Zaginiony świat, pełen legendarnych istot. Przekrocz granice i zmierz się z jego realiami. Jeśli lubisz pisać, masz bujną wyobraźnię i pragniesz przeżyć niezwykłą przygodę w świecie pełnym magii i zagrożeń, zapraszamy Cię serdecznie do wspólnej zabawy.

Image Map

    SALA BALOWA

    Share
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Wto Cze 02, 2015 11:22 pm

    Murat był tak wściekły, że wbił wzrok w jeden punkt, założył nogę na nogę i wolno sączył alkohol prosto z gwinta. Milczał, czując jak uchodzi z niego powietrze. Nawet nie spojrzał na swoją elfkę, mając totalny chaos w głowie. Miał ochotę rzucić w Lefrana butelką, żeby tylko z niego zszedł, lecz nie chciał robić zamieszania, które i tak nic dobrego nie wniosło by do sytuacji.

    Alice spojrzała na Ferrana z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Nagle ogarnął ją lęk, sama nie wiedząc czemu. Zawsze chciała mieć dziecko, rodzinę, aż nagle kiedy stanęła przed faktem dokonanym, ogarnął ją strach.
    - Jesteś tego pewny? - spytała po chwili. - Mówiłeś, że nie lubisz dzieci, że nie chcesz mieć dzieci. Mieliśmy wrócić do tego tematu. Nie chcę mieć dziecka, tylko dlatego, że chcesz mnie uszczęśliwić. Jeśli nie chcesz, nie powinniśmy się starać. Sama nie wiem... - opuściła głowę. - Chyba po prostu się boję Ferran. Nie wiem czy będę dobrą matką. Boję się, że je skrzywdzę.

    Camille widząc co robi Klaus zamarła z niedowierzaniem obserwując poczynania Klausa.
    - Klaus! Co robisz? - odparła niemal szeptem. - Przestań natychmiast! - dodała, kiedy nagle pojawili sie bracia Nika. Przerażona spojrzała na Elijaha podając mu dłoń, kiedy tylko Klaus ją przedstawił.
    - Spokojnie moja droga. Przywykniesz do nietypowego rozwiązywania konfliktów przez naszą rodzinę. Nie obawiaj się, nic mu nie będzie - zerknął na Kola, który właśnie wyjął z dłoni widelec.
    - Jakże miło  z twoje strony Klaus - mruknął Kol. - Już zapomniałem jak bardzo potrafisz być uprzejmy. Ale ten widelec powinien być skierowany w język twoje źle wychowanej córci.
    - Kol proszę cię nie dolewaj oliwy do ognia - wtrącił się Elijah. - Nie pora na wampirze waśnie. Załatwicie swoje sprawy w domu.
    - A mamy go?
    - Niklaus czy na weselu będzie Emily? - zmienił temat Elijah.

    Priyanka zerknęła w kierunku Klausa, czując jak przechodzą ją dreszcze.
    - Wygląda bardzo sympatycznie - odparła. - Może nie będzie aż tak źle. Poza tym jeszcze czeka cię niespodzianka nie zapominaj o tym - dodała z uśmiechem.
    - Czy zamierzasz zrobić to co myślę, że chcesz zrobić? - wtrąciła się Aisha.
    - Tak...
    - Asheria?
    - Tak...

    Kama idąc z Vjeranem, tak bardzo zapatrzyła się w cudną salę, że nie zauważyła pierwszych stopni, które pojawiły się przed jej stopami. Nagle podłoga znikła, a Kama w swych szpileczkach osunęła się na podłogę.
    - Orzesz kurw... Wejście smoka musi być. Tylko dlaczego zawsze ja muszę się błaźnić? - syknęła podnosząc się z miejsca i rozglądając czy nikt ją nie widział. - Jaki wstyyyyd - zasłoniła dłonią twarz. - O kurwości, weś zabierz mnie stąd albo schowaj do swej lampy bo się ze wstydu spalę.

    - Trzymam cię za słowo  - odparła Vanessa ciepłosie uśmiechając. - Jestem jedyną czarnoskóra wiedźmą tutaj - dodała cicho wzdychając.

    Cami spojrzała na Klausa i na Bekhę z lekkim zaskoczeniem.
    -Tydzień i... nie wydaje mi się abym miała się go obawiać - odparła do Bekhi. - Nie taki diabeł straszny, jak go malują moja droga.

    Uriana westchnęła cicho, łypiąc na Hamida spod oka.
    - Dziękuję - mruknęła, podążając obok Hamida. - Mam nadzieję, że będę się dobrze bawić.

    Murat widząc Mayę, uniósł brew w geście aprobaty. W istocie wyglądała uroczo. Przez chwilę wpatrywał się w nią, po czym zerknął na milczącą Ciri i sam westchnął cicho, pociągając solidnego łyka wódki i śmiejąc sie pod nosem na tkwiący widelec w ręce Kola, zerknął również na Klausa, mierząc go z uznaniem swoim spojrzeniem.

    Jane rozejrzała się po tłumie cicho wzdychając.
    - Też mam taką nadzieję  - odparła. - Nie mniej jednak, nawet jeśli coś, wiem że szyzbko uporasz się z problemem.

    <-------------- ??? / Tobias, Sabbahatin, Fritr
    Prześmiewcy weszli na salę, rozglądając się dookoła. Oczy tobiasa od razu zatrzymały się na Mayi, która była widać sama na tej imprezie. Niemal natychmiast dosiedli się do stolika, witając się ze wszystkimi. Ich uwadze nie umknęło uwadze stan wampirzycy z którą był Loczek.
    - A cóż moje oczy widzą - zaczął Tobias. - Chyba muszę pogratulować - dodał, zerkając na Loczka z triumfalnym spojrzeniem.
    - I ja  - wtrącił Sabcio.
    - Ja również - dodał Fritr. - Jak milutko biją ich serduszka. Loczek zdolna bestyjka z ciebie, a nie wyglądasz. - Usiadł za stołem cicho podśmiechując się pod nosem.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Sro Cze 03, 2015 2:39 am

    Ferran, przyglądał się badawczo Alice, widząc w jej oczach lekkie przerażenie jego propozycją.
    - Ja też nie wiem czy będę dobrym ojcem - powiedział cicho. - Jednak wiem, że na pewno obydwoje będziemy lepsi od tych, których życie postawiło nam na drodze. Nie chcę cię zmuszać, ani nie robię tego by cię na siłę uszczęśliwić. Poddałem propozycję, a ty się zastanów kochanie, nic na siłę.. - otulił ją ramieniem i pocałował w policzek.

    Vika jedynie przyglądała się wszystkiemu, siedząc tuż obok Shikamaru i uśmiechając się szeroko.
    - Masz wystrzałową rodzinkę kochanie – powiedziała do niego, kiedy spojrzał w jej oczy. Nie zdążyła nic dodać, gdyż jej mężczyzna przedstawił jej wieszczkę, która przyszła ubrana w piękną, fioletową suknię. – Mi również miło – dodała, delikatnie gładząc się po brzuchu i słuchając gratulacji braci ukochanego.
    Lefran z każdą chwilą był coraz bardziej poddenerwowany tym, co miał zamiar dzisiaj zrobić, więc musiał się wyluzować. Puścił oczko do Evy i spojrzał na dosiadających się prześmiewców, po czym podsunął im kieliszki z wódką pod nos.
    - Dobra starzy wyjadacze, ominęło was dwa toasty - odparł, uśmiechając się szeroko. - To teraz musicie nadrobić - spojrzał w kierunku Mayi, która siedziała koło Tobiasa. – Ty też Makarena pij, jak się przysiadłaś do stołu prześmiewców, musisz pić tak jak my! – dodał, rechocząc złośliwie i również podsunął jej kieliszek. Nagle odwrócił się w kierunku stolika, przy którym siedział Murat, Ferran i Hamid, który właśnie przyszedł wraz ze swoją elfką. Machnął ręką w ich stronę, przysuwając ich stół do tego, przy którym siedział, z przyklejonym do gęby uśmiechem i również im podsunął alkohol. – Ferdek, skończ bajerować kobitkę i podsuń kielona Muratkowi bo nie sięgnę. Hamid, siadaj i pij, bo coś zbladłeś od braku procentów, no już, jak się bawić to się bawić! – krzyknął wesoło, unosząc kieliszek do góry, lecz nagle zobaczył jeszcze jednego brata. – Eeee czekejcie! – zastopował wszystkich, po czym wstał. – Vinc! Ty podrywaczu, cho no tu z tymi dwoma pięknymi dziewojami, miejsca mamy pod dostatkiem i wódeczka czeka!
    Vincent, który znowu nie zdążył zapytać o niespodziankę, jedynie wetchnął i podniósł się z krzesła, biorąc Aishę i Priyankę pod ręce.
    - Żyć nam nie da, jak się nie przysiądziemy. Ale spokojnie, możemy iść, Lefran to złoty chłopak, krzywda się wam przy tym wesołym stole nie stanie – powiedział z uśmiechem, po czym ruszył do stołu wraz z elfkami.

    Ciri siedziała wpatrzona gdzieś w podłogę, kiedy nagle ich stolik niebezpiecznie dosunął się do stołu obok. Podniosła głowę, nawet nie reagując na powitanie Hamida, gdyż zwyczajnie go nie słyszała. Im więcej było ludzi, tym gorzej się czuła, dosłownie jakby zupełnie naga została postawiona na wystawie i wszyscy patrzyli na nią jednoznacznym wzrokiem. Instynktownie chwyciła się za ramiona i spojrzała na prześmiewcę w turbanie, starając się wybadać, czy nie jest już wściekły.
    - Murat... - zaczęła cicho, spoglądając na niego lekko przestraszonym wzrokiem. - Muszę wyjść do łazienki.. mógłbyś ze mną pójść..? - spytała podnosząc się z siedzenia i nerwowo poprawiając sukienkę. Miała wrażenie, że wszyscy dookoła na nią patrzą.

    Vjeran zaśmiał się pod nosem, po czym pomógł Kamie wstać.
    - Spokojnie, nikt nie widział skarbie. I nawet gdybym mógł, to chowanie cię do lampy nie przejdzie, bo w spodniach mi się nie zmieścisz – odparł, stawiając ją na nogi. – Zobacz, tam jest Lefrancio z całą bandą i widzę, że polewają czystą. Chodźmy do nich, póki jeszcze miejsca wolne i zaszalejmy dzisiaj jak tydzień temu w barze – dodał, poruszając brwiami, po czym ruszył z wiedźmą do prześmiewczego stolika, który powiększał się z minuty na minutę.

    Na pytanie Elijaha, Klaus jedynie westchnął cicho.
    - Nie bracie. Emily nie będzie dzisiaj na weselu – odpowiedział krótko, po czym przeniósł wzrok na siostrę. – Ledwo posadziłaś swój szanowny tyłek na krześle i już mnie obrażasz..? – wycedził przez zęby. – Urodziłaś dziecko, przywileje się skończyły, więc jeśli nie chcesz mieć sukienki zaplamionej krwią to dobrze ci radzę… przestań ujadać – dodał, posyłając jej mordercze spojrzenie.
    Audrey przysłuchiwała się  rozmowie w milczeniu, zerkając na wszystkich po kolei.
    - Rodzina Adamsów… - mruknęła ledwo słyszalnie pod nosem, cytując Kola, który powiedział te słowa, kiedy po raz pierwszy spotkała ojca i się z nim pokłóciła. – Przepraszam, pójdę się odświeżyć… - dodała, po czym wstała od stołu i udała się w kierunku łazienki.

    Amy w milczeniu spojrzała na Davinę, badawczym wzrokiem śledząc jej reakcję.
    - No cóż Henriku, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek przejmował się rytuałem w tamtym czasie – odpowiedziała młoda wiedźma. – I nie należę do osób, które chwalą się swymi umiejętnościami. Amy zawsze powtarza, że pokazywanie całej swej siły to punkt dla wroga, ponieważ poznaje nasze umiejętności. Moim wrogiem raczej nie jesteś, ale po ostatnim ataku ze strony prześmiewcy, wolę zachowywać się jak normalna dziewczyna i zachowywać pozory… - mówiła, zakręcając palcem wskazującym, a wszystkie świece, zapłonęły żywszym blaskiem. – Myślę, że goście i państwo młodzi się nie pogniewają – dodała z uśmiechem, lecz wciąż postanowiła nie zdejmować maski.

    <--------- ??? / Zanya

    Smoczyca weszła na salę powoli zapełniającą się ludźmi. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła, było przeglądnięcie się w lustrze wiszącym na jednej ze ścian przy drzwiach. Jej krótka, lecz elegancka sukienka, wyglądała nienagannie, a bujne blond loki opadające miękko na ramiona kobiety, delikatnie mieniły się w świetle świec. Postanowiła przesunąć się nieznacznie, by zrobić przejście i przystając tuż przed schodami, zaczęła się bacznie rozglądać po otoczeniu.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sro Cze 03, 2015 1:50 pm

    Pierwotna znów wywróciła oczyma na rozmowę między braćmi. Następnie Rebekah udała ziewnięcie, na groźby, jakie zaserwował jej Nik.
    - Wybacz, przysnęło mi się chyba, jak mówiłeś po raz enty to samo w koło Macieju i jeszcze raz... - posłała mu przepraszający uśmiech. Odprowadziła Audrey spojrzeniem, a po chwili zmarszczyła czoło, kiedy przypomniała sobie, iż Klaus powiedział, że Emily nie będzie na weselu. - Przelała się czara goryczy, że Mily spakowała manatki i się wyniosła? - zapytała się, wpatrując się w brata.
    - Rebekah... - mruknął Finn, zerkając na siostrę spod oka. - Ja cię proszę, nie zaogniaj sytuacji na takiej uroczystości...
    - Zamknij usta, bracie... - mruknęła blondynka, wciąż wpatrując się w Klausa. Miała nawet coś dodać, jak postanowiła jednak się zamknąć. - Okej, nie mam zamiaru się sprzeczać, Nik. A przynajmniej nie tu i nie teraz - uśmiechnęła się uroczo, po czym zerknęła na Cami. - Wiesz, Camille. Mój brat widać cię polubił, ale to dobrze - dodała, znów się uśmiechając. - Masz na niego dobry wpływ.

    - Możliwe... - westchnął Alexander, rozglądając się po zgromadzonych. - Acz to czyni cię wyjątkową, najdroższa. Jesteś piękna, a ciemniejsza skóra jedynie dodaje ci... uroku - dodał, ciepło się uśmiechając. Zerknął w stronę stołu, który zajmowali Mikaelsonowie. - Dom wariatów... - wyszeptał, by tylko Vanessa to usłyszała, po czym pokręcił głową w niedowierzaniu.

    Hamid przysunął krzesło elfce, kiedy ta na nim usiadła.
    - Bez wątpienia będziesz - odpowiedział Urianie, po czym zerknął na Lefrana spod byka, gdy ten przyciągał magią ich stół do swojego stolika. - Co to za rewolucja w wystroju? - zapytał się, jednak nie zdążył uzyskać odpowiedzi, jak w jego dłoni znalazł kieliszek z alkoholem. Zerknął na niego, a następnie znów na brata nieco podejrzliwie. Postanowił jednak, iż skoro ma się dobrze bawić, to się będzie dobrze bawić, więc wzniósł toast, by nie pić dla samego picia: - Za elfki, że z nami wytrzymują... - uśmiechnął się do Uriany, po czym stuknął się kieliszkiem z tymi, kto siedział najbliżej.

    Kalona posłał Jane uśmiech, obserwując wszystkich dookoła. Widząc jak Lefran przyciąga stolik do stolika, oraz jak Mikaelsonowie zaczynają się już żreć, westchnął cicho, kręcąc głową w niedowierzaniu.
    - Dobrze przyjęcie się nie zaczęło, a Mikaelsonowie już się sprzeczają - westchnął cicho, by tylko jego ukochana mogła go usłyszeć. - Miejmy nadzieję, że szybko się opamiętają... - dodał szeptem, po czym zerknął na narzeczoną. - Wyglądasz cudownie, Aniele... - westchnął w zachwycie, omiatając ją spojrzeniem.

    Kiedy dosiadali się do stołu coraz to nowi prześmiewcy, Maya uśmiechnęła się uroczo, zerkając na każdego z osobna.
    - Witajcie, panowie - przywitała się z nimi, po czym zerknęła na Vikę. - Oh, wybaczcie opóźnienie, ale i tak szczere: gratulacje - dodała, uśmiechając się do pary. Shikamaru skinął do nich głową, po czym podziękował.
    - Dziękujemy - odparł krótko. - Najważniejsze by się dobrze rozwijało - dodał, delikatnie przesuwając dłonią po brzuszku ukochanej. - I oby nie szkudowało w innych miejscach, bo ja się nie rozdwoję i trudno mi będzie oboje łapać na raz - dodał, po czym potrząsnął głową energicznie, by odgonić taką myśl. Kiedy tak samo Hamid jak i Lefran zapodali nowe toasty, Maya i Eva upijały łyka drinka, zaś Shikamaru wzorem braci wychylał kieliszek. Kiedy jego brat wołał kolejnych, sam wykonał zachęcający gest. - Zapraszam! Jest za co wznosić toasty - dodał, zahęcająco i tajemniczo się uśmiechając.

