niewielki, zgrabny piruet.

    Alexander tajemniczo uśmiechnął się do ukochanej, splatając z nią palce. Kiedy ta się zaśmiała, i jemu się to udzieliło, dlatego sam cicho zaśmiał się, przytulając druidkę mocno.
    - Moja droga, nie moja wina że jesteś niezwykle... kuszącą i ponętną istotą, najdroższa - szepnął z pomrukiem do jej ucha, po czym skierowali się do stolika. - Nie bolą cię nogi od takiej ilości tańców..? - uśmiechnął się do ukochanej, zerkając na nią badawczo i podsuwając jej drinka.

    Anna ujęła jego dłoń, po czym wraz z nim skierowała się na parkiet, i niemal natychmiast przylgnęła do niego ciałem, kołysząc się lekko w tańcu. Kiedy musnął jej usta, odpłaciła się odwzajemnieniem tego delikatnego pocałunku, zamyślając się przy tym nad jego pytaniem.
    - Hm, może coś wolniejszego..? - zamruczała, wpatrując się w jego oczy. - Lubisz tańczyć..? - zagadnęła, unosząc zawadiacko brew.

    Anastazja kołysała się wraz z Hiszpanem w rytm właśnie przygrywanej, nawet pasującej jej melodii.
    - Trochę tu trochę tam... - powtórzyła jego słowa ze zmarszczonym czołem. - A gdzie jest to "tu", a gdzie jest tamto "tam"? - dodała, unosząc zawadiacko brew, kiedy wpatrywała się w jego oczy. Kiedy poczuła jego dłonie, mocno zaciskające się na jego pośladkach, uśmiechnęła się tajemniczo, analizując go spojrzeniem, jednak odpłaciła się tym samym, więc przesunęła się dłońmi na jego pośladki, mocno zaciskając na nich palce z kpiącym uśmiechem.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Sro Cze 17, 2015 7:03 pm

    Aisha przez chwilę wpatrywała się w nieznajomego, czując jak wolno schodzi z niej powietrze. Po chwili uśmiechnęła się nieśmiało.
    - Oczywiście... proszę dosiądź się - odparła. - Bo na taniec na prawdę straciłam chwilowo ochotę. Dziękuję za komplement, chociaż nie uważam się za taką jak mnie opisujesz, chętnych do tańca jak widzisz też nie ma zbyt wielu. Aisha... - dodała, wskazując dłonią krzesło.

    Fritr nadal groźnie marszczył czoło, rozglądając się po sali.
    - Póki co nie wiedziałem ich jeszcze tutaj, ani nie widzę teraz, ale jak tylko ich znajdę oczywiście dam ci znać - syknął przez zęby. - Póki co na pewno znajdę odpowiednią osobę, która naszprycuje ich chryzolitem i umieści w wybranym przeze mnie lochu... Nie mniej występ się skończył, a nie chcę aby Pipi mnie widziała, więc bywaj bracie, bawcie się dobrze. - Fritr skierował się ku wyjściu pociągając za sobą Tobiasa i Sabbahatina, a zaraz po tym obok Vincenta pojawiła się pipi z ciepłym choć stremowanym uśmiechem na twarzy.
    - Mam nadzieję, że twój pierwszy raz cię nie zawiódł - odparła, stając obok swojego anioła. - Coś się stało?
    --------------->??? / Fritrich, Tobias, Sabbahattin

    Elijah skłonił się na słowa Zanyi po czym zaczął wraz z nią kołysać się w rytm muzyki.
    - Dziękuję za tak miłe słowa - zaczął po chwili, wpatrując się w oczy smoczycy. - Chociaż zbytnio mnie idealizujesz moja droga. Potrafię być... nieprzewidywalny i niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu. Poza tym ty również jesteś piękną kobietą... - Na moment oderwał wzrok od dziewczyny i spojrzał w kierunku Kola i Esme. - W istocie, Kol lubi hulanki i zabawy, ale bywa także irytujący. To wieczny chłopiec... - dodał, przenosząc spojrzenie na swoją towarzyszkę. - I nie dziękuj... nie masz za co. To zaszczyt móc zatańczyć z tak urodziwą damą.

    Jane wtulając się w ramiona swojego anioła przyłożyła dłoń do swojego brzucha.
    - bardzo dobrze... malutka chyba śpi i ma w nosie hałas, bo jakoś przestała się wiercić. Poza tym mówiłeś mi to już wiele razy i przy tobie zawsze czuję się wspaniale. Masz ochotę się przejść?

    Uriana odwróciła stremowane spojrzenie, opuszczając jednocześnie głowę.
    - Widać nie miałam powodów do uśmiechania się - mruknęła pod nosem. - I nie uważam się za kogoś wyjątkowego, pięknego czy co tam innego wymyślasz. Jestem zwyczajna.

    Amelia zaśmiała się perliście kiedy zaczęli się obracać, po czym spojrzała w oczy Magnusa otulając dłonią jego policzek.
    - To prawda, nie często kradnie się taki skarb, a mój skarb starczy mi do końca życia więc nie musze się martwić, że zejdę na złą drogę i stanę się złodziejką - odparła z uśmiechem. - Jesteś idealny.

    Thomas uniósł brew, tajemniczo się uśmiechając, po czym przyciągną ukochaną do siebie i odgarnął kosmyk włosów opadających jej na twarz.
    - Babka Esthernnie wiedziałaby, że jest babką, gdyby Actus nie dał się jej we znaki, a my w istocie mamy chwilę dla siebie więc... jeśli chcesz odpocząć od hałasu... w zamku jest mnóstwo komnat. - Pochylając się tuż nad nią wpił się delikatnie w jej usta.