    Magnus uśmiechnął się pokrzepiająco do Amelii, którą pocałował w skroń a której podsunął kakaowe ciasto.
    - Niedługo zjawi się para młoda, z pewnością przewidziane są miłe dla oka atrakcje, oraz ciekawe zabawy - zamruczał. - Pamiętaj, że jestem przy tobie i zetknę głowę każdemu, kto będzie cię niepokoił - dodał, po czym pocałował ją w skroń.

    Henrik wysłuchał słów młodej druidki, z uwagą je analizując. Kiedy sprawiła, iż świece zapłonęły, uśmiechnął się, omiatając spojrzeniem pomieszczenie, po czym wbił wzrok w Davinę.
    - Więc słusznie zauważyłem, iż jesteś równie inteligentną, co piękną, Davino - odparł, wciąż się uśmiechając. - Niestety jednak, tak potężna istota, a przy tym tak... szczera... i prawdziwa nigdy nie będzie zwykłą kobietą... - dodał, zerkając w jej oczy. Zerknął w stronę rodzeństwa, po czym znów spojrzał na druidkę. - Co prawda towarzyszę bratanicy - dodał, zerkając na odchodzącą Audrey - jednak zaszczytem będzie towarzyszyć tobie - skłonił się krótko, po czym wysunął ramię w stronę kobiety. - Mogę więc prosić?

    Erik wyłapał spojrzeniem smoczycę, która zapewne niejednego kusiła w tej kreacji, acz kto wie, może po prostu ma taki zamiar..? Uśmiechnął się pod nosem, podchodząc do niej wolnym krokiem, a po drodze zabrał po kieliszku wina.
    - Pięknie wyglądasz, Zanyo - uśmiechnął się do kobiety, podjąć jej szkarłatny trunek. -Nie boisz się, iż nie odgonisz od siebie śliniących się adoratorów? - zagadnął, zerkając na nią pytająco.

    <--- Dom / Peter i Lydia

    Elfka wraz z ukochanym weszła za zatłoczoną już salę.
    - Szukajmy miejsca - szepnęła do niego blondynka. - Niedługo poiwinna zacząć się uroczystość - dodała z uśmiechem, kierując się w stronę stołów, których etykiety czytała po drodze, by znaleźć ten, przy którym mieliby usiąść.

    <--- Gdzieś z powietrza... / Tristan i... Izolda...

    Tristan nie chcąc się spóźnić na weselisko, a przy tym nie chcąc iść samemu, przeleciał się po mieście, poszukując partnerki pięknej, inteligentnej i ogarniętej. Widząc jak pewna spełniająca jego dzisiejsze oczekiwania kobieta wsiada do samolotu do Europy, postanowił wykorzystać szansę, dlatego magią pomógł sobie, przymuszając ją, by założyła wybraną naprędce kreację i maskę.
    Prześmiewca po pewnym czasie, odstawiony w ciemny garnitur wszedł do środka wraz z nie do końca przytomną kobietą..., której niemal cała twarz zakrywała misternie pleciona, koronkowa maska, a której cudowną sylwetkę okalała piękna suknia w grochy. Kiedy tylko znalazł się przy stole, usadził swą towarzyszkę mimo woli na krześle, a sam zaś usiadł obok, obserwując otoczenie i leniwym machnięciem dłoni budząc brunetkę.
    - Jednak przybyliśmy na czas - uśmiechnął się uroczo, witając się z niektórymi z braci, po czym zerknął na wampirzycę, która właśnie się budziła. - Emily, słoneczko, wyjaśnię ci wszystko. O ile będziesz grzeczną dziewczynką - dodał, unosząc brew, po czym przywitał się z resztą obecnych braci.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Sro Cze 03, 2015 2:29 pm

    Alice była tak zaskoczona, ze przez chwilę wpatrywała się w Ferrana nadal mając niedowierzanie wymalowane na twarzy.
    - Obiecuję, że wrócimy do tego tematu - odparła, upijając kolejnego łyka soku. - I tak... to prawda, z pewnością będziemy lepszymi rodzicami. Dzieci są słodkie i kochane. Chcę być pewna, że tego chcesz i zobaczyć jaka będzie twoja reakcja na widok malutkiej siostrzyczki. Jeśli uznasz, że to nie dla ciebie nie będziemy się zmuszać dobrze?

    Priyanka wraz z Aishą i Vincentem, podeszły do stolika, gdzie panowała sielkska atmosfera, choć po zachowaniu jednego z prześmiewców można było jasno wywnioskować, że swoje emocje i zdenerwowanie maskuje gadulstwem i próbuje rozluźnić się alkoholem.
    - Chyba coś się święci co? - spytała Pipi, zerkając na Vinca.

    Murat zerknął na Ciri, pociągnął solidnego łyka i wstał z miejsca, wskazując Ciri dłonią drogę przodem.
    - Oczywiście, że pójdę... - odparł, starając się brzmieć w miarę spokojnie. Widział, ze coś się dzieje z Ciri, lecz nie pytał, jedynie ją obserwował.

    Kama podciągnęła kieckę idąc tuż obok Vjerana. Kiedy doszli do stolika przywitała się ze wszystkimi i zmierzwiła czuprynę Mayi, ciepło się uśmiechając. 
    - Hejka - przywitała się siadając koło Mayi. - Lefran ty weś się uspokój bo do zaślubin zaczniesz się czołgać...a miło z twej strony by było jakbyś dotrwał do szesnastej co?

    Cami podparła głowę dłońmi, przyglądając się i przysłuchując całej rozmowie w milczeniu. Chciało się jej śmiać, gdyż w istocie była to dość impulsywna rodzina, która na dokładkę pomimo iż się kochała, to robiła wszystko by tylko nie okazać swej największej słabości i tego jak wielka jest ta miłość.
    - Dzięki Bekho... to miło z twoje strony, że tak uważasz.
    - Zaczniecie zachowywać się jak ludzie cywilizowani a nie jak dzicz z puszczy? Zaczynam tracić cierpliwość.

    Vanessa zerknęła na pierwotnych i zaśmiała się pod nosem.
    - Ale to rodzina, która wbrew pozorom od tysiąca lat trzyma się razem i sa na prawdę niebezpieczni jeśłi o rodzinę się rozchodzi. Więc niech sami rozwiązują swoje problemy. Chwilę się pokłócą a później moze im przejdzie. Nie mój koń nie mój wóz... a co konia obchodzi, że się wóz wywróci - wzruszyła ramionami.

    Uriana pokręciła głową w niedowierzaniu, cicho wzdychając.
    - Upij się, a będziesz pierwszą lecącą kometą na orbitę i będziesz super nową gwiazdą z płonącym jak feniks warkoczem... - syknęła. - Super Hamid, albo kometa Hamida.

    Jane na komplement Kalony zarumieniła się na policzkach po czym zerknęła w kierunku Mikaelsonów.
    - Taka ich natura. Pogodzą się z pewnością. Poza tym kolejne wesele być może będzie u nich. W rodzinne kłopoty lepiej się nie mieszać.

    Amelia zaśmiała się pod nosem, zerkając na Magnusa z lekkim niedowierzaniem.
    - Spokojnie kochanie, może nie będzie takiej potrzeby. Póki co nie widać ani chętnych ani zainteresowanych moją osobą. No i mam ciebie i jestem dziś tu dla ciebie... każdy jest z partnerką, więc spokojnie, wszystko będzie dobrze. Lepiej rozgrzewaj nóżki, bo dziś tylko z tobą będę tańczyć.

    Peter w raz z Lydią po dłuższej chwili odnaleźli swój stolik. Skszat odsunął krzesło Lydi po czym sam zajął miejsce za stołem.
    - Zapach kwiatów miesza się dziś zapachem elfek. Może być tu dziś gorąco - dodał, obserwując otoczenie. - No i dzień dobry... - przywitał się ze wszystkimi. - Można już polewać?

    Emily kiedy tylko się ocknęła, nerwowo zaczęła rozglądać się wokół, zdejmując z twarzy coś co na niej miała. Słysząc swoje imię, odwróciła się ku osobnikowi, który do niej mówił.
    - wyjaśnisz mi wszystko i to natychmiast! - syknęła. - Gdzie jestem, co tu robię, jakim sposobem ta suknia znalazła się na mnie, jak się tu znalazłam i kim do cholery jesteś? - syczała jak wściekła kotka, mierząc prześmiewcę rozeźlonym spojrzeniem. - Mów, pókim jeszcze dobra i grzeczna! Już ja ci pokażę grzeczną dziewczynkę! - syknęła, wpatrując się w błękitne oczy prześmiewcy.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Sro Cze 03, 2015 4:18 pm

    Zanya odebrała kieliszek wina od Erika i uśmiechnęła się do niego uroczo.
    - Mój drogi, właśnie o to mi dzisiaj chodzi – powiedziała, popijając wino. – Dzisiaj mam zamiar się dobrze bawić, a nie boję się natrętnych adoratorów, którym mogę zmrozić to czy owo. Po za tym od prawie tysiąca lat jestem wampirem, więc zawsze mogę komuś upuścić trochę krwi.. – dodała, odstawiając pusty kieliszek na tacę przechodzącego kelnera. – A teraz wybacz mi kochany, idę poszukać swojego miejsca i.. nawiązać kilka znajomości – puściła oczko Erikowi, po czym ruszyła między stoły.

    Davina uśmiechnęła się po raz kolejny na jego propozycję.
    - Skąd ta pewność, że jestem piękna? – spytała tajemniczo, nie spuszczając z oczu przystojnego pierwotnego. Miała ochotę dłużej pograć w tę grę, sprawdzając czy aby wampir na pewno nie chce z niej zrobić swojej kolejnej przekąski. – Inteligencja i pozorna szczerość, nie zawsze mają na celu dobre intencje Henriku, a ty zapewne jesteś inteligentny, ale nie mam stuprocentowej pewności czy jesteś również całkowicie szczery. Wielu ludzi pragnie mojej mocy… a ja wyczuwam, że nie jesteś do końca tylko wampirem – przechyliła głowę lekko na bok.
    Amy tym czasem poszła się przywitać z Mikaelsonami.

    Klaus odczekał, aż Rebekha skończy kłapać ozorem i uśmiechnął się kpiąco w jej kierunku.
    - Och, a może to ziewanie jest spowodowane tym, że nie dajesz sobie rady z dzieckiem? A teraz próbujesz to zwyczajnie ukryć, udając że cały świat cię nie obchodzi.. – spojrzał na nią z tajemniczym uśmiechem, po czym chwycił za nóż i posłał go prosto w gardło siostry.
    Nagle jednak ostrze zatrzymało się tuż przed gardłem blondynki zawisając w powietrzu.
    - Ładnie to tak bawić się ostrymi zabawkami? – zapytała Amy, grożąc Klausowi palcem i uśmiechając się do niego.
    - Amy – również się uśmiechnął i wstał witając się z wiedźmą. – Tyle lat minęło, a jednak się spotykamy.
    - Tyle lat, a ty również się nie zmieniłeś mój drogi. Ale to dobrze, gorszego bym cię nie zniosła, lepszego pewnie też – zażartowała, po czym przeniosła spojrzenie na zgromadzonych. – Witajcie moi drodzy. Elijah, Esme, Kol, Finn, Rebekah… miło mi was znowu widzieć razem – dodała, przyglądając się z ciepłym uśmiechem każdemu z osobna. – Widzę, że dużo się u was zmieniło. Elijah, Esme, córa wam wyrosła na piękną kobietę i szykują się… - zacięła się, zdając sobie sprawę, że przeszłość jaką zobaczyła w głowie Lefrana, powinna zostać tylko u niej w głowie. – O Rebekha, widzę, że jesteś w końcu szczęśliwą mamusią – zmieniła nagle temat. – No i ty Klaus, widzę, że w końcu spotkałeś z się z córą po trzech latach i… - zmarszczyła czoło, gdyż nie podobało jej się to co zobaczyła w przeszłości pierwotnego. Nagle jednak jej wzrok przeniósł się na kobietę siedzącą przy stole nieopodal, z jakimś prześmiewcą. – Skoro Emily wyjechała, to dlaczego widzę ją tam? – zapytała ze zdziwieniem, starając się od razu wyczytać jej przeszłość.
    Klaus zrobił wielkie oczy i równie spojrzał w kierunku stołu nieopodal.
    - Co widzisz Amy? – zapytał spokojnym głosem.
    - Ten prześmiewca przytargał ją tu siłą… Prosto z lotniska. Jak widać los jest dla ciebie aż nader łaskawy mój drogi, bo dał ci kolejną szansę na naprawienie błędów.
    Pierwotny porozglądał się po zaciekawionym rodzeństwie, po czym skierował wzrok na Camille.
    Zanim jednak ktokolwiek zareagował, do stołu przy którym siedziała wampirzyca, podbiegła Audrey i rzuciła się na szyję dziewczynie.
    - Emily! – powiedziała, nie zwracając uwagi na prześmiewcę siedzącego obok. – Tak się o ciebie martwiłam, boże, jak się cieszę, że cię znowu widzę! – mówiła, nie puszczając wampirzycy z objęć.

    Ciri ruszyła do łazienki przodem, cudem nie włażąc w jakiegoś prześmiewcę, który wyrósł nagle na jej drodze. Kiedy zamknęły się za nią drzwi, oparła się o zlew biorąc głębokie wdechy. Odkręciła kurek z zimną wodą, polewając nią dłoń i przyłożyła sobie do czoła chłodną rękę.
    - Przepraszam, zwyczajnie za dużo tam ludzi i… poczułam się nieswojo, muszę odetchnąć – powiedziała do Murata stojącego za nią.

    Vincent uśmiechnął się do Priyanki, na chwilę spoglądając na Lefrana.
    - W istocie coś się szykuje… Nigdy nie widziałem, żeby się tak denerwował… - mruknął cicho do elfki.
    - Spokój Kama na pokładzie, przyszłaś tu, żeby leżeć czy jak? – odpowiedział Lefran, podsuwając wszystkim przybyłym kieliszki. – Witaj Peter, napijesz się z nami ma się rozumieć? – dodał polewając do kielicha skrzatowi.
    - Chyba za bardzo nie ma wyjścia, dzisiaj zachowujesz się jak alkoholik – zaśmiał się Vjeran. – Co cię napadło chłopie? Nawet ręce ci się już trzęsą jak na alkoholowym głodzie – mówił, obserwując niecodzienne zachowanie brata.
    Ferran przytaknął na słowa Alice, całując ją w skroń, po czym również przeniósł spojrzenie na Lefrana.
    - Mi to również nie pasuje, nasz braciszek coś knuje. Może rozpuścił tam dwimeryt i próbuje nas osłabić? Wypijemy to cholerstwo, a potem będzie się chwalił, że miał najsilniejszy łeb z nas wszystkich?
    - Eeee to nie tak Ferduś, no po mnie byś się takich rzeczy spodziewał? – Lefran uśmiechnął się szeroko. – Ręce mi się trzęsą? Nieee coś ci się przewidziało Vjerciu, ja tylko porannej dawki kofeiny nie wypiłem, nie Loczek? Też tak masz jak kawy nie wypijesz, nie? – puścił oczko do brata, na co Vika zachichotała cicho, delikatnie splatając palce z dłonią ukochanego. – Muszę przyznać, że rano faktycznie wygląda nieciekawie, szczególnie, że przeze mnie nie wysypia się ostatnio w nocy. No ale wynagrodzę mu to za jakiś czas.

    <---------- ??? / Conor

    Mężczyzna w ludzkiej postaci wszedł na salę i zaczął się rozglądać, trzymając ręce w kieszeni spodni od swego białego garniaka. Przeleciał wzrokiem po sali, po czym ruszył w tłum, by zabrać sobie lampkę wina.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sro Cze 03, 2015 10:24 pm

    - To prawda... - zamyślił się Alexander. - I za to cenię tą rodzinę. Mogą się sprzeczać, a i tak jak przyjdzie co do czego, to stają ramie w ramie, co sprawia iż są doprawdy niemalże nie do pokonania, jeśli przyszłoby z nimi walczyć - dodał, przechylając głowę. - Dlatego też znacznie cieszę się, iż mam w nich przyjaciół, jednych z niewielu, ale mam nadzieję iż szczerych - uśmiechnął się do ukochanej. - Za ile powinna się rozpocząć uroczystość? - zagadnął, zerkając na zegarek. - Jak tak dalej pójdzie, to tamten stolik - zerknął w stronę stolika, gdzie siedzieli prześmiewcy z partnerkami - nie dotrwa... - zaśmiał się cicho pod nosem.

    Hamid zaśmiał się cicho na słowa Uriany, kręcąc w niedowierzaniu głową.
    - Prześmiewcy mają mocną głowę, i obiecuję się nie upić - dodał, zerkając w jej oczy, po czym jakby na zaakcentowanie i potwierdzenie swoich słów odstawił drinka a chwycił za szklankę z sokiem. - Nie musisz się o to martwić - dodał, wznosząc toast sokiem.

    Kalona uśmiechnął się tajemniczo na rumieniec ukochanej, po czym zerknął na salę, gdzie zapełnione już były prawie wszystkie miejsca. Westchnął cicho, zerkając na zegarek, po czym zamyślił się na chwilę.
    - Niedługo powinna się zacząć uroczystość, i liczę na to, iż obędzie się bez niespodzianek - westchnął cicho, po czym rozejrzał się po sali. - I tak podziwiam ten sztab za to, że w tak krótkim czasie przygotowali tyle rzeczy... - skinął głową w aprobacie.

    Amelia była tak urocza, tak coraz to pewniejsza siebie i coraz to bardziej otwarta do jego osoby, iż Indonezyjczyk nie mógł się do niej nie uśmiechnąć. Przesunął dłonią po jej pięknych puszystych włosach.
    - Mam nadzieję, że mi dorównasz - puścił jej oczko, wyzywająco unosząc lewy kącik ust. - Choć, jak pamiętam, tańczyłaś kiedyś... - zagadnął zaciekawiony, zerkając na ukochaną.

    - Zdaje się, iż można, sądząc po tym, iż i tak już butelki pootwierane, jak widzę... acz lada chwila zacznie się ceremonia, więc nie wiem czy jest sens - zaśmiała się cicho Lydia, siadając na wysuniętym przez skrzata krześle. - Dzień dobry - przywitała się zaraz po tym, uśmiechając się do zgromadzonych. Zerknęła na Vikę kątem oka. - Moje gratulacje - dodała, skinąwszy głową z uśmiechem.

    - Jesteśmy na weselu mojego brata, słoneczko - uśmiechnął się do Emily tajemniczo, śpiesząc z odpowiedziami. - Tą suknię wybrałem ci naprędce, podoba się? A maska, cóż, to tak jakby maskarada, więc tu masz tak księcia... - zerknął na Graysona - nimfę morską - zerknął na siedzącą tuż obok Vanessę - czy nawet... hmm... szkielet? - zerknął na Erika - uśmiechnął się, zerkając w jej oczy. - A twój ton, panno Moulton, mi się ni jak nie podoba. Może troszkę grzeczniej? - dodał, łapiąc jej podbródek i zbliżając jej twarz do swojej twarzy. Niemal natychmiast jednak musiał ją puścić, bowiem Audrey właśnie przybiegła się przywitać, na co prześmiewca jedynie wywrócił oczyma. - Oh, jakie to uroczeee... Normalnie sram tęczą i rzygam sercami... - mruknął znów wywracając oczyma. - Żeście się sobą nie nacieszyły przez ten tydzień..? - zapytał się, z ciekawością szukając w ich głowie powodu, dla którego się tak Audrey cieszyła na jej widok.

    Erik skinął krótko głową, odstawiając dopity kieliszek na tackę, po czym poprawił maskę, kierując się w stronę sali, gdzie szukał odpowiedniego stolika, by móc przy nim usiąść. Po drodze słuchał pobrzmiewających rozmów. Na niektóre uśmiechnął się tajemniczo, na inne wywrócił oczyma, jednak w milczeniu oczekiwał ceremonii, raz po raz popijając łyka soku.

    - Jeśli oczy są piękne, tak jak twoje moja droga Davino, to cała kobieta jest piękna - uśmiechnął się do dziewczyny, po czym skinął głową na to, iż upewniała się, czy słusznie nie wyczuwa od niego jedynie wampira. - Owszem, jestem w połowie druidem - przytaknął na jej spostrzeżenie z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach. Zamyślił się natomiast następnie nad tym, co powiedzieć na ostrożność, którą rozumiał. - Ludzie różne rzeczy mówią, ale gdzie leży prawda... tego nie wie nikt... - szepnął filozoficznie, zamyślając się na chwilę. - Rozumiem twoją ostrożność. Mimo młodego wieku los już zdążył cię doświadczyć, więc naturalnym jest, iż nie do końca wiesz, komu ufać - mówił spokojnie, starając się ważyć słowa. - Zapewniam jednak, iż nie mam celu w szczerości i kłamstwie. Po postu mówię, co widzę i czuję... - szepnął, wciąż zerkając w jej oczy. - Nie chcę cię skrzywdzić, ani posiąść twojej mocy. Chcę, byś po prostu była sobą... bez maski, czy ukrywania się... - dodał, delikatnie zdejmując maskę z jej twarzy, po czym przez chwilę wpatrywał się w nią z niewielkim, acz gdzieś tam może troskliwym i czułym, uśmiechem. - Jesteś doprawdy piękną istotą, moja droga - dodał, wsuwając jej maskę do dłoni.

    - Nie masz za co - powiedziała blondynka do Cami, a następnie wywróciła oczyma. - Oh, Elijah, jakbyś nas nie znał od milenium... - prychnęła blondynka, po czym zamarła, kiedy nóż niemalże dotykał jej szyi. Zerknęła jednak na Amy, która niemal natychmiast zareagowała i zaklęciem zatrzymała sztuciec tuż przed jej skórą. - Witaj Amy, cieszę się że cię widzę - uśmiechnęła się do druidki, łapiąc za rękojeść metalu, który odłożyła na stolik. Na to, iż powiedziała że mają maleństwo, skinęła głową. Finn w tym czasie jedynie skinął głową do brunetki. - To prawda, tydzień temu urodziłam zdrowego chłopca, którego ojciec jest najwspanialszym mężczyzną jakiego poznałam - odparła, splatając palce z Thomasem.
    - Hej - przywitała się Esme, po czym zerknęła na Evę, kiedy ta skomplementowała ją. - Tak, to prawda, jest piękną, dorosłą kobietą. Nie pozostaje nam nic innego, jak być dumnyni rodzicami - zaśmiała się cicho, zerkając na Elijaha.
    Wampirzyce przysłuchiwały się jej dalszemu wywodowi, na temat co w czyjej głowie widzi, a przynajmniej co widzi w niektórych. Kiedy druidka powiedziała o Emily, pierwotna otworzyła szerzej oczy, po czym zerknęła na wampirzycę, przy której siedział nieznany jej do tej pory prześmiewca.

    - Hej - przywitała się z uśmiechem Maya, zerkając na przyjaciółkę i odpłacając się zburzeniem jej nienagannie ułożonej fryzury. Zaśmiała się następnie, jak Kama pouczyła Lefrana, że może by już przystopował.
    Eva z tego powodu podejrzliwie zerknęła na ukochanego, kiedy jego bracia komentowali jego zachowanie. Wciąż się uśmiechała, jednak zmarszczyła delikatnie czoło. Zerknęła w stornę Amy, która widać coś wiedziała na ten temat więcej, oraz pytająco na Mayę, która w końcu była wieszczką, jednak nic a nic nie powiedziała, a na jej spojrzenie jedynie wzruszyła ramionami.
    - Tak, dokładnie. To problem z brakiem porannej kawy - przytaknął posłusznie Shikamaru na jego słowa. - Wiecie, człowiek się musi szybko obudzić, to sięga po cokolwiek ma pod ręką... - dodał, wywracając oczyma i kręcąc nadgarstkiem na podkreślenie tych słów, jak i znak, by może zmienić temat. Z tajemniczym uśmiechem zerknął na wampirzycę. - Jak wynagrodzisz, kochanie..? - zamruczał, spoglądając w jej oczy.
    - No wiecie co, tak przy ludziach, gdzie lada chwila przybędą gwiazdy uroczystości? - skrzywił się Ron.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Sro Cze 03, 2015 11:20 pm

    Elijah oraz Thomas również zerknęli w kierunku, gdzie siedziała Mily. Była zła, miała zmarszczone czoło i coś mówiła do prześmiewcy, który ją tu przyniósł.
    - Jak to na siłę - mruknął Elijah i już miał wstawać z miejsca, kiedy podeszła do niej Audrey.
    - Lepiej zostaw ich w spokoju, jak nie chcesz tu awantury - odparł Thomas. - Lepiej mieć ich na oku, niż prowokować bójkę.
    Cami z przerażeniem obserwowała jak Klaus rzucił sztućcem w siostrę. Zacisnęła usta i przeniosła gniewne spojrzenie na Klausa.
    - Jeśli chcesz zostać na tej imprezie sam... - zaczęła. - Zrób tak jeszcze raz, a sama trafię do domu. Przyszłam się tu bawić i nie mam zamiaru zostać przypadkiem ugodzona czymś ostrym - syknęła pod nosem, nerwowo pocierając dłonią czoło.
    - Amy co miałaś na myśli mówiąc, że coś się szykuje? - Elijah zmarszczył czoło będąc na kraju wytrzymałości, by nie pozaglądać starej znajomej do głowy.

    Emily rozeźlona nagle poczuła ręce na szyi i usłyszała głos Audrey.
    - Audrey... Ja też się cieszę, że cię widzę, choć miałam już nie widzieć żadnego z was - mruknęła, na powrót godząc w prześmiewcę wściekłym spojrzeniem. - Właściwie to właśnie miałam się dowiedzieć co tu robię! - syknęła wprost do prześmiewcy. - Mój ton ci się nie podoba... a podoba ci się to? - syknęła machając mu środkowym palcem przed oczami. - I jakim prawem mnie dotykasz? Mnie też się nie podoba wiele rzeczy! Na przykład fakt, że zabrałeś mnie tu bez mojej zgody i wiedzy! Za kogo się uważasz? - syknęła, łapiąc Audrey za ręce, gdyż poczuła, że przegrzebuje im myśli. - Wyjdziesz z mojej głowy, albo wypcham cię chryzolitem ptasi móżdżku i postawię przy kominku! Jesteś bezczelny... a takich jak ty... mam wyżej uszu!

    Murat oparł się o ścianę, wbijając wzrok w plecy Ciri.
    - Za dużo ludzi... za dużo gadam... za dużo cię pożądam... za dużo wymagam... za dużo się martwię... Chcesz już wrócić do domu Ciri? Jeśli źle się tu czujesz możemy wyjść, a ludzi będzie jeszcze więcej.


    Kama zerknęła na wampirzycę unosząc brew, po czym zerknęła na Shikamaru.
    -Tee Loczuś narząd nieużywany zanika, ale jak się go za bardzo eksploatuje to, to  kończy się też źle. Spuchnie ci, będzie czerwony jak dupa pawiana i będziesz se go mógł wsadzić w worek z lodem, a nie w ciasną szparkę, która już wkrótce taka ciasna nie będzie - zachichotała, zerkając na przechwalającą się wampirzycę. Wychyliła swój kieliszek i wypiła jego zawartość. - Lefran nie pitol coś knujesz padalcu jeden za dobrze cię znam ale nie wnikam i tak się dowiem... dowiemy co nie? Vjeranku pij... będziesz łatwiejszy - dodała z uśmiechem - Polej waść i chluśniem bo uśniem. Loczuś gratulacje... przyszły tatku, oby maluchy po tobie oczy odziedziczyły, a jak będziesz potrzebował snu Vjeruś znajdzie ci łóżeczko... uważaj staruszku nie szalej w tym łóżku... uważaj kochanie bo serce ci stanie, a potem jak będziesz miał przesyt to viagra, viagra na pewno ci zagraaa... - zanuciła, parskając śmiechem. - Maya a ty problemów ze snem nie masz? 
    Pipi zaśmiała się perliście, skrywając twarz w ramieniu Vincenta i zanosząc się śmiechem, ze wszystkich sił starała się uspokoić.

    Vanessa wysłuchała słów Aleksandra, ponownie wzruszając ramionami.
    - Mnie tam jest to obojętne czy oni będą nas uważać za przyjaciół czy nie. Nie mam do nich nic, nie znam ich, nie są mi do szczęścia potrzebni, jestem samowystarczalna, a szczęście moje siedzi obok. Mogą się pozabijać, zapewne mają wiele kontaktów - zerknęła wiedźmę, która do nich podeszła. - Ja też je mam. Mam ważniejsze sprawy na głowie dzisiejszego wieczoru - dodała, wbijając w Aleksandra rozmarzone spojrzenie.

    Spokój i opanowanie Hamida doprowadzało Urianę do szewskiej pasji. Na wszelkie możliwe sposoby próbowała go do siebie zniechęcić, a ten nie dawał za wygraną. Łypnęła na niego naburmuszona, sama upijając sok.
    - To się okaże pod koniec imprezy... nie rób się taki chojrak do picia - mruknęła, ponownie zerkając na mężczyznę, który w garniturze wyglądał całkiem przyzwoicie. Był przystojny i delikatny jak na faceta o takich gabarytach i nie mniej jednak miał stalowe nerwy, co wzbudzało w niej niemal podziw.

    Jane również była pełna podziwu. Wszystko było wspaniale dopracowane, każdy detal, kwiaty i każdy najdrobniejszy szczegół.
    - Masz wspaniały sztab ludzi, którzy są najlepszymi fachowcami na świecie. Aż miło popatrzyć no i chyba jesteś z nich dumny co? - dodała, kiedy nagle Karenka poruszyła się tak mocno, że sprawiła Jane ból. Wyprostowała się próbując wyrównać oddech i przyłożyła dłoń do brzucha.

    Amelia znów się zaróżowiła. Nie lubiła wspomnień o przeszłości, zwłaszcza o balecie, który miała opanowany do perfekcji.
    - Balet kochanie - szepnęła. - Ale to już przeszłość.

    Peter uśmiechnął się łobuzersko widząc napełniony kieliszek. Uśmiechnął się pod nosem i wypił jednym tchem jego zawartość, krzywiąc się pod nosem.
    - No to teraz na drugą nóżkę?
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Czw Cze 04, 2015 2:17 am

    Kiedy pierwotny mówił, Davina wciąż patrzyła mu w oczy, jakby chciała się upewnić, że jest z nią szczery. Pozwoliła mu zdjąć z twarzy maskę, wciąż przyglądając się mu z subtelnym uśmiechem.
    - Jesteś okropnym komplemenciarzem Henriku. Ale musze przyznać, że te komplementy ci wychodzą i nie są tanie i oklepane – podała mu dłoń, pozwalając się za nią pociągnąć. – Mam tylko nadzieję, że nie prawisz ich każdej dziewczynie, która jest dla ciebie zwyczajnie uprzejma – dodała, szerzej się uśmiechając. Nagle jednak usłyszała cichy jęk bólu, na który zareagowała od razu, spoglądając w kierunku młodej wampirzycy którą znała i drugiej, starszej lecz jej nieznanej. Zmarszczyła czoło, po czym wyciągnęła dłoń w kierunku Tristana. – Zostaw je ty niewychowany narcyzie, albo usmażę ci mózg… – syknęła, ruszając w stronę prześmiewcy.

    Amy machnęła wolno ręką, przesyłając Elijahowi wizję, którą zobaczyła w głowie Lefrana.
    - Powinnam pogratulować? – zapytała niepewnie, łypiąc wzrokiem na Davinę. – Wydaje mi się, że powinnam, choć wolałabym tego nie wiedzieć i zostać zaskoczona.
    Klaus przyglądał się z daleka, na wszystko co się działo, nie słuchając nawet rozmowy reszty rodziny.
    - Jakiś chojrak krzywdzi mi córkę i przyjaciółkę, a ja mam tu stać i patrzeć na tą cudną scenę…? - powiedział z nerwami. Emily nadal była mu bliska, mimo ostatnich wydarzeń. Skierował wzrok na Cami, po czym uśmiechnął się do niej blado. – Wybacz moja droga, jak widać nerwy dzisiaj nam wszystkim dają się we znaki. Tak czy inaczej, to się więcej nie powtórzy.

    Ciri westchnęła ciężko, czując jak uchodzą z niej nerwy.
    - Przepraszam, nie wiem co we mnie dziś wstąpiło – powiedziała, odwracając się w stronę Murata. - A ty powinieneś zostać, jesteś drużbą… więc to może ja zwyczajnie się usunę i wrócę do domu, żeby nie przynosić ci więcej wstydu. Zostań i baw się, w końcu takie okazje nie zdarzają się często, poproszę kogoś, żeby mnie odstawił i pójdę się położyć.. Nie jestem idealnym kompanem na takie imprezy, ci wszyscy ludzie mnie przerażają… Ciągle mam wrażenie, że ta wiedźma patrzy na mnie oczami którychś z twoich braci i śmieje mi się w twarz, choć zapewne nie ma pojęcia gdzie jestem. Jeszcze raz przepraszam za zszarganie ci nerwów… - spuściła wzrok, ponownie wzdychając.

    - Ron.. – mruknął do brata Lefran. – Weź no napij się kielona i wyciąg te mietłe z otwora między pośladami, niech się cieszą sobą dzieciaki, co ci szkodzi? Wlajzł tu jeden z drugim i ani bee, ani meee, ani kukuryku, a na tematy o seksach to pierwsi reagują. Pogratulowałbyś bratu, że ojcem zostanie, a nie morały prawił, weselisko mamy! – powiedział, podnosząc kieliszek do góry. – Jeszcze raz zdrowie tej dwójki, żeby im dzieciaki zgrabnych tyłków nie podwędziły! – dodał, przechylając alkohol do ust i spojrzał na Kamę. – A ty się nie interesuj co mi dolega, bierz tego kielona i pij, jak Vjeranek będzie łatwiejszy to ty tym bardziej – zarechotał złośliwie.
    Ferran zerkał po braciach zaciekawionym spojrzeniem. Kiedy jednak spróbował zajrzeć do głowy Lefrana, trafił na zaklęcie blokujące.
    - Ewidentnie coś ukrywasz Lefran… - mruknął z niezadowoleniem.
    - No braciszku.. – Vjeran patrzył na prześmiewcę z zaciekawieniem. – Co tam masz? Puk, puk do główki.. – mówił, poruszając brwiami.
    - Won! – Lefran palcami zrobił znak krzyża. – A kysz podłe demony! Nie interesujcie się cwaniaki, lepiej bierzcie przykład z Vinca. Dwie piękne elfki obok niego, a on co? Siedzi opanowany i grzeczny jak aniołek, a wam już nieraz w myślach bzykanie wyczytałem i zacznę pokazywać palcami jeśli się nie uspokoicie – powiedział, po czym przeniósł wzrok na skrzata. - Peterku skarbie, pijże bo te mendy by tylko spiski węszyły. Na drugą nóżkę.
    Vincent jak długo mógł zachowywał powagę, jednak kiedy Priyanka zaczęła się śmiać i on również nie mógł się powstrzymać.  
    - Aż ja chętnie się napiję – mówił, biorąc do ręki kieliszek. – Lefranie, tym razem toast będzie za ciebie, żeby ci nikt nie wygrzebał z główki tego, co tam ukryłeś – dodał i na chwilę powstrzymując śmiech, przechylił kieliszek do ust.