    Kol uśmiechnął się do Esme równie uroczo jak ona do niego po czym zerknął również w kierunku Elijaha i Zanyi.
    - Coś taka spięta...? Przecież nie zgwałci go przez uszy ani on ją. Boisz się że masz rywalkę? Wzdychasz jakbyś miała zaraz dostać konkretnego wnerwa.

    Vanessa usiadła za stołem sięgając po szklaneczkę z wodą.
    - Poza tym, że chce mi się jedynie pić to nic mi nie jest. Nowe buty troszkę uwierały, ale już sobie poradziłam, poza tym nie tańczymy aż tak wiele. Dopiero zaczęliśmy. A co mój drogi? Ciebie coś boli może? Może chcesz na chwilę wyjść? Przewietrzyć się?



    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Czw Cze 18, 2015 12:23 am

    Vika westchnęła ciężko i pomasowała się po plecach.
    - Wydaje mi się, że to koniec imprezy dla mnie. Czuję się, jakbym przebiegła maraton, a zatańczyłam raptem jeden taniec. Chciałabym wrócić do domu. Jeśli jednak chcesz, możesz mnie odwieźć i wrócić na wesele.. nie chcę być ci kulą u nogi dzisiaj, twój brat się ożenił, powinieneś się bawić… - oparła głowę na jego piersi, delikatnie gładząc się po brzuchu.

    Amy uniosła brwi w geście zaskoczenia.
    - No proszę. A tak się zarzekała, że nie da się poderwać  żadnemu mężczyźnie, niedobrota jedna – zaśmiała się wesoło. - Wiesz mój drogi, jeśli o jej fizyczne bezpieczeństwo chodzi, to się nie martwię, zresztą co ja ci będę tłumaczyć, wiesz przecież sam jaka jest silna. Czasami przewyższa siły na zamiary, ale i wtedy potrafi sobie poradzić, choć nie zawsze wychodzi jej to tak, jakby chciała. Wbrew pozorom jest delikatna i wrażliwa, dlatego nie chciałabym aby ktoś ją skrzywdził psychicznie. Za dużo już w życiu wycierpiała, a wiesz jak taka krzywda potrafi wpłynąć na umysł młodej dziewczyny. Czy pod względem psychicznym, również mogę być spokojna o mojego aniołka Finnie? – wiedźma, chwyciła za kieliszek i upiła łyka szampana, przyglądając się swemu rozmówcy. – Nie znam Henrika na tyle i wolałabym się upewnić.

    Conor odpowiedział elfce uśmiechem.
    - Piękne imię moja droga. Podobnie jak właścicielka tegoż imienia, wybacz mi, ale wyglądasz naprawdę czarująco i nie mogę się powstrzymać od prawienia ci komplementów.. – z cichym westchnieniem, oparł się plecami o oparcie krzesła i lekko przechylił głowę na bok, przyglądając się dziewczynie. – Jest mi niezmiernie miło, że mogę porozmawiać z tak uroczą damą. Mam nadzieję, że twój towarzysz… - smok łypnął wzrokiem w kierunku prześmiewcy rozmawiającego z bratem. – Z którym tańczyłaś, nie będzie miał nic przeciwko naszej rozmowie?

    Lefran odwzajemnił pocałunek, mocniej przyciągając do siebie Evę.
    - No no… - zamruczał, delikatnie odsuwając kręcony pukiel z jej uroczej twarzyczki. – Czyżbyś skarbie chciała uczcić tę chwilę czymś szalonym..? – zapytał, lecz nie czekając na odpowiedź, ponownie wpił się w jej usta.

    Cedric uśmiechnął się do Anny, w podpowiedzi na jej pytanie.
    - Uwielbiam, lecz jak sama wiesz, dawno nie miałem okazji – odpowiedział, ze spokojem wpatrując się w jej oczy. – W takim razie będzie coś wolniejszego… – dodał, ponownie odważając się na delikatny pocałunek. Pstryknął w palce, a na sali rozbrzmiała wolna, nastrojowa melodia do tańca. Ponownie uśmiechnął się do ukochanej, po czym skierował wzrok na Kalonę i Jane stojących w oddali, w czułych objęciach. – Cieszę się, że wszystko wróciło do normy i możemy teraz bawić się razem. I skłamałbym, gdybym powiedział, że nie było ciekawym doświadczeniem wcielić się w kogoś, kto ma więcej lat niż wszyscy na tej sali razem wzięci – odparł, na powrót wracając wzrokiem na Annę.

    Vincent odprowadził braci wzrokiem, a kiedy podeszła do niego Priyanka, starał się zachować względny spokój. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie dowiedział się czegoś, co wywołało burzę w jego umyśle.
    - Byłaś cudowna moja droga – uśmiechnął się do elfki, po czym złapał ją za dłoń i delikatnie ją pocałował, nie spuszczając wzroku z jej oczu. – Wszystko jest w najlepszym porządku, a ty Priyanko zapewniłaś mi dziś wieczór pełen wrażeń. Niespodzianka iście udana, nawet nie wiesz jak bardzo mnie zaskoczyłaś i jak do tej pory nadal nie wiem, czym sobie za to zasłużyłem. Zrobiłem jedynie to, co powinno być na porządku dziennym i zapewniłem tobie i twojej siostrze dach nad głową, to wszystko. Dziękuję ci za ten występ… - uśmiechnął się lekko, nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak, po czym delikatnie musnął ustami jej gładki policzek. – Choć nie powiem, że nie byłem zazdrosny o to, iż moi bracia również mogli podziwiać twoją piękną sylwetkę.

    Zanya również spojrzała w kierunku Emse, a fakt, że mogła przeczytać jej teraźniejsze myśli, a będąc wampirem, podsłuchać jej rozmowę z Kolem, sprawił, że uśmiechnęła się szerzej.
    - Tak czy inaczej, nawet wieczny chłopiec nie potrafi chyba rozruszać twojej kobiety w tańcu.. Ona zaraz eksploduje, gotowa wydrapać mi oczy, gdyż traktuje mnie jak swoją rywalkę. Czyż ja cię podrywam Elijahu? – smoczyca spojrzała na pierwotnego pytającym wzrokiem. – Wydaje mi się, iż odpowiedź jest oczywista, a myśli twojej partnerki uwłaczają w moją godność. Wybacz za moje podsumowanie, ale kompletnie nie rozumiem jej zaborczego myślenia.  

    Sergio zaśmiał się cicho, czując jak wilkołaczyca złapała go za pośladki.
    - Tu to tu, a tam… to tam? – stwierdził bardziej niż zapytał, po czym jeszcze mocniej przyciągnął Nastyę do siebie. – Nuudaaa jak cholera… - westchnął po chwili. – Nikt się nie bije, nic się nie dzieje, wszyscy się loffciają, albo bzykają po kątach… - mówił, nastawiając uszu i wsłuchując się w dźwięki z innych komnat. – Może by odstawić jakiś numer? Na przykład, piniatę z jednorożca, powieszoną na żyrandolu? – zapytał z wrednym uśmieszkiem.

    <----------- ??? / Freya

    Dziewczyna weszła na salę wolnym krokiem. Postanowiła, że wdzieje coś eleganckiego, gdyż nie chciała się zbytnio wyróżniać z tłumu. Stanęła w wejściu i z kamienną twarzą omiotła pomieszczenie. Tłumy jakie zgromadziły się na weselu, znacznie ułatwiły jej wtopienie się w otoczenie. Wolnym krokiem ruszyła po schodach i weszła między prześmiewców, znikając gdzieś na sali.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Czw Cze 18, 2015 8:10 pm

    Kalona delikatnie splótł palce z ukochaną, które wtulił do jej rozkosznie powiększonego brzucha, z darem od niebios, który w nim się rozwijał. Pocałował elfkę w czubek głowy i uśmiechnął się nieznacznie, a kiedy zaproponowała spacer, skinął krótko głową.
    - Oczywiście, jeśli masz ochotę - z uśmiechem przytaknął na jej propozycję, po czym ujął jej dłoń, kierując się w stronę wyjścia.

    [---> Ogród I / Jane i Kalona]

    Shikamaru westchnął cicho, a następnie skinął krótko głową na słowa ukochanej, po czym pożegnał się z najbliższymi mu braćmi i ich partnerkami, po czym chwycił wampirzycę na ręce i wzbił się w nocne niebo, kierując się w stronę samochodu, a nim zaś pojechali do domu...

    [---> Dom / Vika i Shikamaru]

    Hamid cicho zaśmiał się pod nosem, na jej słowa, a na to jak stremowana opuściła zarówno spojrzenie jak i głowę, a nawet jej policzki delikatnie się zarumieniły, na co ten jedynie przyciągnął ją bliżej siebie, ale tak by nie skrępować elfki.
    - Moja droga, ten rumieniec... - zamruczał, zerkając na jej twarz, którą delikatnie nakierował na swoją. - Jest... tak... urokliwy - dodał, tajemniczo się uśmiechając pod nosem. - Dodaje ci jedynie... subtelności i delikatności. Acz skąd on? - zapytał się łagodnie. - Aż tak onieśmielam..?

    Magnus cicho zaśmiał się pod nosem, kiedy ta skomplementowała go raz jeszcze. Postawił ją na ziemi, uważając by nie upadła, po czym delikatnie pocałował ją w skroń i wykonał nią piruet.
    - Nie jestem idealny, za to ty owszem, a ponadto jesteś wyborną tancerką, kochanie - zamruczał, przyciągając ją do siebie i wpatrując się w jej oczy, wirując z nią w tańcu w rytm melodii.

    Finn zaśmiał się cicho na jej słowa, a na widok zaskoczenia wzruszył bezradnie ramionami, jakby tak samo jak chciał powiedzieć że to nie jego czy jej wina, tak samo że po prostu jej się to należy po tylu latach męki różnej maści i rodzaju. Na jej wahanie zerknął na nią w zrozumieniu, po czym odpowiedział:
    - Cóż, jak każda osoba z naszej rodziny... ma trochę... błędów na głowie, jednak nie musisz się o nią martwić. Widać było że nie chce jej skrzywdzić, poza tym Henrik zwykł brać to czego chce z natychmiastowym wykonaniem - odparł z niewielkim uśmiechem. - Nic jej nie grozi, a jedyne co może być... powodem do zmartwień to to, że straci dla niego głowę i o ile ja nie mam nic przeciwko, o tyle nie mam pojęcia czy reszta rodziny w istocie w pełni jej wybaczyła - dodał, po czym przeniósł spojrzenie na kobietę, która nieco spóźniona weszła na salę. Zmarszczył nawet czoło, bowiem dziwne przeczucie go nawiedziło, ale nie chciał tego po sobie pokazywać, dlatego wrócił spojrzeniem do Amy i stuknął się z nią szampanem, którego upił łyk. - Za nowy, lepszy rozdział w naszych życiach.

    Rebekah z pomrukiem odwzajemniała pocałunki, jakimi obdarzał ją ukochany, po czym objęła go ramionami, ukradkiem rozglądając się po pomieszczeniu, jakby chciała sprawdzić czy ujdzie im to płazem.
    - Chodź... - zamruczała cicho, zerkając na bruneta, a następnie chwyciła go za dłoń i skierowali się w stronę jednej z komnat...