    Zanya przeszła między stolikami, rzucając przelotne spojrzenie na prześmiewców, którzy ugościli się na swój własny sposób, robiąc sobie ze stolików okrągły stół. Nie widziała tam swojego nazwiska, więc postanowiła iść dalej. Zatrzymała się przy stoliku obok pierwotnych, uśmiechając się pod nosem. Zmierzyła wszystkich braci przelotnym spojrzeniem. Każdy z nich wyglądał elegancko i dostojnie, a widok tylu urodziwych mężczyzn przyprawił ją o lekki dreszczyk i ledwo odczuwalny zawrót głowy.
    - Och… Wygląda na to, że ktoś mnie tu posadził – powiedziała, siadając na krześle między Finnem i Elijahem, i zakładając nogę na nogę. – Jeśli to problem, to mogę się przesiąść, aczkolwiek widzę tu również imię mojego przyjaciela, więc ewentualnie poczekam na niego.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Czw Cze 04, 2015 3:24 pm

    Esme złapała Elijaha za dłoń, po czym z westchnieniem oparła czoło o jego ramię.
    - Zgodzę się z Thomasem. Nie ma co zaogniać sytuacji, póki można ją załatwić polubownie - szepnęła z cichym westchnieniem. Zaśmiała się cicho na słowa Camille. - Tak, właśnie po to tu jesteśmy. By się bawić i radować - dodała pewnie, po czym zmarszczyła czoło, kiedy Elijah dopytał się, co widziała kobieta, a potem ta mu to pokazała. - O czym nie wiem, a pewnie wiedzieć powinnam? - zapytała się, zerkając po nich, jednak po chwili machnęła dłonią. - A zresztą, przyjdzie czas to i tak się dowiem... - westchnęła, znów opierając skroń o ramę ukochanego. Rebekah w tym czasie nieznacznie mocniej zacisnęła dłoń na dłoni ukochanego, by jej nie poniosło i by samej nie podejść do Tristana i nie rzucić nim przez całą salę.
    - Nik, póki co, chyba próbują to załatwić na spokojnie... - westchnęła do brata. - Mam taką nadzieję...

    Tristan postanowił załatwić tą sprawę polubownie, dlatego postanowił spróbować porozmawiać na spokojnie:
    - Chwileczkę - mruknął prześmiewca pod nosem. - Dopiero co wszedłem na salę, ledwo co usiadłem, a już chcecie mnie faszerować chryzolitem i traktować magią – westchnął cicho, zerkając po wojowniczych kobietach. – Wiem; jestem przystojny i mam branie, ale moje drogie, już wybrałem partnerkę na ten wieczór – dodał z niewielkim uśmiechem, po czym spojrzał na siedzącą tuż obok wampirzycę, zginając jej palec, który tak bardzo chciała mu pokazać, wpatrując się przy tym w jej oczy jej oczy. - Emily jeśli pozwolisz wszystko ci wyjaśnię... acz w swoim czasie. Twoja złość jest jak najbardziej uzasadniona, lecz to co ja zrobiłem, jest pewnego rodzaju aktem desperacji… - dodał, po czym zerknął na pozostałe kobiety - z której o ile dacie mi szansę, wytłumaczę się później. – Następnie spojrzał na młodą wampirzycę. - Głowa boli... cóż, nie przeczę, ma prawo, acz to tylko paskudna, prześmiewcza ciekawość. Starałem się być delikatny... I jeśli chcesz zatańczę, z tobą później, jak uda mi się udobruchać tę panią - wskazał głową na Emily. - A że ją dobrze znasz... to tym bardziej rezerwuję taniec – dodał, posyłając jej delikatny uśmiech, po czym spojrzał na Davinę. - A z tobą młoda damo również z przyjemnością zatańczę... Skąd te niepotrzebne nerwy? Acz jedynie, jak pozwoli twój towarzysz – zerknął na Henrika – i jak udobrucham tę panią - znów wskazał palcem na Emily, na którą zerknął z uśmiechem. - Więc? Dacie szansę się wytłumaczyć, czy mam prosić was o pozwolenie?

    Alexander zerknął na ukochaną spod oka, tajemniczo się uśmiechając na jej słowa. Odwzajemnił jej spojrzenie, zerkając w jej oczy, a podczas tego przesunął dłonią po jej policzku. Wyglądała pięknie w tym stroju, iż wprost nie mógł się na nią napatrzeć.
    - To racja, kochanie, najważniejsze jest to, iż znaleźliśmy swoje szczęście – odparł, uśmiechając się do niej ciepło. – Nic więcej się nie liczy, oraz nic więcej nam nie potrzeba – dodał, całując ją w skroń. – Jesteś cudowną, wyjątkową kobietą… do tej pory się dziwię, jak mogłaś pokochać tak szarego i zwykłego wampira… - westchnął cicho, wpatrując się w jej cudowne oczy.

    - Póki co jednak uraczę się jedynie sokiem – uśmiechnął się Hamid do Uriany. – Wolałbym dotrwać do początku ceremonii – dodał,  znów się uśmiechając do uroczej, drobnej elfki, po czym znów upił łyka soku, delektując się jego smakiem.
    Uriana była piękną, wojowniczą i niezwykle pewną siebie kobietą, która imponowała Haitańczykowi i za to też ją podziwiał niezmiernie. Cieszył się również szalenie, że wybaczyła mu tamten incydent sprzed tygodnia, acz jej bronienie się przed nim, a przy tym próby zniechęcenia go do siebie, które i tak na nic się nie zdawały, były tak samo zrozumiałe, jak alogiczne.

    Kalona słysząc w tłumie podniesione głosy, zmarszczył czoło, zerkając w tamtym kierunku. Widząc, iż to zakrawa o niedługą drogę do mordów, niemalże wstawał, by iść w ich kierunku.
    - Jestem – przytaknął Kalona niemal natychmiast. – Acz nie jestem dumny z tego – wskazał na Tristana. – Nie tak ich wychowałem… - mruknął, a jego oczy delikatnie pociemniały na białkach. Nie było to widoczne dla nieprawionych oczu, jednak kiedy Jane nagle się wyprostowała i zaczęła kontrolować oddech, jego oczy wróciły do normy, a przedwieczny zerknął na Jane pytająco. – Wszystko dobrze, kochanie? – zapytał się, zerkając na ukochaną.

    Magnus westchnął cicho, bowiem doskonale wiedział, iż wspomnienia to nie jest coś, co Amelia chciała ruszać, a wolał, by czuła się przy nim dobrze i bezpiecznie. Znów pogładził ją po aksamitnych włosach, po czym przesunął dłonią po jej ramieniu.
    - Wybacz, że to poruszyłem – szepnął, wsuwając nos w jej jasne włosy. Następnie zerknął na Tristana i cicho westchnął, przenosząc spojrzenie na ojca, którego oczy wyglądały na nieco bardziej czarne. – Mam nadzieję, że to nie wróży kłopotów… - westchnął cicho, instynktownie wtulając ukochaną do siebie, jednak widząc iż oczy przedwiecznego wróciły do normy, westchnął cicho, jednak wolał być w pogotowiu, więc zaczął wsłuchiwać się w rozmowy Tristana i kobiet. – Potrzeba ci czegoś? – zapytał się, zerkając na ukochaną pytająco.

    Lydia upiła jedynie niewielkiego łyka drinka, który podsunął jej jeden z prześmiewców, obserwując jak Peter krzywi się pod nosem na smak, a może też i moc, trunku jaki mu zaserwowali. Zaśmiała się nawet na to cicho, po czym gdy on wzniósł toast, sama uniosła szklanicę, upijając kolejnego niewielkiego łyka ze szklanki.
    - Obyście dotrwali do początku… - zachichotała, sięgając po słonego paluszka.

    Henrik uśmiechnął się ciepło, kiedy Davina podawała mu dłoń.
    - Czemu miałbym nie komplementować, jeśli owe komplementy są jak najbardziej uzasadnione? - zagadnął z uśmiechem i już kierowali się w stronę stołu, jak zaalarmowana druidka zerknęła w stronę prześmiewcy, przy którym siedziała Emily, na co przechylił na sekundę głowę zainteresowany, a do którego podbiegła też Audrey. Woląc być w gotowości, a przy tym i tak wciąż trzymał Davinę za dłoń, skierował się za nią w ich stronę, jednak postanowił nie wtrącać się, póki nie zajdzie ku temu potrzeba. Słysząc jak Tristan próbuje się wytłumaczyć, zerknął po kobietach, w tym na swą piękną towarzyszkę, oczekując ich reakcji. - Moje drogie - postanowił się jednak wtrącić po chwili - sądzę, iż nie jest to dobry moment, na gotowanie komuś głowy... - odparł ze spokojem, zerkając na zegarek. - Lada chwila przybędzie para młoda, zacznie się ceremonia, a przecie to ma być wesele nie stypa, czyż nie? - westchnął cicho, zerkając po trójce osób. - Tym bardziej, iż nasz towarzysz próbuje się wytłumaczyć. Może warto mu dać szansę?

    Prześmiewcy siedzący przy stole, podobnie jak ich towarzyszki, na słowa Kamy zaśmieli się zgodnie cicho pod nosem. Na słowa Kamy Shikamaru uśmiechnął się do niej tajemniczo, klepiąc ją po ramieniu.
    - Słońce, nie martw ty się o moje narządy. Są sprawne - dodał, tarmosząc jej czuprynę, po czym skinął głową, gdy ta złożyła im gratulacje. - Dziękujemy - dodał, splatając palce z ukochaną jego wampirzycą, po czym zerknął na Mayę, która kręciła głową w niedowerzaniu.
    - Nie, nie mam problemów ze snem, jakoś ostatnio nie miałam żadnej wizji więc jest dobrze - odpowiedziała przyjaciółce z uśmiechem, po czym upiła łyka drinka. Ron na słowa brata zaśmiał się cicho.
    - Pogratulowałem i wyjmę - odparł z chichotem Irańczyk. - A ty nie zachowuj się jak alkoholik, bo Eva cię wyśle na odwyk jeszcze przed końcem tego przyjęcia - zaśmiał się cicho, wskazując go palcem, po czym jednak wychylił kieliszek zaraz po tym, jak stuknął się z nim szkłem, kiedy tylko Vincent zapodał kolejny toast.

    Finn zerknął na smoczycę, która właśnie dosiadła się do ich stolika, a akurat jej miejsce widniało między nim a jednym z jego braci. Zmierzył urodizwą kobietę wzrokiem, a kiedy powiedziała, iż może się przesiąść, ten zabrał głos:
    - Ja nie widzę problemu, byś zajęła to miejsce, moja droga – odparł pierwotny, uśmiechając się nieznacznie do kobiety. – Finn Mikaelson – przedstawił się, wyciągając ku niej dłoń. – Z kim mam zaszczyt rozmawiać..? – zagadnął, zerkając badawczo na jej twarz, acz wciąż się delikatnie uśmiechał. - I na kogo czekasz?
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Czw Cze 04, 2015 4:36 pm

    Camy spojrzała w kierunku, gdzie siedziała Emily. Była lekko przestraszona, nie wiedziała, o czym mówi Klaus i co się dzieje. Przeniosła wzrok na wampira, mierząc go pytającym spojrzeniem.
    - Jeśli je krzywdzi to powinieneś zareagować. Dlaczego on to robi? To prześmiewca jest? – spytała zerkając po zgromadzonych. – Może rozwiążą problem po dobroci?
     
    Elijah zmarszczył czoło i nie wiedział gdzie patrzeć czy na Amy, która zaskoczyła go swą wizją tak bardzo, ze upuścił kieliszek z alkoholem, czy na Mily i Audrey wraz z Daviną, które pomału we trzy zaczynały rozpętywać tu małe piekiełko. Spojrzał również na Evę i uśmiechnął się pod nosem.
    - Nasza córka dziś powinna być już po oświadczynach – odparło Esme, kiedy nagle przysiadła się do nich urodziwa wampirzyca, na którą zerknął i uśmiechnął się pod nosem. – To miejsce jest wolne, więc możesz tu usiąść – dodał, po czym zerknął na trójkę rozwścieczonych os. – Ten prześmiewca nie zna Emily i nie wie na co się złapał. Spokojnie poradzą sobie z nim i jak jest prześmiewcą, tak szybko jego ego, może sięgnąć dna. Zwłaszcza przy naszej Emily…  - dodał, po czym zaśmiał się pod nosem, wyjmując z kieszeni chusteczkę, którą zaczął wycierać rękaw, kątem oka zerkając na obnażone udo młodej z pozoru wampirzycy. Po chwili zerknął również na Esme i na powrót na wampirzycę. – Mój brat Fin, moja kobieta Esme, mój brat Kol, Klaus, siostra Rebekha wraz z narzeczonym Thomasem, Cami znajoma… - zerknął na dziewczynę kątem oka. – Klausa, brakuje jeszcze Aarona z dziewczyną, a ja jestem Elijah – przedstawił siebie i wszystkich wokół.
    Thomas uśmiechnął się do dziewczyny  po czym przytaknął na słowa Elijaha.
    - Tak o Emily się nie martwię – zaśmiał się pod nosem.
    Kol spojrzał na dziewczynę i posłał jej uśmiech, zerkając kątem oka na Davinę i Henrika.
    -  Nasza wiedźma ma moc… nich moc będzie z nią – odparł, przyjmując na twarzy subtelny uśmiech. – Zanudzi się z tym sztywniakiem, a Audrey zdaje się poszła w odstawkę… ohhh… chyba trzeba będzie się nią zająć – dodał kpiąco, choć zrobiło mu się jej żal. – No i Mily wróciła! O kurwa jak się cieszę… - mruknął, zerkając na Klausa. – Skoro zeszło wam z przyjaźni Kalus? Mogę urwać jej dziś głowę?
     
    Murat przez chwilę wpatrywał się w Ciri. Nie nadążał za jej huśtawką nastroi. Była jak żywe srebro i zmieniała zdanie tak szybko, że chwilami musiał odczekać dłuższą chwilę, by móc odpowiedzieć.
    - Całe życie chcesz uciekać i siedzieć zamknięta w czterech ścianach bo coś ci się wydaje Ciri? – spytał po chwili. – A może przyszła pora żeby pokonać demony przeszłości i stawić im czoła? Mam zostać na imprezie sam, a ty pójdziesz się położyć? Nonsens, nie puszczę cię do domu samej, a już na pewno nie będę się dobrze bawił, ale jeśli chcesz… to jestem gotów opuścić wesele brata i iść z tobą do domu. Nie narobiłaś mi wstydu, ale wolałbym porozmawiać na ten temat w domu. Nie potrzebuję świadków do takich rozmów, a już na pewno komentarzy, które nie pomogą, a jedynie zaszkodzą – dodał, podchodząc do dziewczyny. Delikatnie przyciągnął ją do siebie i wtulił w ramiona. – To co robimy? Chcesz wracać do domu? Czy na salę?
     
    Kama wbiła wzrok w Lefrana i popukała mu do czoła.
    - Weś już nie chlej tyle bo ci się nie tylko w dupie ale i w głowie zaczyna mieszać . I nie interesuje się bo i tak się dowiem…  - dodała, po czym z fochem wymalowanym na twarzy, obruciła się do Lefrana tyłem i z cichym westchnieniem wbiła wzrok w pierś Vjerana.
    Peter uniósł swój kieliszek i wzniósł toast, milcząc i jedynie obserwując towarzystwo.
    - Dotrwamy kochanie nie martw się – odparł, obejmując Lydię ramieniem.
    Pipi nie piła Aisha również. Obie nigdy nie piły, chyba że je przymuszono. W milczeniu, podśmiechując się pod nosem obserwowały początek zabawy, a Pipi coraz bardziej tremowała się na myśl o niespodziance dla Vincenta.
     