    [---> Komnatka IX / Bexomas]

    Eva z rozkoszą odwzajemniała pocałunki, dając się również przyciągnąć bliżej do niego, a kiedy ten zasugerował, by zrobili coś szalonego, ta uśmiechnęła się tajemniczo, zerkając w jego oczy z delikatnie przymrużonymi oczyma.
    - Za chwilę wracam - pocałowała go raz jeszcze, po czym w wampirzym tempie znikła gdzieś w innym pomieszczeniu.

    Esmeralda zerknęła na Kola, a następnie znów na Elijaha, który tańczył z Zanyą. Jej słowa pominęła milczeniem, udała że ich nie słyszy, za to ponieważ melodia temu sprzyjała, z pomocą pierwotnego wykonała kolejny piruet.
    - Ja? Spięta? - zaśmiała się cicho pod nosem. - Cóż, może trochę zazdrosna... - dodała, na sekundę znów zerkając na tańczącego z inną ukochanego, po czym wróciła spojrzeniem na Kola. - Mam nadzieję, że ze mną tak szaleć nie będziesz? - zaśmiała się cicho pod nosem raz jeszcze. - Do takich tańców się chyba nie nadaję...

    Alexander zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc przecząco głową, na pytania ukochanej, po czym, kiedy tylko się napiła, uśmiechnął się tajemniczo, biorąc ukochaną znów w obroty, w rytm kolejnej melodii, jaka właśnie rozbrzmiała na sali, przyciągając ją blisko do siebie i zerkając w jej oczy.
    - Skoro tak... tańczmy. Mnie nogi nie bolą, a to odpowiednia ku temu okazja. I piękna piosenka - zamruczał, uśmiechając się do niej ciepło.

    Anna zamruczała cicho, ledwie słyszalnie, i nieznacznie skinęła głową na jego słowa, po czym również zerknęła na wychodzących z sali Jane z Kaloną, a na to e wyglądali na szalenie szczęśliwych, sama uśmiechnęła się, przenosząc spojrzenie na ukochanego, zerkając w jego oczy z tajemniczym uśmiechem. Nie zdążyła jednak powiedzieć ni słowa, jak ten złożył na jej ustach delikatny pocałunek, który odwzajemniła.
    - Zapewne jest to ciekawe doświadczenie, co nie zmienia faktu że napędziłeś mi niezłego stracha - odparła, marszcząc czoło mimo nieustającego słodkiego acz nieco kpiącego uśmiechu na ustach. - Acz cóż, dość myślenia pesymistycznego, dziś pora na zabawę - odparła, wykonując delikatny piruet.

    Anastazja wciąż wpatrywała się w jego oczy, kiedy odpowiadał na jej pytanie, a że ujął to wymijająco, uniosła jedną brew, wciąż się w niego wpatrując.
    - Nie odpowiadaj wymijająco na moje pytanie, koteńku, bo zacznę wspomagać się dobrodziejstwami współczesnej techniki... - odparła słodko się uśmiechając, a na jego propozycję, jak i to co powiedział wcześniej, parsknęła stłumionym śmiechem. - Cóż, procenty swoje robią, więc tu czmychną na seksy, a tam się wjebią w krzaki... - zerknęła za okno, gdzie w ogrodzie dwóch pijanych już prześmiewców się w krzaku wwaliło. - Acz, hm... kusząąąąące... - zamruczała, wpijając się w jego usta.

    Nagle jednak muzyka znów na chwilę ucichła, a na punktowo oświetlonej i zasłoniętej w większej części scenie, pojawiła się ta sama osoba, która zapowiadała przez nie tak długą chwila występ Pipi.
    - Moi drodzy - rozległ się męski głos. - Niespodzianek ciąg dalszy, dlatego mam przyjemność zapowiedzieć występ, tym razem zadedykowany Lefranowi - odparł, zerkając na danego prześmiewcę, a zaraz po tym jak Eva wzięła kolejny uspokajający wdech, kurtyna rozchyliła się i zaczął się występ.

    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Pią Cze 19, 2015 11:16 pm

    Aisha nie przyzwyczajona do prawienia jej komplementów, więc jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki, jej twarz zaczęła pokrywać się szkarłatem.
    - Dziękuję, jesteś bardzo miły - odparła, opuszczając stremowane spojrzenie. - Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko. Jesteś człowiekiem? - spytała, zerkając na niego podejrzliwie.

    Priyanka opuściła głowę, czując jak się zaczerwieniła.
    -Dziękuję Vincencie, bardzo się cieszę, że ci się podobało. Poza tym, zrobiłeś dla mnie i mojej siostry o wiele więcej... przy tobie obie czujemy się bezpieczne, zwłaszcza Aisha, która miała przykre doświadczenie po drodze na tę wyspę. - Na samą myśl o tym przez co przeszłą Aisha, zadrżała mimowolnie. - Nie mniej jednak to silna dziewczyna, poradzi sobie z tym, najważniejsze, ze jest cała i zdrowa. Ona rzadko komu ufa, a ciebie zaakceptowała bardzo szybko. Jest cicha i nie lubi się zwierzać, ciężko coś od niej wyciągnąć i jest bardzo skromna, nie przysporzy ci kłopotów, poza tym może i w jej życiu zjawi się ktoś, kto i ją uszczęśliwi tak jak ty mnie - dodała, cicho wzdychając.

    Elijah nie odrywając oczu od Zanyi uśmiechnął się pokrętnie.
    - Mamy za sobą serię niepowodzeń... Niedawno zeszliśmy się na nowo i zapewne dlatego jest taka nieufna. Ja również nie zawsze byłem wobec niej fer, widzisz moja droga... mam, miałem... pewną słabość do pięknych kobiet, przez, co wiele razy mocno ją zraniłem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie ma w tym kszty i jej winy, nie mniej jednak miała ze mną ciężko - odparł, na moment się zamyślając. - Czy mnie podrywasz? Chyba nie... choć muszę przyznać, że jesteś piękną kobietą, to nie ulega najmniejszej wątpliwości - dodał, kiedy obok nich przeszła młoda kobieta. Zmarszczył czoło, miał wrażenie, że skądś ją zna. Zamyślił się, wpatrując się w oddalającą się sylwetkę młodej kobiety.