    Emily wsłuchując się w słowa prześmiewcy, zmarszczyła czoło, a nie chcąc psuć imprezy, wyjęła palec z jego dłoni, po czym parsknęła stłumionym śmiechem.
    - Wyjaśnisz… wyjaśnisz mi bardzo dobitnie wszystko, bo miałam stąd wyjechać i miałam ku temu swoje powody, ale póki co… - spojrzała w kierunku Mikaelsonów. – Zamierzam się dobrze bawić i spróbuj mnie zdenerwować. Zabraniam ci pić, oglądać się za innymi pannami, wstrzynać jakiekolwiek awantury na tej sali i wymuszać od tej chwili na mnie cokolwiek… jasne? – spytała i nie czekając na odpowiedź zerknęła na dziewczyny. – Dzięki za wsparcie – mrugnęła do młodej wiedźmy, po czym cmoknęła Audrey w skroń.- Co słychać? – spytała kiedy nagle pojawił się przy nich Kalona. – Wszystko jest w porządku i może dacie się temu… pajacowi w końcu wytłumaczyć? Bardzo proszę – syknęła, gdyż jej wściekłość sięgała  zenitu.
     
    Vanessa zaśmiała się pod nosem, przenosząc wzrok na Aleksandra. Kiedy przesunął palcami po jej policzku, przeszył ją przyjemny dreszcz. Zmrużyła oczy, przez chwilę milcząc.
    - Jeszcze chwila a nie dotrwamy do zaślubin, bo wywlekę cię choćby magią do pierwszej lepszej komnaty w tym zamku i pokażę ci jak bardzo jesteś w moich oczach szarym wampirem. Skąd nagle u pewnego siebie wampira, Drakuli, który wbijał na pal wszystkich do o koła, tak niska samoocena i brak pewności siebie?
     
    Uriana uśmiechnęła się kpiąco pod nosem, sama sięgając po szklankę z napojem.
    - Jakiś ty wyrozumiały i ostrożny… - zamruczała pod nosem. – Kiedy zetniesz włosy? Czemu są takie długie? Od kiedy je zapuszczasz i w końcu czy mają jakieś głębsze znaczenie? Bo facet w dwudziestym pierwszym wieku z włosami po pośladki wygląda abstrakcyjnie. Nie sądzisz?
     
    Amelia zaśmiała się pod nosem, widząc reakcję Emily.
    - Zdaje się, że ona nie wróży nic dobrego, jeśli ich persony nadal będą cieszyć się takim zainteresowaniem – odparła, zerkając w kierunku Jane, która właśnie posłała Kalonie ciepły uśmiech wystawiając kciuk do góry.

    <------------------ komnata / Rephaim
    Rephaim wszedł na salę balową czując jak zapiera mu dech w piersi. Wszystko wyglądało wprost idealnie  i Katerina powinna być zadowolona. Jego wzrok jednak skierował się na stolik przy którym siedzieli jego bracia. Podszedł do nich wolnym krokiem wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
    - Mam nadzieję, ze toast za mnie wzniesiony - odparł zerkając po wszystkich. - I że będziemy się dobrze bawić - dodał, zerkając na ojca oraz Tristana, którego nie widział od wieków. - Tristan? Chłopie! Dobrze cię widzieć! - zaśmiał się łapiąc brata w objęcia. - Co u ciebie słychać? - spytał zerkając również na Emily i nie kryjąc zaskoczenia. - Zrobiłeś coś głupiego co? - spytał ponownie przenosząc spojrzenie na Tristana. - Wiesz kim jest ta kobieta? To przyjaciółka Klausa Mikaelsona, rodziny Mikaelsonów... Jak zawsze... masz talent do ładowania się w kłopoty.
    - Może nie będzie tak źle jak to zaczęło wyglądać - wtrąciła się Mily. - Gotowy na ten wielki dzień? 
    - Tak - odparł z uśmiechem.
    - To leć na miejsce, bo panna młoda zapewne zaraz się pojawi - dodała.
    Rephaim westchnął głęboko, po czym idąc do sceny, nachylił się nad uchem ojca.
    - Dzięki... wszystko wygląda wspaniale - mruknął, po czym zniknął wśród stolików. - Lefran masz obrączki?! Mam nadzieję, że ich nie zapomniałeś....
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Czw Cze 04, 2015 7:53 pm

    Davina wysłuchała słów prześmiewcy, który w jednej chwili zaczął się tłumaczyć ze swojego zachowania. Spojrzała w kierunku Henrika, jego również wysłuchując i westchnęła cicho.
    - Zrozum moje zachowanie – odezwała się chłodno do Tristana. - Nie lubię, kiedy silniejsi znęcają się nad słabszymi, a przegrzebywanie cudzych głów jest wyjątkowo bolesne. Jesteś już wiekowym prześmiewcą, doskonale wiesz co robisz, dlatego nie tłumacz się, że starałeś się być delikatny bo w to w nigdy nie uwierzę – dodała, przenosząc wzrok na Emily i Audrey. – Nie ma za co i mam nadzieję, że wszystko w porządku – uśmiechnęła się ciepło, po czym wróciła wzrokiem na prześmiewcę. – A twoje wytłumaczenia nie są mi do niczego potrzebne, za taniec również podziękuję i nie jestem jak wszystkie kobiety, które na ciebie poleciały, gdyż w przeciwieństwie do nich nie interesuje mnie tani podryw. Życzę ci z całego serca, by wampirzyca którą przyprowadziłeś tu siłą, poskromiła cię jak małego pieska i założę się, że zrobi to bez krzty magii, której ty musiałeś użyć by ją zmusić do przyjścia tutaj – puściła oczko do Emily i Audrey. – A teraz, mimo zaistniałych okoliczności życzę wszystkim miłej zabawy. Idziemy Henriku? – zapytała, lecz nie czekając na odpowiedź, pociągnęła pierwotnego w kierunku stołu przy którym siedzieli Mikaelsonowie.
    Amy odetchnęła z ulgą, widząc, że cała sytuacja została zażegnana.
    - Dzięki bogu, dziecko ten prześmiewca ma prawie czterdzieści tysięcy lat i mam nadzieję, że wiedziałaś co robisz. Dobrze wiesz, że nie pochwalam takiego zachowania.
    - Więc mam się bać wszystkich dookoła? – zapytała Davina, zajmując miejsce przy stole obok Henrika. – Jeden z synów przedwiecznego, próbował się do mnie dobrać kilka dni temu, gdybym się go wtedy przestraszyła, pewnie skończyłabym z głową oddzieloną od tułowia, gdzieś w rzece. Niektórzy prześmiewcy ewidentnie nadużywają swojej mocy i dobrze wiesz Amy, że tak jest. Ten – wskazała na Tristana. – Nadużył jej dzisiaj wystarczająco i gdyby tylko zrobił kolejną głupią rzecz, odpłaciłabym mu się i zrobiła wstyd przy braciach.
    - Kochanie, ja nie wątpię w twoją moc, ale on jest dla ciebie za silny. Mógłby cię zabić, a ja bym sobie tego nie darowała – westchnęła Amy.
    - Siła to nie wszystko, można być silnym i nie potrafić posługiwać się swą mocą, do tego trzeba również rozumu. Mam nadzieję, że za bardzo nie przegrzebał wspomnień Audrey – Davina spojrzała na Klausa. – I twojej znajomej.
    - Myślę, że wszystko jest w porządku – odparł ze spokojem Klaus. – Obie są silne i jak trzeba, potrafią sobie poradzić, choć ostrożności nigdy nie za wiele. Dziękuję, że starałaś się pomóc – dodał, po czym przeniósł wzrok na Kola. – Po moim trupie. Głowa Emily ma zostać na swoim miejscu, chyba nie sądziłeś, że mimo wszystko pozwolę ci ją skrzywdzić? – mruknął w niezadowoleniu na słowa brata i spojrzał na Camille. – Jak widać sprawa rozwiązana, moja droga, obeszło się bez trupów. Za niedługo powinni zjawić się państwo młodzi, więc myślę, że nic gorszego już się nie przydarzy… - skierował wzrok na wiekową blond wampirzycę, która usiadła między Finnem i Elijahem, wyłapując jak jego oczy lecą wprost na jej nogi. – Za to może być bardzo wesoło… – uśmiechnął się szeroko. – Jestem Klaus… - przywitał się z kobietą. – Moją rodzinę już znasz.
    - Zacne towarzystwo mi się dzisiaj przytrafiło. Sami pierwotni, cóż, czuję się ogromnie zaszczycona. Jestem Zanya, bardzo mi miło – powiedziała, witając się z każdym z osobna skinieniem głowy. – Camille… pozwolę sobie powiedzieć, iż ty i twój towarzysz bardzo do siebie pasujecie. Piękna z was para – dodała, po czym przeniosła wzrok na Finna. – Czekam na swojego przyjaciela Asterixa, mój drogi.
    Amy przez chwilę przypatrywała się blondynce, lecz po chwili na jej twarz wstąpił wyraz ogromnego zdziwienia.
    - Zanyo, masz bardzo rzadkie imię, podobnie jak twój przyjaciel Asterix… - zagadnęła zaciekawiona.
    - W istocie – przytaknęła kobieta. – Równie rzadkie jak ja i mój przyjaciel. Rozumiem do czego zmierzasz Amy, więc chyba wypada się przedstawić. Ja i Asterix jesteśmy smokami. Myślę, że dopowiadanie czegokolwiek jest tu zbędne… - uśmiechnęła się subtelnie, po czym chwyciła za lampkę z winem i upiła niewielkiego łyka, dłonią poprawiając zagięty rąbek swej beżowej sukienki na skąpo osłoniętych udach.

    Audrey uśmiechnęła się do Emily, wciąż tuląc się do niej.
    - Walnęłam ojca w gębę, kiedy przyszedł mi powiedzieć, że przez niego wyjechałaś. Bałam się, że już cię nie zobaczę… - westchnęła, mierząc rozjuszonym wzrokiem prześmiewce, który wlazł jej do głowy. Również była ciekawa, co ma do powiedzenia.

    Ciri przez chwilę wsłuchiwała się w słowa Murata, a kiedy przyciągnął ją do siebie, mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Uwielbiała go i nie wyobrażała sobie już nikogo innego u swego boku.
    - Sama nie dam rady stawić temu czoła. Nie jestem silna… Za dużo tego było. Chciałabym wrócić na salę razem z tobą, ale boję się, że znowu stanie się coś, co sprawi, że będę chciała uciec. Będziesz przy mnie prawda..? – uniosła głowę i spojrzała na prześmiewcę zaszklonymi oczyma, jakby chciała się upewnić swoich słów, choć doskonale znała odpowiedź na to pytanie.

    Lefran przewrócił oczami na słowa Rona.
    - Dziś mam powód, żeby się napić i jest on bardzo cholernie ważny – powiedział, poważniejąc. Prawie by się wygadał lecz nagle usłyszał krzyk Rephaima. – Obrączki? – spojrzał na Evę wielkimi oczyma. – Aaaa te…. obrączki…. – zaczął przegrzebywać kieszenie. W jednej miał schowany pierścionek zaręczynowy, w drugiej obrączki o których mówił Rephaim. – Mam! – krzyknął, o mało nie wyjmując z kieszeni tego, czego nie powinien. – Dobra, koniec picia przed wielką chwilą… mojego brata – dodał, łypiąc porozumiewawczo na Loczka. Nagle wstał od stołu, wcześniej całując Evę w skroń. Podszedł do Kamy i Vjerana, po czym machnął ręką, rzucając czar ochronny na ich trójkę, w razie jakby ktoś chciał podsłyszeć o czym ma zamiar powiedzieć. – Vjeranku, powiedz jej żeby przestała się fochować bo jej na swój ślub nie zaproszę – uśmiechnął się szelmowsko.
    - Więc się żenisz? Ach… masz zamiar się oświadczyć? – pytał cicho Vjeran. – Stąd ci się tak łapska trzęsą.
    - No chyba na prochach nie jeżdżę nie? – westchnął Lefran. – Ostatni raz miałem takie nerwy, kiedy mnie babcia Ludwika z rąk wypuściła. Użarłem ją w palec podczas karmienia kleikiem, bo miał zajebiste grudki – zaczął tłumaczyć, gestykulując dłońmi. – W kciuka ją uwaliłem, a że zębów prawie nie miałem, to ją ścisnąłem dziąsłami, wściekło się babsko przebrzydłe i mnie upuściło. W sumie to podobni byliśmy do siebie, ona nie miała zębów, ja też. No ale ja nie o tym chciałem. Kamuś, szykuj się drużką będziesz, bo Eva na pewno cię zaprosi o ile się zgodzi… Myślicie że się zgodzi?
    - A czemu miałaby się nie zgodzić? – zaśmiał się Vjeran. – Przecież cię kocha osiole, widać to na kilometr, jak nie na dwa.
    Lefran westchnął przeciągle, czując coraz większą tremę.
    - Trzymajta za mnie kciuki, bo jak coś schrzanię przed tyloma ludźmi, to sam sobie chryzolitu zapierdolę w żyłe i do podziemia zejde. I cicho sza, nikt nic nie wie, do waszych główek też nikt nie wlezie dopóki tego nie ujawnię – poklepał brata po ramieniu, po czym wrócił do stołu.

    Vincent przyglądał się wszystkiemu jedynie łypiąc wzrokiem po braciach. Próbował podsłuchać o co chodzi, lecz napotkał zaklęcie blokujące, na co postanowił dać sobie spokój.
    - Priyanka kochanie, czemu się tak denerwujesz? – spojrzał na elfkę, delikatnie gładząc ją dłonią po plecach. – I cóż to za niespodzianka, którą dla mnie szykujesz?

    Ferran wypił zawartość kieliszka i spojrzał w kierunku Hamida.
    - Jak tam ci wieczór mija braciszku? – zapytał z szelmowskim uśmiechem, obejmując Alice ramieniem.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Czw Cze 04, 2015 11:50 pm

    Esme na rewelacje, jakie półtonem przekazał jej ukochany, czego Eva nie słyszała przez chmar rozmów, jakie wrzały do tej pory na sali, również wypuściła z dłoni szklankę, która roztrzaskała się o podłogę. Wampirzyca uśmiechnęła się przepraszająco, po czym próbowała się wytłumaczyć tym, którzy zdziwili się na ten widok, iż:
    - Podobno szkło tłuczone na weselu przynosi młodym szczęście - zaśmiała się cicho, schylając się, by pozbierać szkło, jednak niemal natychmiast przybiegła obsługa, która wręcz wyrwała jej to z rąk i sama się za to zabrała, przynosząc jej również kolejną szklankę. Esme ową rewelację postanowiła pominąć milczeniem, bowiem tak samo jak nie chciała, by jej córka to usłyszała, tak po prostu nie wiedziała, co miałaby powiedzieć na ten temat. Kiedy Elijah przedstawił ją smoczycy, posłała jej delikatny uśmiech, witając się z nią skinieniem głowy, jednak zauważyła, jak oczy pierwotnego kierują się na jej zgrabne nogi, co również zbyła milczeniem, bowiem po niedługiej sekundzie Elijah zerknął na nią. Zanyi skinęli z uśmiechem również Rebekah i Henrik, który właśnie odsuwał Davinie krzesło i usiadł obok niej.
    - Kryzys zażegnany? - zagadnęła blondynka, zerkając na Henrika i Davinę. - Hej Dav - uśmiechnęła się do druidki, po czym zerknęła na kroczącego przez salę Rephaima. - Lada chwila zacznie się uroczystość - uśmiechnęła się pod nosem.

    Lydia westchnęła cicho, licząc gdzieś w głębi, iż jej ukochany wie co robi i zna swoją głowę.
    - Mam nadzieję... - dodała, po czym zerknęła na Rephaima, który właśnie wszedł na salę. - Acz może chwilka przerwy? Tym bardziej, iż zdaje się, że lada chwila pojawi się druga połowica naszego... dzisiejszego gospodarza - zaśmiała się cicho pod nosem, obserwując jak Rephaim podchodzi do stołu, przy którym siedział Lefran, którego prześmiewca poprosił, by sprawdził, czy ma obrączki.

    Tristan westchnął cicho, odprowadzając parę spojrzeniem, po czym milczał, gdy wampirzyce nawiązały krótki dialog, po którym mógł się wtrącić. Kiedy podszedł Rephaim wysłuchał co ma do powiedzenia, jednak nie zdążył odpowiedzieć ni słowem, gdy ten poleciał dalej.
    - Wiesz, moja droga, gdybym nie zabrał ciebie, zapewne sam przyszedłbym na to przyjęcie, a wolałbym, by jakaś piękna kobieta jednak dotrzymała mi towarzystwa - uśmiechnął się do Emily prześmiewca. - Twoja osoba sprawiła, iż po prostu poczułem, iż to ciebie chcę tu zabrać - dodał z cichym westchnieniem, zerkając w jej oczy. - Nie sądziłem, iż sprawi to tyle... subtelnych kłopotów - westchnął cicho, opuszczając odrobinę stremowane i niepewne spojrzenie. - Proszę o wybaczenie - dodał, znów zerkając na wampirzycę, a następnie spojrzał na Audrey. - Choć tyle dobrego udało mi się sprawić, iż znów spotkałaś przyjaciółkę - dodał, blado się uśmiechając, po czym znów spojrzał na Emily. Zaśmiał się cicho, po czym skinął nieznacznie głową. - Przystaję na te warunki - posłał jej uroczy uśmiech. - Acz będę negocjował choć jeden toast za zdrowie młodej pary - zerknął prosząco w jej oczy.

    Grayson zerknął na Vanessę z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach.
    - To było dawno, przeszło... - przez raptem dwie sekundy liczył w myślach - ...pięćset pięćdziesiąt siedem lat temu. Jak ten czas leci... - westchnął niezadowolony. - Za to miny bojarów, którzy przybili na tamten obiad... cóż, tego nie sposób zapomnieć - uśmiechnął się uroczo na same wspomnienia, po czym zerknął na druidkę raz jeszcze, znów unosząc lewy kącik ust. - Kusisz, kochanie... - zamruczał, zerkając w jej oczy. - Na każdym kroku... - wciąż wpatrywał się w jej twarz. - Acz możemy się wstrzymać do ceremonii? - zamruczał, przesuwając dłonią po jej dłoni.

    - Tam, skąd pochodzę, czy też raczej z plemienia, z którego się wywodzę, bowiem wtedy Haiti było pełne czegoś w rodzaju plemion, mężczyźni byli wojownikami. Długość włosów była swojego rodzaju... wyznacznikiem. Im dłuższe, tym wojownik miał... że tak ująć wyższą pozycję - uśmiechnął się do elfki. - Ściąłbym je, gdybym przegrał walkę - dodał na koniec wyjaśnień, po czym zerknął na Ferrana, który właśnie zapytał się go, jak mija dzień. Posłał mu kpiący uśmiech, jednak skinął głową. - Nie narzekam, bracie - odpowiedział na jego pytanie. - A jak mija ten czas wam? - zagadnął, zerkając na parę spod oka.

    Magnus westchnął cicho, kręcąc w niedowierzaniu głową. Ponieważ sytuacja wróciła do normy, chociaż odrobinę, znów spojrzał na Amelię, po czym pocałował ją w skroń z czułością.
    - Sytuacja widzę się unormowała, więc może nie będzie konieczna interwencja... - mruknął z tajemniczym uśmiechem, po czym zerknął w jej oczy. - Wyglądasz cudownie, iż wprost nie mogę się na ciebie napatrzeć najdroższa... - westchnął w zachwycie.

    [<--- Komnata / Katerina]

    Kalona po szybkiej kontroli sytuacji, związanej z Tristanem i trzema paniami, które najwidoczniej chciały mu wydłubać oczy, wrócił do ukochanej. Usiadł, po czym opadł plecami na oparcie, splatając z narzeczoną palce i cicho westchnął. Widząc, jak Rephaim już gotowy przyszedł i podziękował mu za tak cudowną salę, posłał mu uśmiech i poklepał po ramieniu.
    - Taki dzień zdarza się tylko raz - szepnął do niego, a ten następnie podszedł do Lefrana, z pytaniem czy przypadkiem nie zgubił obrączek.

    Katerina wolno kroczyła korytarzami, po czym stanęła przed zamkniętymi drzwiami do sali balowej. Westchnęła cicho, dodając sobie odwagi w myślach, po czym skinęła głową do dwóch osób. Pierwsza z kolei przekazała gest orkiestrze, a na sali rozbrzmiała spokojna muzyka, co sprawiło iż rozmowy niemal natychmiast ucichły, a oczy zebranych wbiły się we wrota. Po dwóch taktach otworzyły się drzwi, za którym stała wampirzyca, która raz jeszcze cichutko westchnęła, po czym wolno zaczęła kroczyć w stronę stojącego już w odpowiednim miejscu ukochanego...
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Pią Cze 05, 2015 12:41 am

    Kol przewrócił teatralnie oczami, wbijając spojrzenie w Mily.
    - No i już popsułeś mi jamprezę Klaus. Bez głowy też będzie wyglądać urodziwie - odparł wzruszając ramionami. Słysząc o smokach, aż przechylił się ku Zanyi, a kącik jego ust powędrował do góry. - Pierwszy raz widzę smoka, więc przepraszam, ze pytam... nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz, ale ciekawi mnie ile masz lat?
    Camy spojrzała na Klausa, czując jak uchodzi z niej powietrze.
    - To dobrze... jestem tu jedynym człowiekiem na tej sali prawda? Jestem potencjalną przekąską dla większości tu zgromadzonych... uroczo. - Nagle rozbrzmiały pierwsze dzwięki muzyki a wdrzwiach pojawiła się panna młoda. Camy uśmiechnęła się pod nosem, po czym zerknęła na Klausa. - Śliczna co? Myślałeś kiedyś o tym, żeby stanąć na ślubnym kobiercu Klaus?
    Elijah przysłuchiwał się zarówno Davinie jak i Amy oraz Zanyi, a słysząc, że jest smokiem uniósł brwi w geście zdziwienia.
    -No proszę... Smoczek. Masz jakieś dodatkowe umiejętności. Podobno smoki w zależności od koloru mają inne właściwości i również nie widziałem wcześniej smoka, co nie znaczy, że o was nie słyszałem. Kochanie - zwrócił się do Esme. - Nie przejmuj się to na szczęście. Myślę że Eva będzie z Lefranem szczęśliwa, to dobry chłopak... No proszę... - zamruczał. - Jest i panna młoda.

    Emily zrobiła wielkie oczy kiedy usłyszała słowa Audrey.
    - Co zrobiłaś? - spytała, marszcząc czoło. - Zwariowałaś? Ty moja droga nie odzywałaś sie do mnie przez trzy lata.

    Murat westchnął cicho pod nosem, otulając ją mocniej ramionami.
    - Przecież jestem - odparł. - Gdybym nie chciał nie byłbym tu... wróćmy na salę - dodał, odgarniając z jej twarzy białe włosy. Po chwili byli już na sali i siedzieli na swoich miejscach. Zaśmiał się widząc Rephaima, który nerwowo pocierał dłonie i dreptał w miejscu przestępując z nogi na nogę.- Jeszcze chwilę a jajco zniesie. Lefran ty kanalio w towarzystwie nie ma tajemnic! A ty co? - zaśmiał się pod nosem. - Myślę kochanie, że dziś będziemy mieli dwie imprezy na jednym rodzinnym zgromadzeniu. Hamid... a ty co? Co ty robisz z tym sokiem? Uriano na litość... daj się chłopakowi zabawić.
    - Baw się bronię ci? On pił nie będzie - syknęła.
    - Sam mu w gardło tą wódkę wleję jak zajdzie potrzeba i tobie też.
    - W takim razie uważaj na oczy! Bo mam zamiar wykorzystać, tutejszą srebrną jak widzę zastawę!
    - Hamid załóż jej kaganiec bo jak ty tego nie zrobisz to zrobię to ja - mruknął, kiedy nagle na sali pojawiła się Katerina. Zamilkł. Widok Kat w bieli lekko go oszołomiła. - Noo... łądnie wygląda ta... nasza Kat.
    Uriana wysłuchała Hamida, lecz nie zdążyła się odezwać, gdyż na salę weszła panna młoda i rozbrzmiał marsz weselny.
    - Rozumiem - odparła krótko. - I powiedz coś temu debilowi w turbanie bo poleje się za chwilę krew.

    Kama przysłuchiwała się Lefranowi jednak nijak nie obróciła głowy w jego stronę. Vjeran troszkę ją zmienił. Nie była już tak  mało pretensjonalna co do swojej osoby i zależało jej żeby w jego oczach się nie błaźnić, a Lefran doskonale wiedział, że nie miała faceta bo oboje ich skutecznie odstraszali. Pominęła jego słowa milczeniem, nawet nie patrząc w jego stronę, chociaż mało nie rykła śmiechem kiedy zaczął opowieść o babci Ludwice. Kiedy weszła Katerina, uśmiechnęła się szeroko.
    - Jaka ładna... - westchnęła.

    Pipi opuściła stremowane spojrzenie zamyślając się nad odpowiedzią.
    - Kiedy powiem ci co to za niespodzianka, nie będzie niespodzianki, więc nie pytaj... wkrótce dowiesz się wszystkiego. - Spojrzałą mu przelotnie w oczy, po czym znów opuściła spojrzenie,
    Aisha z kolei puściła Vincentowi oko.
    - Zawsze się tak denerwowała odkąd sięgam pamięciom i zawsze wszystko się udawało. Tym razem też tak będzie to dobry znak.

    Peter przyciągnął Lydię do siebie i pocałował w skroń.
    - Spokojnie, wiem kiedy wystopować - odparł melodyjnym tonem. - Póki co zaczyna się uroczystość, więc na razie koniec z piciem - dodał, wbijając wzrok w drzwi, w których po chwili pojawiła się Katrina.

    Mily zmierzyła go spojrzeniem od stóp do głów, sadzając Audrey na kolanach, już miała się odezwać kiedy w drzwiach pojawiła się Kat a po sali echem rozniósł się marsz weselny.
    - Jeszcze wrócimy do tego tematu - mruknęła. - Jak właściwie masz na imię? Czy mam się zwracać do ciebie ptasi móżdżku?

    - Ceremonia już się zaczyna kochanie, więc musisz poskromić swój wewnętrzny ogień - zaśmiała się Vanessa, wbijając wzrok w wchodzącą Katerina. - Pięknie wygląda - westchnęła.

    - Spójrz na pannę młodą - szepnęła Amelia. - Dzisiaj to ona jest gwiazdą wieczoru i wygląda oszołamiająco. Piękna jest. Pan młody musi szaleć ze szczęścia.

    Jane wpatrywała się w Katerinę z uśmiechem na twarzy. Była piękna i szczęśliwa, choć zestresowana. Gładząc swój brzuch w jej oczach pojawiły się łzy.

    Rephaim nerwowo przestępywał z nogi na nogę, lecz kiedy zabrzmiały pierwsze tony marsza weselnego, wił spojrzenie w wielkie mahoniowe wrota. Kiedy w końcu pojawiła się w nich Katerina, wstrzymał oddech. Była piękna, promieniała i wyglądała jak siódmy cud świata. Nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Czuł jak rozpiera go duma. Kiedy doszła do niego, uchwycił jej drobniutką dłoń, złożył na niej delikatny pocałunek, po czym odwrócili się oboje ku pastorowi, który również stał uśmiechnięty i czekał na pannę młodą.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pią Cze 05, 2015 2:48 am

    Na słowa Kola, Klaus posłał mu iście zabójcze spojrzenie, lecz nie odezwał się więcej słowem. Przeniósł wzrok na Emily, przez chwilę wsłuchując się w jej rozmowę z prześmiewcą lecz kilka sekund później, zwyczajnie przestał słuchać.
    - Nie pozwolę cię skrzywdzić Camille – powiedział ze spokojem w głosie. – Gdybym nie mógł zapewnić ci bezpieczeństwa, nie zapraszałbym cię tutaj… - kiedy na sali pojawiła się panna młoda, również spojrzał w jej kierunku i nawet uśmiechnął się pod nosem. – Myślałem raz – odpowiedział zgodnie z prawdą, przypominając sobie o Caroline. – Kto wie? Może jeszcze kiedyś o tym pomyślę… - spojrzał na Cami kątem oka.

    Zanya posłała Kolowi subtelny uśmiech.
    - Nie masz za co przepraszać mój drogi – odpowiedziała, odstawiając wino. – Proste pytanie, więc i odpowiedź na nie, nie będzie wymijająca. Mam ledwo dziewiętnaście tysięcy lat, choć są i starsze smoki… - wolno oblizała wargi, przenosząc spojrzenie na Elijaha. – O tak, dobrze słyszałeś. Jestem jednym z ostatnich białych smoków, a pod swoją zwierzęcą postacią mogę zmrozić wszystko w promieniu kilku kilometrów. Pod ludzką również nie narzekam… - dodała, wydmuchując z ust mały, niepozorny obłoczek, który zmroził na kość kieliszek z winem, kiedy tylko na nim osiadł. Gdy tylko panna młoda stanęła w drzwiach, Zanya od razu spojrzała w jej kierunku. – Piękna.
    - W istocie piękna.. – przytaknęła Amy, obserwując wampirzycę.
    - Witaj Bex – Davina uśmiechnęła się do pierwotnej. – Jest piękna, w końcu to jej dzień, więc promienieje – dodała, do słów przyjaciółki. – Nie ukrywam, że troszkę jej zazdroszczę… - wetchnęła w rozmarzeniu.
    - Oj kochanie, ty również doczekasz takiego dnia – wiedźma położyła dłoń na ramieniu dziewczyny. – Musisz się jedynie uzbroić w cierpliwość… - kątem oka spojrzała na Henrika, który siedział obok nastolatki.
    - Jasne, tylko który zechce taką wyszczekaną, zbyt pewną siebie małolatę? Już widzę te kolejki – zaśmiała się pod nosem, na co Amy jedynie wetchnęła, kręcąc w niedowierzaniu głową.

    Audrey westchnęła cicho na słowa Emily.
    - Nie miałam kontaktu z nikim z rodziny, a że dla mnie byłaś i zawsze będziesz jej członkiem… Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział gdzie jestem, ale nie chciałam cię również stracić zaledwie tydzień po tym kiedy się pojawiłam, stąd moja reakcja była taka, a nie inna… Wiem, że się wygłupiłam, ale w tamtej chwili nie mogłam się powstrzymać – westchnęła ponownie. – Przepraszam, że się nie odzywałam. A teraz wrócę do stolika, zanim ktoś mnie tam zaciągnie siłą – posłała Emily blady uśmiech, wracając na swoje miejsce w milczeniu. Usiadła na krześle i bez słowa zaczęła spoglądać w kierunku panny młodej, która właśnie zjawiła się na sali.

    Ciri obserwowała wejście Kateriny w zupełnym milczeniu, odcinając się od wszystkich rozmów dookoła. Była oczarowana jej wyglądem i zazdrościła jej tak niebywałego szczęścia. Gdyby nie Murat, zapewne dawno wyszłaby stąd, lub nie zjawiła się w ogóle. Spojrzała na prześmiewcę kątem oka i z cichym westchnieniem napiła się wody, wciąż wpatrując się w pannę młodą.

    Vika wyprostowała się na krześle, czując jak jej wampirze plecy, proszą się o zmianę pozycji.
    - Pozwolisz skarbie… - delikatnie przesunęła się na krześle, opierając się o ramię Shikamaru. – Mam nadzieję, że wytrzymam do końca ceremonii, choć nie ukrywam, że muszę do łazienki i to natychmiast. Ta dwójka potwornie daje mi się we znaki i nawet momenty sobie na to odpowiednie wybierają – splotła dłoń, z dłonią ukochanego, starając się w spokoju obserwować pannę młodą.

    Kiedy Lefran wrócił na miejsce, od razu objął Evę ramieniem i lekko pocałował ją w skroń.
    - W istocie, panna młoda piękna, ale raczej bardziej wolę ciebie wulkaniku… - delikatnie odgarnął kosmyk włosów z twarzy wampirzycy i uśmiechnął się do niej, tuląc ją do siebie.

    Vincent uśmiechnął się do Aishy, której słowa troszkę go uspokoiły.
    - No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na niespodziankę… - delikatnie uniósł podbródek Priyanki, kierując jej twarz w swoją stronę. – Co byś nie zrobiła skarbie, w moich oczach zawsze będziesz idealna – dodał, przenosząc spojrzenie w stronę drzwi. – Spójrz, panna młoda już jest. Wyobraź sobie, że ona ma dzisiaj największą tremę z nas wszystkich, patrzy na nią cała sala – mówił, posyłając elfce pokrzepiający uśmiech.

    Gdy Lefran wrócił na swoje miejsce, Vjeran spojrzał na Kamę, która robiła wszystko by nie wybuchnąć śmiechem.
    - Rozterki babci Ludwiki i Lefranowego kleiku, ciąg dalszy – uśmiechnął się szeroko, po czym przeniósł wzrok na wchodzącą Katerinę. – Chciałabyś kiedyś być na jej miejscu…? – zapytał całkiem poważnie.

    Ferran odwzajemnił równie kpiący uśmiech Hamida, po czym napił się wódki i gdy odstawił kieliszek na miejsce, wygodnie opadł plecami na oparcie krzesła.
    - No cóż, nie narzekam. Wiesz, że pijesz ten sam soczek, który siorbie dziewczyna Loczka? Problem polega na tym, że ona jest w ciąży, ty nie – nagle na salę weszła panna młoda i prześmiewca musiał zakończyć na chwilę swoją wypowiedź. – O dziwo inne kobiety robiły na nim zerowe wrażenie i tak też było w przypadku wybranki Rephaima. – Alice kochanie, nad czym tak myślisz…? – spytał szeptając jej do ucha.