    Uriana westchnęła przeciągle, przewracając teatralnie oczami.
    - Czy nie znasz mniej krępujących i mądrych pytań? -mruknęła, łypiąc na niego złowrogim spojrzeniem. - Onieśmielasz mnie i to bardzo - syknęła niezadowolona, a kiedy przyciągnął ją do siebie bliżej, poczerwieniała jeszcze bardziej.

    - Aty jesteś doskonałym prowadzącym - Uzupełniła jego słowa, poddając się jego ruchom. - Gdzie uczyłeś się tańczyć Magnusie?

    Kol zaśmiał się perliście, zerkając na Eluśka, lecz zaraz przeniósł spojrzenie na Esme.
    - A, co? Jesteś za stara czy, szpileczki przeszkadzają? Zawsze mogę ci je zdjąć - odparł z szerokim uśmiechem. - Albo sprawić że fruuuu.... polecą komuś do sałatki. Jak zabawa to zabawa, czyż nie? Ubrałaś pończochy? - Nagle zmienił temat, pytająco spoglądając prosto w jej twarz.

    Vanessa pokręciła głową w niedowierzaniu, jednak pozwoliła ponownie poprowadzić się do tańca.
    - Jesteś szalony - zamruczała. - I za to ciękocham...
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pią Cze 19, 2015 11:27 pm

    Kiedy Eva zniknęła Lefran szybko zrozumiał co się szykuje. Nie minęła chwila, jak dziewczyna pojawiła się na scenie, na co prześmiewca uśmiechnął się z zadowoleniem.
    - Moja piękna, mądra dziewczynka.. – mruknął cicho pod nosem, przyglądając się, jak jej śliczna sylwetka wygina się w tańcu. Podszedł pod scenę i zaczął podrygiwać w rytm piosenki.

    Conor zamyślił się na chwilę, nie wiedząc czy powinien powiedzieć nowo poznanej dziewczynie kim tak naprawdę jest. Do tej pory nie przyznał się nikomu o swoim pochodzeniu i obawiał się, że ktoś może się go przestraszyć.
    - Jestem.. człowiekiem, ale nie do końca – odpowiedział, ze spokojem, przyglądając się zarumienionym policzkom elfki. – Nie wiem czy komukolwiek powinienem mówić o swoim pochodzeniu, jednakże… jeśli obiecasz dochować tajemnicy, mogę ci to wyjawić… - dodał, nie odrywając wzroku od dużych oczu Aishy.

    Amy przysłuchiwała się Finnowi z zainteresowaniem, a kiedy stuknął się z nią kieliszkiem, uśmiechnęła się ciepło.
    - O tak, za to chętnie się napiję – powiedziała. Widziała wcześniej, że pierwotny przyglądał się jakiejś kobiecie, na co postanowiła bardzo szybko pozaglądać w jej przeszłość, lecz nagle poczuła potworny ból głowy i musiała się wycofać. Odstawiła lampkę na stół i zaciskając powieki chwyciła się za skronie. – A to ci… - westchnęła, nie kończąc zdania. – Nie wiedziałam, że to da się w ogóle wyczuć, a co dopiero zablokować… - mówiła, wciąż masując się po skroniach.
    - Nie da się ani wyczuć, ani zablokować Amy – blondwłosa dziewczyna w czerwonej sukience, zatrzymała się przy stole, mierząc wzrokiem wiedźmę. – Ale kilka odpowiednich zaklęć złączonych w jeden potężny czar, może zatrzymać wszystko… - dodała z uśmiechem i usiadła na miejscu Klausa, zakładając nogę na nogę. – Witaj Finn… - chwyciła za lampkę szampana i upiła łyka, przyglądając się wampirowi. – Piękny występ córki Elijaha, nieprawdaż?

    Vincent ze spokojem wysłuchał słów Priyanki. Delikatnie uchwycił ją za dłoń i nie wiedząc co powiedzieć, gdyż rozmowa z Fritrem wciąż krążyła mu po głowie, przyciągnął elfkę do siebie i ogniście ją pocałował. Nie zwracał uwagi na występ młodej wampirzycy, jedyne czego teraz chciał, to mieć Priyankę blisko siebie.
    - Słoneczko, nie pozwolę by tobie czy Aishy stała się krzywda… Obiecuję ci to – wyszeptał jej do ucha, kątem oka spoglądając na siostrę Pipi rozmawiającą wciąż z tym samym mężczyzną. – Chodź, usiądziemy, chciałbym się przyjrzeć bliżej temu… dżentelmenowi.

    Cedric uśmiechnął się na słowa Anny i kiedy wykonał nią w tańcu piruet, przyciągnął ją do siebie. Nagle światła znowu zgasły, a na scenie pojawił się mężczyzna z kolejną zapowiedzią występu. Wilkołak ponownie uśmiechnął się pod nosem i tuląc do siebie dziewczynę spojrzał w stronę sceny.
    - Występ za występem. Trafiliśmy na bardzo dobrą imprezę.