    Conor tymczasem, przysiadł się w milczeniu do stolika przy którym siedziała Mily z Tristanem, mierząc ich przez chwilę ciekawskim spojrzeniem, które po chwili również przeniósł na pannę młodą.
    avatar
    ATLANTYDA
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 345
    Join date : 31/12/2014

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by ATLANTYDA on Pią Cze 05, 2015 4:12 pm

    Kiedy wampirzyca podeszła do narzeczonego, który już niebawem narzeczonym być przestanie, bowiem stanie się mężem, ta splotła z nim palce, rumieniąc się mimowolnie na to, iż pocałował ją w dłoń, po czym wspólnie z nim odwrócili się przodem do szczupłego acz wysokiego mężczyzny w średnim wieku, którego włosy oprószone już były siwizną, a który miał złączyć ich losy po sądny dzień.
    - Proszę o powstanie - zabrał głos, co spowodowało iż niemal natychmiast słychać było szmer odsuwnych krzeseł (tylko Jane i Vika siedziały z wiadomych względów), po czym odchrząknął, nim podjął: - Zebraliśmy się tutaj... - zaczął pastor, omiatając spojrzeniem ludzi, którzy w milczeniu obserwowali ceremonię - ...aby połączyć węzłem małżeńskim tą piękną, zakochaną bez pamięci parę - uśmiechnął się ciepło do Rephaima i Kateriny, zerkając na nich zza grubych szkieł okularów. - Dlatego osoby, które są temu przeciwne, proszę o zabranie głosu teraz, albo niech zamilkną na wieki... - dodał, zerkając po zgromadzonych, jednak ci milczeli, wpatrując się w tą scenę. - Nie przedłużając więc - odezwał się po kilku, zdawałoby się dłużących sekundach, po czym znów zwrócił się do pary: - Moi drodzy, Katerino, Rephaimie, teraz nadszedł czas, byście przekazali drugiej połówce słowa waszej przysięgi - dodał, zachęcająco zerkając na prześmiewcę.
    Zarówno wampirzyca jak i prześmiewca wymówili słowa, jakie przygotowali sobie już jakiś czas temu, a po których wymienili się obrączkami. Obie wypowiedzi były piękne, iż niektórym z gości popłynęły nawet łzy, a wszyscy ciepło uśmiechali się na cudowne treści przysięgi. Po chwili znów głos zabrał pastor:
    -  Słowa Świętego Pawła mawiają:
    Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
    Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
    I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
    Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
    Miłość nigdy nie ustaje.
    Nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
    Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
    Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
    Gdy byłem dzieckiem: mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
    Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz.
    Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, te trzy. Z nich zaś największa jest miłość - zacytował fragment Pisma w takt spokojnej i cichej melodii, przygrywanej na pianinie gdzieś w oddali. - Małżeństwo zostało zawarte. I oby miłość wieczna była - pastor znów uśmiechnął się ciepło, młodzi złączyli wargi w subtelnym pocałunku, a w sali rozbrzmiały oklaski.
    Również przytoczenie tych słów sprawiło, iż kolejne łzy spłynęły po policzkach, a pary nawet, co poniektóre, zerknęły po sobie z czułymi uśmiechami widocznymi na ustach. Następnie wszyscy... a przynajmniej ci co mogli... wznieśli toast lampką szampana. Po nim nastąpił czas na życzenia i wręczenie prezentów, by gładko przejść do tego, iż para młoda została zaproszona przez wodzireja, by zatańczyła pierwszy taniec, dlatego wszyscy zgromadzili się wokół parkietu, gdzie młode małżeństwo zaczęło swój układ w tak cudownej piosenki... Po tańcu było miejsce na posiłek, przy którym dokończono składać życzenia, wręczać prezenty, a nawet był czas na "gorzko-gorzko", a po nim wampirzyca rzuciła bukietem, który trafił wprost w dłonie Evy. Następnie Katerina szybko przebrała się w coś wygodniejszego, by ruszyć z mężem w podróż, co goście uwiecznili obsypaniem ich ryżem tudzież innym drobnym czymś...

    ---> Gdzieś, gdzie jest pięknie, ciepło i gdzie można dużo zwiedzać / Katrep
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Pią Cze 05, 2015 9:13 pm

    Całe zgromadzenie miało już odpowiedzieć swoim rozmówcom, jak para młoda właśnie weszła na sale, co spowodowało niemal natychmiastowe ucichnięcie rozmów i milczenie całego towarzystwa weń obecnego, które przybyło celebrować tą uroczystość. Uwaga bowiem skupiła się na ceremonii, która właśnie się rozpoczęła. Kiedy pastor poprosił, by wszyscy wstali, cała sala zgodnie to zrobiła, a jedynie ciężarne kobiety wciąż siedziały. Po zakończonej ceremonii wszyscy dołączyli się do braw, które właśnie zawrzały na sali, a następnie z prezentami podeszli złożyć życzenia. Kiedy tylko skończyli, powracali na swoje miejsca, z których obserwowali przepiękny taniec pary, a w tym czasie obsługa podała im lekkie pierwsze danie tego wieczora. Zajadali się ze smakiem, a w połowie posiłku ktoś wzniósł pierwszy toast za już małżeństwo, na co ci tradycyjnie złączyli usta w namiętnym pocałunku. Wampirzyca ulotniła się na minutę, by zmienić strój, a następnie z Rephaimem udali się w podróż poślubną, po drodze piszcząc gdy rzucali w nich czymś drobnym, a przyjęcie dopiero się zaczęło...

    - - - - -

    Kalona uśmiechnął się tajemniczo pod nosem, widząc jak goście dobrze się bawią. Wiedział, że właśnie tego oczekiwałaby... a właściwie to oczekuje para młoda. By goście bawili się dobrze, i by wyszli tak samo radośni jak i wymęczeni w dobrym tego słowa znaczeniu. Ciekaw jednak był tego, gdzieś podświadomie, czy wykorzystają prezent w postaci eliksiru, który uczyniłby Bułgarkę płodną, choć na jakiś czas. Z nieschodzącym z ust uśmiechem złapał delikatnie za dłoń ukochaną, zerkając pytająco w jej oczy.
    - Czy uczynisz mi zaszczyt, Aniele, i zatańczysz ze mną choć jeden taniec? - zamruczał, zerkając w jej oczy. - Acz zrozumiem, jeśli nie dasz rady. Karence emocje się udzielają, podobnie jak nam, iż stała się aktywna - dodał, śmiejąc się cicho pod nosem i przesuwając dłonią po brzuchy narzeczonej delikatnie, rozkoszując się maleńkim pagórkiem, który wysunęła jego córeczka.

    Seneca wolnym krokiem podszedł do Aishy, po drodze poprawiając mimowolnie garnitur. Zerknął na Vincenta z niewielkim uśmiechem, bowiem wiedział iż to on czuje się za nią odpowiedzialny, po czym raz jeszcze spojrzał na piękną elfkę.
    - Aisho, zechcesz podarować mi chwilę swojego czasu na taniec? - zagadnął, wysuwając w jej stronę dłoń.

    Ronald po kolejnym drinku, acz i tak mało do tej pory wypił, podszedł do Audrey, po czym bezprecedensowo złapał ją za dłoń, którą puścił niemal natychmiast, jak wykonał wampirzycą piruet. Pytająco zerknął w jej oczy z tajemniczym uśmiechem.
    - Jak bardzo twój ojciec będzie chciał mi urwać głowę, jakbym porwał jego piękną córkę na jeden taniec? - uśmiechnął się do niej tajemniczo, zerkając pytająco w jej oczy.

    Shikamaru siedział przy Vice, co w sumie było mu na rękę mimo tego iż uwielbiał tańczyć, bowiem ta do tej pory nie czuła się na siłach, by móc wstać i zatańczyć coś w energiczne rytmy, acz kiedy kapela zaczęła przygrywać wolniejszą melodię wstał i ze skłonem wyciągnął ku niej dłoń.
    - Jeden wolny taniec nie powinien ci zaszkodzić - zamruczał, zerkając w jej oczy.

    Tristan, zgodnie z zaleceniami cudownej Emily, tylko ją widział tego wieczora. Po prawdzie i tak trudno by mu było wskazać kobietę piękniejszą dla jego oka od tej urokliwej, a posiadającą przy tym cudowny, wojowniczy charakter, kobiety. Właśnie wykonywał nią obrót, bowiem dała się namówić na kolejny taniec po krótkiej przerwie, kiedy przyciągał ją do siebie.
    - Wiesz, moja droga Emily, jesteś najpiękniejszą kobietą tutaj, na sali. A przy tym imponujesz mi swoim charakterem - uśmiechnął się do niej, zerkając jej w oczy. - Cieszę się, że pozwoliłaś mi się wytłumaczyć i dziękuję za szansę - dodał, skinąwszy krótko głową.

    Hamid uśmiechnął się do Uriany, zerkając na nią spod oka. Ponieważ do tej pory broniła się przed tym, by z nim zatańczyć, by w ogóle zatańczyć z kimkolwiek, bowiem Hamid po tą porę raptem raz się jej o to zapytał, za to kilku braci owszem, i większości odmawiała, postanowił znów spróbować. Wstał, w skłonie wysunął dłoń w stronę białowłosej elfki, po czym z uśmiechem i łagodnym tonem zapytał:
    - Może zaszczycisz mnie, moja droga Uriano, choć jednym tańcem?

    Magnus wychylił kolejny, acz pierwszy od toastu z młodymi kieliszek, po czym zamruczał delektując się smakiem delikatnego ciastka, po czym zerknął na Amelię, która upijała właśnie łyka ze swojej szklanki. Zaśmiał się cicho, łapiąc ją w pasie i przyciągając ją do siebie bliżej.
    - Może pójdziemy na parkiet..? - zamruczał do jej ucha. - O ile chcesz, najdroższa... - dodał, delikatnie całując ją w policzek. Po chwili jednak wstał, łapiąc ją za dłonie i nie czekając na potwierdzenie czy też zaprzeczenie tejże propozycji, delikatnie uchwycił jej dłoń, po czym pociągnął ją delikatnie na parkiet, a kiedy tylko się tam znaleźli wykonał ukochaną delikatny piruet.

    Henrik, do tej pory będący pasywny, jedynie siedział przy stoliku i obserwował otoczenie, uśmiechnął się tajemniczo do Daviny, która wciąż siedziała przy nim, a którą polubił, można by rzec iż od pierwszego wejrzenia. Następnie wstał, skłonił się i wysunął ku niej dłoń.
    - Mogę prosić piękną istotę o jeden taniec? - zapytał się łagodnie, z nieschodzącym z ust uśmiechem zerkając w jej cudowne, piękne oczy, bowiem jak do tej pory nie tańczył, tak teraz postanowił się jednak przełamać i poprosić uroczą, acz niebezpieczną i potężną towarzyszkę o to, by towarzyszyła mu choćby przy jednym tańcu.

    Finn z Amy siedzieli przy stole, rozmawiając o wszystkim, jak też o niczym, obserwując bacznymi spojrzeniami otoczenie i bawiących się ludzi. Pierwotny nawet analizował emocje, bowiem chyba po raz pierwszy czuł tyle radości i szczęścia w jednym czasie. Ponieważ większość panów albo poprosiła do tańca, albo już tańczyła z kobietami, postanowił nie być gorszy, dlatego wstając wysunął dłoń w stronę ciemnowłosej druidki.
    - Może i my dołączymy do tańca, moja droga? - zagadnął, unosząc nieznacznie kąciki ust.

    Rebekah z Thomasem wolno kołysali się na parkiecie, w rytm melodii, która sprawiała, iż taniec przychodził im z łatwością, czy też raczej tak się czuli, bowiem muzyka właśnie grana trafiała doskonale w ich gusta.
    - Cudowna uroczystość - szepnęła, po czym zerknęła na ukochanego. - Cudowny mężczyzna u boku... - zamruczała, spoglądając w jego oczy. - Czegóż chcieć więcej..? - uśmiechnęła się tajemniczo, całując go w czubek brody, a po tym całusie wykonała zgrabny piruet.

    Eva tańczyła z Lefranem w najlepsze, kiedy nagle piosenka zwolniła tempa, dlatego wampirzyca przylgnęła ciałem do ciała ukochanego. Zamruczała z rozkoszą na to uczucie, zerkając w jego oczy. Do tej pory nie domyślała się, o co może chodzić prześmiewcy i dlaczego tak się stresuje, nawet bardziej niż para młoda się stresowała! Zaśmiała się cicho, kiedy wykonywała piruet, po czym znów przylgnęła do niego ciałem.
    - Gdybym wiedziała, że taki z ciebie dobry tancerz, mój drogi... - zamruczała, wpatrując się w jego oczy. - Jesteś piękny, a jak na swoje... gabaryty... tańczysz tak, jakby to nie było nic trudnego - dodała z cichym chichotem.

    Esmeralda uśmiechnęła się nieśmiało, zerkając na Elijaha spod oka. Ukradkiem nawet spojrzała na Evę, po czym znów przeniosła spojrzenie na ukochanego, złapała go delikatnie za dłoń i zerknęła w jego oczy.
    - Piosenka idealna do tańca więc... może i my dołączymy..? - nieśmiało uśmiechnęła się, gestem głowy wskazując parkiet.

    Alexander z Vanessą z gracją wirowali na parkiecie, a kiedy melodia nieco zwolniła, wampir przyciągnął ukochaną do siebie, po czym nie mogąc się powtrzymać, złożył na jej ustach delikatny, acz zmysłowy pocałunek, nim zsunął się dłońmi na jej biodra.
    - Gdzież nauczyłaś się tak tańczyć, najdroższa? - zamruczał, zerkając przez kilka długich sekund w jej oczy, nim wykonał ją piruet, co sprawiło iż jej suknia cudownie zawirowała wokół niej, a sama druidka pełna gracji i uroku wyglądała na delikatną i piękną istotę, dla której taniec to coś lekkiego i prostego.

    Maya poprawiła suknię oraz włosy, bacznym spojrzeniem obserwując okolicę. Chciała dołączyć do tańczących, ale nie chciała dołączyć sama, dlatego też podeszła do Fritra, do którego uroczo się uśmiechnęła.
    - Cóż, mamy białe czasy i równouprawnienie, potemu pytam: uczynisz mi ten zaszczyt - tu nieco teatralnie dygnęła - i pójdziesz ze mną zatańczyć?

    Erik nie lubił tańczyć, dlatego siedział przy stoliku i raz po raz upijał łyka wina, bowiem wódki unikał ze względu na smak, choć czasami zdarzyło się mu i jej napić. Obserwował bawiących się ludzi z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach. Zerknął na Connora, który siedział na krześle obok, a który podobnie jak on pozostawał jedynie obserwatorem.
    - Widzę, mój towarzyszu, iż nie tylko mnie nie ciągnie do tańca... - stwierdził fakt z uśmiechem, przenosząc spojrzenie na pełny parkiet.

    Lydia z cichym chichotem złapała Petera za dłoń, i nie pozwalając mu zaprotestować, przyciągnęła go do siebie, po czym zaczęli się wolno kołysać w rytm melodii, jaką przygrywała całkiem uzdolniona kapela, a która właśnie brzmiała w głośnikach na sali.
    - Przecież wiem, że umiesz tańczyć, kochanie - zaśmiała się cicho, splatając palce na jego karku. - To raczej ja się powinnam obawiać, czy nie podepczę ci stóp choćby... - dodała, rumieniąc się na policzkach i zerkając w jego cudowne, spokojne oczy.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Sob Cze 06, 2015 12:45 am

    Camy spojrzała na Klausa z ciepłym uśmiechem.  Całą ceremonię zastanawiała się nad odpowiedzią Klausa .
    - Przez całe tysiącletnie życie myślałeś o tym tylko raz? – spytała zawieszając wzrok na jego granatowych oczach. – I dziękuję, że mnie tu zabrałeś Klaus.
     
    Kol uniósł brew w geście zdziwienia i wbił spojrzenie w oczy Zanyi.
    - Jestem jakby gówniar naprzeciwko ciebie – mruknął, zerkając na Henrika i Davinęm z ukosa. – No popatrz – wskazał dłonią na parę. – Mój brat mi laskę spod nosa sprzątnął…  Tak się nie godzi… będzie odbijaniec  Henriku! – krzyknął za bratem, po czym spojrzał na Zanye. – Twoje umiejętności są niezwykłe… masz ochotę zatańczyć? – spytał, widząc jak pary pomału wstają od stołu.
    Elijah posłał Zanyi uśmiech, po czym wstał wolno z miejsca, gdyż Esme chciała zatańczyć.
    - Uważaj na niego, to pies na kobiety, podrywacz ale za to wyborny tancerz. Wybaczcie – zamruczał, wychodząc z Esme na środek sali po czym, puścił się wraz z nią w wir tańca. – Stresujesz się Evą?
     
    Emily westchnęła cicho na słowa Audrey. Przez chwilę na jej twarzy pojawił się smutek, gdyż lubiła tę dziewczynę i zawsze traktowała ją jak córkę. Jednak teraz, kiedy Klaus po raz kolejny pokazał jej gdzie jej miejsce w szeregu, nie miała zamiaru odpuścić i postępować zgodnie z jego własnymi słowami. Po chwili jednak z zadumy wyrwał ją Tristan, który poprosił ją do tańca. Jego komplementy sprawiły, że poczuła się dziwnie i chociaż nieufnie je przyjmowała, było jej miło.
    - Nie podlizuj się Tristanie – odparła z uśmiechem. – Nie mniej jednak dziękuję. Poza tym każdy zasługuje na szansę. Nikt nie powinien skreślać nikogo za jeden błąd, tym bardziej jeśli o tę szansę prosi – dodała, po czym opuściła głowę cicho wzdychając. – Gorzej jeśli ktoś ma to w dalekim poważaniu i każdą z danych mu szans traktuje jako okazanie mu swej słabości…
     
    Murat po skończonej ceremonii wzniósł toast, po czym w lekkim skłonie wysunął dłoń ku Cirilli.
    - Czy uczynisz mi księżniczko zaszczyt i zechcesz zatańczyć ze zwykłym szewczykiem?
     
    Priyanka popłakała się jak dziecko, przyglądając się całej ceremonii. Nigdy nie widziała ślubu, a ten był jak dla niej czymś wyjątkowym i pięknym. Chłonęła każde wypowiedziane słowo z wypiekami na twarzy, a kiedy emocje opadły, a pary wolno ruszały na parkiet, przyglądała się jak  jeden z prześmiewców porywa Aishę do tańca.
    - Idź i baw się dobrze – szepnęła do niej, ciepło się uśmiechając.
    Aisha podała dłoń prześmiewcy i spojrzała niepewnie w jego oczy.
    - Z przyjemnością – odparła.
     