    Sergio odwzajemnił pocałunek, a kiedy zaczął się występ, uśmiechnął się tajemniczo.
    - Uważaj, na ciebie też działają cuda współczesnej techniki.. – mruknął, mając na myśli tojad. – A ja mam na sobie zaklęcie ochronne, więc werbena może mnie dziś cmoknąć w pompkę aniołku – dodał, a kiedy światła zgasły, wampir biorąc to za łut szczęścia, wyczarował pod największym żyrandolem na sali, ogromną piniatę w kształcie jednorożca, która wisiała sobie zgrabnie, napchana słodyczami i innymi ciekawymi rzeczami, upchanymi w głąb zwierza. – O, zobacz, jednorożec! – udał zaskoczenie, po czym zarechotał złośliwie, poruszając brwiami.

    Zanya wysłuchała słów pierwotnego, nieprzerwanie wpatrując się w jego oczy i kołysząc się z nim wolno w tańcu.
    - Wiesz mój drogi… - zaczęła melodyjnym tonem. – Ja również skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie mam słabości do przystojnych mężczyzn… - uśmiechnęła się tajemniczo. – A do tych w garniturach mam słabość permanentną. Dlatego jest mi bardzo miło, że wpadłam dziś w twoje ramiona i choć osobiście nie odbijam partnerów innym kobietom, choć czasami mogłabym, to muszę przyznać, iż miałam przez kilka sekund, chwile zwątpienia co do swoich zasad. Czy wiesz Elijahu, że smoki mogą słyszeć… teraźniejsze myśli? Musze przyznać, że twoje bardzo mi się podobają – dodała, nie spuszczając z niego wzroku.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sob Cze 20, 2015 4:28 pm

    Hamid uśmiechnął się tajemniczo pod nosem, obserwując jak na jej bladej skórze pojawia się rumieniec, który coraz to bardziej rozlewał się po jej policzkach. Była urocza, delikatna i subtelna, mimo wojowniczego charakteru, iż prześmiewca nie mógł się na nią napatrzeć.
    - Tak czy inaczej, rumieniec dodaje ci... uroku - odparł, ledwie zauważalnie się uśmiechając do elfki. - Intrygujesz mnie, Uriano - dodał, kompletnie nie zważając na to, iż wampirzyca właśnie rozpoczęła występ.

    Magnus zamruczał cicho, obracając ukochaną w tańcu. Poruszała się z niewymuszoną gracją, iż nie mógł się nadziwić, że po długiej przerwie od tańca dalej tak się porusza. Nie interesowało ją nic i nikt poza Amelią, a na jej pytanie cicho zaśmiał się pod nosem, zerkając w jej oczy.
    - Coż... miałem na to trochę czasu... - odparł z cichym pomrukiem. - Acz naj...więcej nauczyłem się w Indonezji. Mam tam klub - odparł z niewielkim uśmiechem. - A ty?

    Esmeralda cicho zaśmiała się, wykonując kolejny zgrabny obrót.
    - Wiek tu nie ma do rzeczy, acz spróbuj tańczyć na niebotycznie wysokich obcasach - zaśmiała się cicho, próbując dobrze ułożyć nogę, kiedy melodia odrobinę zwolniła. Zmarszczyła jednak czoło na jego pytanie odnośnie pończoch. - Um... - nieco zawahała się, wpatrując się w jego twarz. - Czemu właściwie o to pytasz, Kol..? - podejrzliwie spojrzała w jego oczy, marszcząc przy tym czoło, jednak kiedy na scenie zapowiedziano kolejny występ, zerknęła w kierunku sceny, a widząc na niej Evę, otworzyła szerzej oczy.

    Grayson przyciągnął ją do siebie, zerkając w jej oczy, a nim się odezwał, wykonał nią delikatny piruet, i znów przyciągnął ją do siebie.
    - Szalony... - zamruczał, spoglądając w tęczówki ukochanej. - Cóż, oszalałem na twoim punkcie, najdroższa - dodał, tajemniczo się uśmiechając. - Acz... na takim punkcie warto jest oszaleć - dodał, całując ją w skroń.

    Finn zmarszczył czoło, kiedy Amy złapała się za skronie. Spojrzał na nią pytająco, jakby chciał zapytać się, tak samo o to, czy nic jej nie jest, jak też o to dlaczego tak w ogóle się stało. Kiedy odezwała się kolejna druidka, zerknął na kroczącą w kierunku stolika blondynkę, nie odzywając się słowem, kiedy rozmawiała z Amy, tudzież rozwiała jej wątpliwości i usiadła na miejscu Klausa. Podobnie jak ona w niego, tak on wpatrywał się w nią. Zdawała się mu dziwnie znajoma nieznajoma.
    - Taak... W istocie piękny występ... - przytaknął na jej słowa z niewielkim uśmiechem, wciąż wpatrując się w twarz blondynki. - Skąd znasz moje imię? - zagadnął, poważniejąc i pytająco zerkając w jej tęczówki.

    Anna wykonała piruet, i dała się przyciągnąć do siebie wilkołakowi, przylegając do niego ciałem, a kiedy ten zerknął na scenę, na której właśnie rozpoczynał się kolejny występ, ta wtuliła się do niego i również zerknęła w tamtym kierunku. Delikatnie uśmiechnęła się, obserwując jak Eva pląsa w rytm melodii, która wpadała w ucho, po czym zerknęła na ukochanego kątem oka.
    - Tak, to prawda - odparła ze stale przyklejonym do ust uśmiechem. - Acz występy takie miło się ogląda, więc... - cicho zaśmiała się pod nosem.

    Anastazja prychnęła jak kotka na jego słowa, jednak po chwili znów tajemniczo uśmiechnęła się do Hiszpana.
    - Oh tak, bez wątpienia... - zamruczała, wpatrując się w jego oczy, a kiedy nagle wyczarował piniatę, która wyglądała jak jednorożec, która była napchana czymś, co poza słodyczami pewnie nie powinno się używać przed dwudziestą drugą... zerknęła na nią i pokręciła głową z chichotem. - jesteś niemożliwy, kotku... - zamruczała, zarzucając ręce na szyję wampira i znów całując go w usta.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Nie Cze 21, 2015 4:13 pm

    Aisha skrzywiła się nieznacznie pod nosem, wnikliwie przyglądając się swojemu rozmówcy. Było w nim coś dziwnego.
    - Jeśli nie chcesz nie musisz wyjawiać przede mną swoich sekretów Conorze - odparła po chwili. - Każdy z nas ma swoje tajemnice, niektórych lepiej nie wyjawiać... zwłaszcza na sali, gdzie nawet ściany mają uszy - dodała, posyłając mu blady uśmiech.

    Priyanka zerknęła na siostrę i jej towarzysza, nieznacznie marszcząc czoło, po czym zerknęła na Vincenta, łapiąc go pod ramię.
    - Więc chodźmy - odparła, kierując się ku stolikowi, gdzie siedziała wraz z siostrą. Usiedli za stołem, a Pipi niemal natychmiast wbiła spojrzenie w mężczyznę z naprzeciwka. - Aisho... wszystko w porządku?
    - Tak dziękuję odparła, zerkając na Conora. - To jest Conor... postanowił na chwilę się przysiąść, nie przeszkadza wam to?
    - Mnie nie - odparła Pipi. - Miło mi... Priyanka, siostra Aishy. - Przedstawiła się, wysuwając dłoń w kierunku mężczyzny.

    ELijah przechylił głowę wpatrując się w twarz Zanyi, po czym uśmiechnął się tajemniczo.
    - Widzisz moja droga, tak się składa, że pierwotne wampiry też mają zdolności... różne, między innymi niektóre również czytają w myślach. Twoje myśli również są... niczego sobie - odparł. - Garnitur to tylko opakowanie - dodał, przenosząc spojrzenie na jej usta.

    Uriana ponownie wbiła spojrzenie w Hamida, czując, ze ze wstydu zaraz zapadnie się pod ziemię.
    - Jest mi po prostu gorąco - skwitowała z fohem wymalowanym na twarzy. - Nie doszukuj się w nich czegoś nienaturalnego.

    - Jaki klub? - spytała przywierając ciałem do swojego anioła. - Mam nadzieję, że nie ze striptizem... hmm? - Uniosła brew, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem. - Ja uczyłam się tylko baletu. Kiedy bylam uwięziona ćwiczyłam z nudów codziennie.

    - Ooo... Evka zaczyna show... Musze przyznać, że wyrosła na piękną kobietę - odparł. - A korzystając z okazji, ze muzyka jest szybka, czas dostosować taniec do utworu - dodał, zaczynając niemal w wampirzym tempie wirować z Esme po całej sali.

    - Acz, uważam, że okrutnie się podlizujesz mój drogi - odparła Vanessa śmiejąc się pod nosem. - Poza tym spójrz na tę piękną młodą damę... Lefranek oszaleje ze szczęścia, mając taką wampirzycę przy boku. Piękna jest...
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pon Cze 22, 2015 7:01 pm

    Amy miała ochotę wtrącić się w wymianę zdań, ale wolała poczekać na odpowiedź dziewczyny.
    - No cóż – uśmiechnęła się Freya. – Byłam pewna, że mnie nie rozpoznasz. Całe szczęście, że ja pamiętam każdego z was z osobna. Nie zmieniliście się ani trochę, a wszyscy jak jeden mąż jesteście przystojni… no i Rebekha wypiękniała. Macierzyństwo jej służy… - dodała, chwytając za lampkę szampana.

    Cedric przytaknął na słowa Anny, obejmując ją mocniej. Nagle tuż nieopodal na żyrandolu pojawiła się wielka piniata w kształcie jednorożca, która wisiała sobie napchana cukierkami tak bardzo, że aż zaczęły z niej wypadać.
    - Widzisz to? – zapytał ukochanej. – Ciekawe co jest głęboko w środku… Bo zakładam, że ten cały wampir zostawił jakąś niespodziankę.. – dodał, kiedy nagle stało się coś dziwnego. Jego tęczówki i źrenice zrobiły się białe, po czym całe oczy rozbłysnęły jasnym blaskiem. Chłopak od razu zamknął powieki, przykładając do nich dłonie. Nie wiedział co się dzieje, więc puścił Annę i zaczął na oślep wymijać tłumy i kierować się do wyjścia.

    Smok westchnął cicho, odwzajemniając blady uśmiech, kiedy nagle przy stole zjawiła się kolejna elfka z prześmiewcą. Przywitał się z Pipi, delikatnie całując jej dłoń.
    - Miło mi – przywitał się, po cym podał rękę mężczyźnie. – Conor.
    - Vincent… - odpowiedział prześmiewca, mierząc wzrokiem nowo poznanego towarzysza Aishy. – Czy my się przypadkiem nie znamy? – zapytał, bacznie go obserwując.
    - Wybacz, ale nie – uśmiechnął się Conor. – Na pewno nie będę… - urwał, gdyż zauważył w oddali kukłę wiszącą na żyrandolu. - …przeszkadzał?
    - Jeśli Aisha nie ma nic przeciwko, to ja również… - dodał Vinc, spoglądając w tym samym kierunku, co rozmówca. Kiedy zobaczył jednorożca, mocno się zdziwił. – Co u licha..?

    Sergio odwzajemnił pocałunek, mocno chwytając Nastyę za pupę.
    - Dla ciebie wszystko diabełku w anielskiej skórze – powiedział, ponownie wpijając się w jej usta. – Może trochę urozmaicimy występ? – mruknął jej do ucha i nie czekając na odpowiedź, machnął zamaszyście ręką, a na scenie gdzie tańczyła Eva, pojawił się magiczny jednorożec, który wyglądał jak żywy, choć był tylko iluzją, a wampirzyca niespodziewanie znalazła się tuż na nim.
    Kiedy Lefran zobaczył co jest grane, zmarszczył czoło, szukając wzrokiem na sali tego, kto odwalił numer jego ukochanej.
    - Ej ty! – krzyknął na Sergia, spoglądając na niego gniewnym wzrokiem.
    - Ale, że co ja? – mruknął wampir, spoglądając na prześmiewcę pytająco. – Jednorożec się nie podoba? – zarechotał złośliwie.
    - Już ja ci zaraz wyczaruje, ale trumnę… - warknął Lefran, szybkim krokiem idąc w jego kierunku.
    Sergio uniósł brwi, po czym gwałtownie wpił się w usta Nastyi.
    - Wybacz, ale jak widzisz muszę uciekać… Jakby to powiedział terminator: astalawista bejbi – odparł i w wampirzym tempie udał się do wyjścia.

    -------------> ??? / Sergio

    Zanya zaśmiała się na słowa Elijaha, przygryzając wargę.
    - Być może. Ale na co dzień, noszą go jedynie eleganccy mężczyźni – powiedziała, przenosząc wzrok również na jego usta. Po chwili jednak wolno wróciła wzrokiem na jego oczy. – W takim razie, musisz mi wybaczyć moje grzeszne myśli, mój drogi… - dodała, uśmiechając się tajemniczo.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Wto Cze 23, 2015 11:40 pm

    Hamid uśmiechnął się, odwzajemniając spojrzenie. Foch, jaki widniał na twarzy białowłosej elfki sprawiał, iż zaintrygowany wpatrywał się w jej twarz.
    - Nie doszukuję się, moja droga - odparł z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach. - Po prostu twoja pewność siebie mnie intryguje, złotko - dodał, wykonując nią niewielki piruet.

    - Teraz jesteś wolna, najdroższa, i nie pozwolę, by to się powtórzyło - szepnął, zerkając w jej oczy i delikatnie gładząc ją po jasnych włosach. - A ów klub... to po prostu filia kasyna, acz z nieco bardziej rozbudowaną częścią... dyskotekową, niż tutaj. A jest on w Indonezji - odparł, zerkając w jej oczy. - Nie musisz się o to martwić - dodał, całując ją w skroń.

    Esme, chcąc czy też nie, wirowała z Kolem po całej sali, usilnie próbując dorównać mu tempa. W ostatniej chwili próbowała powstrzymać go, od taranowania wszystkiego i wszystkich swoją osobą, jednak na szczęście ej się to udało. Ponieważ sama była wampirzycą, nie było problemu że się zmęczyła, bo po prostu tego nie czuła.
    - Jesteś szalony... - zaśmiała się, kiedy na chwilę zatrzymali się, a przynajmniej zwolnili.

    Alexander zerknął na scenę, na której występowała Eva, po czym z uśmiechem widocznym na ustach spojrzał na Vanessę spod oka.
    - To prawda, jest piękna i utalentowana, ale i tak dla mnie istniejesz jedynie ty, Vanesso - szepnął, zerkając z uśmiechem w jej tęczówki.

    Finn zamyślił się w milczeniu, wpatrując się w twarz nieznanej, acz doskonale znanej, mu blondynki. Kiedy zagadnęła, iż powinien ją poznać, przechylił głowę i zmarszczył czoło, szukając blondwłosych kobiet, jakie mogła znać cała jego rodzina.
    - Taak, to prawda - powtórzył raz jeszcze z cichym westchnieniem. - Freya..? - zapytał nieco niepewnie, zerkając na nią pytająco, czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie jego domysłów.

    Anna cicho zaśmiała się i pokręciła głową w niedowierzaniu, zerkając na kukłę jednorożca, która zawisła gdzieś nad sceną. Miała nawet coś odpowiedzieć, jednak widząc, co dzieje się z jej ukochanym, zmarszczyła czoło, odprowadzając go spojrzeniem, a kiedy ten odszedł na kilka kroków, skierowała się za nim.
    - Cedric? - zagadnęła łagodnie, mając nadzieję, że uda się jej z nim nawiązać kontakt. - Co jest? - zapytała się, łapiąc go za rękę i ciągnąc w stronę najbardziej odosobnionego stolika. Wpatrywała się w niego badawczo, kiedy nieco przymusiła go, by usiadł na jednym z krzeseł, a sama zajęła miejsce obok.

    Anastazja odwzajemniła pocałunek, po czym przez chwilę myślała gdzie iść i co ma zrobić. Z jednej strony, była szalenie ciekawa co ktoś znajdzie, jak rozłupie piniatę, z drugiej jednak była równie ciekawa miejsca, w które udał się ten parszywy wampir. Tajemniczo uśmiechnęła się, wyciągnęła z torebki nieodłączny jej osobie laptop, po czym szybko wyklikała coś w programie, a na ekranie ukazała się mapa. Sergio bowiem widać się nie domyślił, ale na serio miał TAM nadajnik...

    Eva, która skończyła występ została przez chwilę na scenie i zerknęła na sufit, pod którym wisiał bezczelnie jednorożec. Przechyliła głowę, zamyślając się na chwilę, po czym słodko się uśmiechnęła i zeszła ze sceny, w wampirzym tempie znajdując się przy narzeczonym, na którego zerknęła pytająco, bowiem choć była końcówka piosenki, doskonale słyszała to, co mówił do Sergia.
    - Skąd ten jednorożec..? - zapytała się, znów zerkając na wypchane czymś zwierze, po czym znów na prześmiewcę. - I jak się podobał występ? - zagadnęła, rumieniąc się na policzkach i opuszczając stremowane spojrzenie.

    Sponsored content

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pon Paź 22, 2018 1:34 pm