    Kama przeniosła spojrzenie na Vjerana przez chwilę milcząc.
    - Czy bym chciała? A kogo to obchodzi Vjeran… Kto chciałby takiego niewypała jak ja? Już się pogodziłam, że biała sukienka nie jest mi pisana – westchnęła, ponownie przenosząc spojrzenie na młodych, którzy właśnie rozpoczynali ceremonię.
     
    Alice spojrzała na Ferrana wtulając się po krótkiej chwili w jego ramię.
    - Pierwszy raz widzę zaślubiny – odparła niemal szeptem. – Kiedyś  wyobrażałam sobie ten dzień, było to strasznie dawno temu i właśnie sobie uświadomiłam, że jestem starą panną  - westchnęła.
     
    Jane uśmiechnęła się pogodnie poczym wolno wstała z miejsca podając dłoń swojemu aniołowi.
    - Oczywiście – odparła. – A Karenka lgnie do twojej dłoni. Jutro poznasz ją lepiej kochanie – zaśmiała się tajemniczo, wychodząc zza stołu.
     
    Uriana pokręciła głową w niedowierzaniu, godząc w Hamida burszowskim spojrzeniem
    - Nie odpuścisz, co? – mruknęła, po chwili wsuwając palce w jego dużą i ciepłą dłoń. – Niech ci będzie, bo Itak zakładam, że nie dasz mi spokoju – westchnęła, kręcąc głową w niedowierzaniu.
     
    Amelia wyciągnięta na parkiet, zaśmiała się, a po wykonanym piruecie przylgnęła ciałem do Magnusa, wolno kołysząc się wraz z nim w rytm muzyki.
    - Jesteś szalony – mruknęła. – I dobrze tańczysz…
    Thomas trzymając  Bekhę w ramionach nie mógł oderwać od niej oczu.
    - Nie cudowny tylko przeciętny kochanie, przy tobie aż za bardzo przeciętny… Wiesz, że wyglądasz dziś pięknie? – spytał, przesuwając dłonią po jej zaróżowionym policzku. – Czego chcieć więcej? Hmmm… może… dodatku do pierścionka zaręczynowego?
     
    Vanessa poddawała się rytmom muzyki i delikatnym dłoniom wampira, który był doskonałym prowadzącym w tańcu.
    - Jeśli kobieta ma w tańcu dobrego prowadzącego, zatańczy tak jak ja poprowadzi, a więc tańczę tak jak mnie prowadzisz mój drogi, co świadczy o tym, że nie ja jestem doskonałą tancerką, lecz ty doskonałym tancerzem – odparła z uśmiechem, spoglądając w jego cudne oczy.
     
    Fritr zaskoczony propozycją Mayi wstał od stłu i skłonił się nisko delikatnie ujmując jej dłoń.
    - Cała przyjemność po mojej stronie – odparł, obejmując ją w pasie i prowadząc na parkiet, zerknął na jej elegancką kreację. – Pięknie dziś wyglądasz Mayiu.
     
    Peter przez chwilę pląał jak baletnica w zadużych butach, próbując przedrzeźniać się z Lydią, jednak kiedy stwierdziłą, że wie iż umie tańczył spowazniał i zaczął delikatnie kołysać się w rytm muzyki.
    - No dobraprzejżałaś mnie… - odparł subtelnie się uśmiechając. – Coś tam umiem… chyba, a jak panienka nadepnie mi napalca… nadepnę i ja panience, będziemy kwita.

    <--------------???/ Asterix 
    Spóźnił się na ceremonię, jednak przyszedł na wesel, po drodze dołączając swój prezent do góry prezentów jaka stałą w kącie sali. Rozejrzał się po zgromadzonych po czym zaczął kroczyć pomiędzy stołami szukając swojego miejsca.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Sob Cze 06, 2015 1:57 am

    Audrey porwana do tańca, przez jakiegoś prześmiewcę, nie miała pojęcia co się dzieje. Kiedy wykonał nią piruet i w końcu ja puścił, spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem.
    - Czy wy wszyscy jesteście tacy… pewnie siebie i robicie co chcecie? – zapytała, lecz po chwili jej spojrzenie złagodniało. – Jeden niewłaściwy ruch i może być gorąco – dodała w odpowiedzi, pozwalając się prowadzić. – Raz pozwolił sobie spuścić mnie z oka i myślę, że więcej tego nie zrobi – westchnęła cicho.

    Vika nie czuła się na siłach, a cała ta impreza dawała jej się coraz bardziej we znaki. Nie chciała jednak zawieść Shikamaru, dlatego wstała wolno i udała się wraz z nim na parkiet.
    - Też tak uważam kochanie – powiedziała z uśmiechem. Założyła mu ręce na ramiona i wraz z prześmiewcą zaczęła wolno kołysać się w tańcu. – Lada dzień i zaczną kopać. Myślałeś już może o imionach..? – spojrzała w cudne oczy swego mężczyzny z zaciekawieniem.

    Davina spojrzała na Henrika, odwzajemniając uśmiech.
    - Byłabym niemądra, gdybym odmówiła tak szarmanckiemu mężczyźnie – wyciągnęła dłoń w jego kierunku, pozwalając się wyciągnąć na parkiet. Delikatnie przywierając do ciała pierwotnego, wsłuchała się w rytm wolnej, przyjemnej melodii i ponownie spojrzała mu w oczy. – Co widzisz w moim spojrzeniu, że tak się w nie wpatrujesz? – spytała zaciekawiona.

    Amy siedziała z zadowoleniem przy stole, obserwując tańczących gości. Kiedy jednak nagle Finn poprosił ja do tańca, spojrzała na niego wielkimi oczyma.
    - Jesteś pewien, że chcesz ze mną tańczyć? – zachichotała cicho, lecz podała mu dłoń. – No dobrze, chodźmy, nie odmówię przecież największemu dżentelmenowi z rodziny pierwotnych – dodała z uśmiechem.

    Lefran uśmiechnął się na słowa Evy, choć w środku szalało w nim tornado wielkości kuli ziemskiej, które powodowało coraz to większe zniszczenia w spokoju i opanowaniu prześmiewcy. Cieszył się, że tańce są szybkie lecz kiedy muzyka nagle zwolniła, przełknął nerwowo ślinę, mocniej obejmując ukochaną.
    - Bo to nie jest nic trudnego – odpowiedział ze spokojem, mając nadzieję, że wytrzyma jeszcze chwilę, aż muzyka się skończy i będzie w końcu mógł mieć oświadczyny za sobą. – Jeśli chcesz, możemy wybrać się w najbliższym czasie na tańce. Chętnie trochę rozładuje stresa ze swoim małym, ślicznym, prywatnym wulkanikiem… - uśmiechnął się, poruszając zawadiacko brwiami.

    Conor siedział na krześle, obserwując salę ze spokojem w oczach. Chciał się rozeznać w otoczeniu i jeszcze lepiej poznać rasy o których dowiadywał się z dnia na dzień coraz więcej.
    - W istocie – przytaknął krótko na słowa mężczyzny. – Tak czy inaczej, piękna uroczystość. Musiałem tu przyjść, gdyż okazja wydawała się być wyjątkowa.

    Klaus przez chwilę obserwował prześmiewcę, który porwał mu córkę do tańca, jednak postanowił dać jej trochę swobody. Skierował wzrok na Cami i wysunął dłoń w jej stronę, z delikatnym uśmiechem na twarzy.
    - Nie musisz mi dziękować, to ja jestem zaszczycony tym, że zgodziłaś się przyjąć moją propozycję na to wesele, mimo dość burzliwego poranku… A teraz, czy mogę prosić pięknego anioła do tańca? Obiecuję, że wrócimy do twojego pytania – powiedział, przyglądając się blondynce ze spokojem.

    Zanya jedynie uśmiechnęła się na słowa Elijaha, przenosząc wzrok na Kola.
    - Mój drogi, z tobą? Oczywiście, że chcę i zatańczę bardzo chętnie, nie dam się prosić drugi raz – posłała uśmiech wampirowi, wstając od stołu. – Prowadź mój przystojny towarzyszu… - dodała, spoglądając mu w oczy zalotnie.

    Na słowa Murata, Ciri poczuła jak oblewa się rumieńcem. Prosząc ją do tańca, skomplementował ją w taki sposób, że po raz pierwszy poczuła się naprawdę wyjątkowa.
    - Oczywiście mój przystojny szewczyku – uśmiechnęła się do niego, lekko przygryzając wargę i podała mu rękę. Miała ochotę być jak najbliżej niego, a to była idealna okazja.

    Vincent cały czas obserwował Priyankę, a kiedy jej siostra została porwana do tańca, on również postanowił być nie gorszy. Wstał, odchrząkając cicho, po czym wyciągnął dłoń w kierunku swej ślicznej towarzyszki.
    - Będę zaszczycony skarbie jeśli zechcesz mi towarzyszyć w tańcu… - spojrzał na nią z subtelnym uśmiechem na ustach.

    Vjeran zmarszczył czoło, słuchając rewelacji wypowiadanych przez Kamę. Wstał i przyciągnął ją mocno do siebie, kierując się z nią wprost na parkiet.
    - Ukradnę ci taniec ślicznotko.. – mruknął, całując ją w policzek. – A co do twojej odpowiedzi… Mnie obchodzi. Gdyby mnie to nie interesowało, nie pytałbym i do cholery, przestań się użalać nad sobą, bo tak się składa, że mi się podobasz, gdybyś jeszcze tego nie zauważyła. Ostatni wspólny tydzień, wiele zmienił w moim życiu.. myślę, że chciałbym żeby tak zostało. Póki przy mnie jesteś, bardziej mi się podoba… - westchnął, patrząc na nią poważnym wzrokiem.

    Na słowa Alice, Ferran pokręcił głową w niedowierzaniu.
    - Starą panną… - powtórzył po elfce, po czym podniósł się z krzesła i wyciągnął rękę w jej kierunku. – Co prawda tancerz ze mnie wyjątkowo marny, ale nie mogę pozwolić, byś siedziała tu sama i zamartwiała się rzeczami, które mogą jej się jeszcze przydarzyć w życiu – dodał, sprawiając wrażenie opanowanego i spokojnego. – Czy zechcesz mi towarzyszyć, moja piękna, stara panno?
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Sob Cze 06, 2015 2:31 pm

    Kalona delikatnie ujął dłoń ukochanej, po czym wolno poprowadził ją w stronę parkietu. Wyglądała przecudownie, iż wciąż nie mógł się na nią napatrzeć, i nie widział nikogo innego jak ją. Była przy tym tak delikatna, subtelna i zmysłowa, iż chciał ją otoczyć troską i miłością, jak jeszcze nikogo nie obdarowywał. Jego anioł po prostu zawrócił mu w głowie...
    - Cóż masz na myśli mówiąc, iż jutro poznam ją lepiej? - zagadnął łagodnym tonem, z uśmiechem widocznym na ustach, przyciągając ją delikatnie do siebie i wolno kołysząc się w rytm muzyki.

    Seneca, odwzajemniając spojrzenie, delikatnie ujął dłoń Aishy, po czym wziął ją pod ramię i skierował się na parkiet. Kiedy tylko się na nim znaleźli, korzystając z wolnej melodii, przyciągnął ją do siebie, jednak na tyle, by nie czuła się skrępowana. Jak każda elfka, Aisha była drobną, acz niezaprzeczalnie piękną kobietą, a jej duże, wspaniałe oczy sprawiały, iż nie mógł oderwać od nich spojrzenia.
    - Mam nadzieję, moja droga, że dobrze się bawisz..? - zagadnął z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach.

    Ronald, widząc jak Audrey posyła mu zapewne w zamyśle mordercze spojrzenie, zaśmiał się cicho, a słysząc o tym jak wspomina o ojcu, zerknął ukradkiem na Klausa, po czym spojrzał na Audrey raz jeszcze, unosząc zawadiacko brew.
    - To jest... zapisane w naszej... naturze - odparł na jej pytanie, uśmiechając się pod nosem. - Poza tym, do odważnych i pewnych siebie świat należy, nie? - dodał, wykonują wampirzycą kolejny piruet. - Muszę też przyznać, iż wyglądasz cudownie w tej sukience - dodał, omiatając ją spojrzeniem, a na jego ustach widniał tajemniczy uśmiech.

    Shikamaru zamruczał cicho pod nosem, kiedy Vika zarzucała mu dłonie na szyję. Nie chciał jej męczyć, dlatego postanowił, iż będzie to tylko jeden taniec, bowiem wiedział doskonale, iż wampirzyca wolałaby siedzieć, gdyż dwa duże maleństwa lada chwila zaczną się rozpychać. Zamurowało go jednak, kiedy ta zapytała się o imiona dla ich potomstwa.
    - Umm... - zamyślił się na chwilę, delikatnie kołysząc się w tańcu. - Co powiesz na... Ayana dla córy i Liam dla syna? - zagadnął, przeszukując w myślach imiona, jakie wpadły mu do głowy.

    Tristan poprowadził Emily na parkiet, uznając to, iż powiedziała że się podlizuje, jako przytaknięcie na jego propozycje, a korzystając ze stonowanej melodii, przyciągnął ją do siebie, zaczynając się w jej takt wolno kołysać.
    - Nie podlizuję się, Emily - odparł, z niewielkim uśmiechem zerkając w jej oczy. - Opisuję tylko to, co widzę - dodał, unosząc zawadiacko lewy kącik ust. Kiedy powiedziała kolejne słowa, westchnął cicho, na chwilę pogrążając się w zamyśleniu. Wolno kołysali się w rytm wolnej muzyki, co mu odrobinę ułatwiało myślenie. - Emily, nie znam... zawiłości waszych relacji - odparł z cichym westchnieniem. - Jednak, jeśli mogę jakoś pomóc, wynagrodzić to... uprowadzenie... nie wahaj się prosić - dodał, uśmiechając się do niej całkiem ciepło.

    Hamid zaśmiał się cicho na jej spojrzenie, które co prawda było groźne, ale nie zniechęcało prześmiewcy, by z nią zatańczyć czy też by po prostu przy niej przebywać. Kiedy wsunęła drobne palce w jego dłoń, uśmiechnął się do niej ciepło, po czym poprowadził w stronę parkietu.
    - Wyglądasz pięknie... - szepnął, omiatając ją spojrzeniem. Uriana w istocie, w tej kreacji wyglądała dostojnie i elegancko, co dodawało jej czegoś, może owej dostojności i szlacheckiego wyglądu, co podobało się Hamidowi. - Dziękuję, że ze mną przyszłaś - dodał, zerkając w jej oczy i pomagając w piruecie, po którym przyciągnął ją do siebie.

    Magnus zaśmiał się cicho na jej słowa, a kiedy przylgnęła do niego ciałem, delikatnie zadżal, poddając się tej bliskości.
    - Tak, możliwe iż jestem wariatem, bowiem oszalałem na twoim punkcie - zaśmiał się cicho pod nosem Indonezyjczyk, po czym zerknął w oczy ukochanej. - Ale podobno tylko wariaci są coś warci... - zamruczał półtonem, składając na jej ustach subtelny i szybki pocałunek, wciąż wolno kołysząc się w tańcu z elfką. Kiedy oderwał się od jej ust, znów pomógł jej w piruecie, obserwując jak z gracją płynie po parkiecie.

    Henrik zerknął na brata spod oka, kiedy ten powiedział, iż możliwe jest, że za jakiś czas poczyni odbijanego. Zaśmiał się cicho, po czym skierował się wraz z druidką w stronę parkietu. Kiedy Davina przylgnęła do niego ciałem, zamruczał cicho, po czym zastanowił się nad jej pytaniem, na które sam nie potrafił odpowiedzieć.
    - Co widzę? - powtórzył jej pytanie. - Widzę piękno, doświadczenie, mądrość i inteligencję - zamruczał, zerkając w jej oczy z niewielkim uśmiechem. - Widzę subtelność, niewinność i delikatność, acz przy tym siłę i potęgę - mówił, po czym pomógł Davinie zrobić niewielki piruet. - Po prostu widzę... coś... wprost cudownego - zamruczał, przyciągając ją raz jeszcze do siebie.

    Finn zaśmiał się cicho pod nosem, na niedowierzanie, tak samo widoczne w oczach, jak i doskonale wyczuwalne, ze strony Amy, które poczuł jak tylko usłyszała, iż prosi ją do tańca.
    - Gdybym nie był tego pewien, zapewne bym cię nie zaprosił do tańca, moja droga - uśmiechnął się do niej, delikatnie zaciskając palce na jej dłoni, po czym udał się z druidką na parkiet, gdzie zaraz po obrocie, przyciągnął ją do siebie. - Skąd to niedowierzanie, moja droga..? - zapytał się, bowiem odrobinę mu to nie zdawało spokoju. - Nie lubisz tańczyć? - zapytał się, zerkając w jej oczy pytająco.

    Rebekah również nie potrafiła oderwać oczu od Thomasa, który w jej oczach był najcudowniejszym i najprzystojniejszym wampirem, oraz w ogóle mężczyzną, a przy tym był cudowny, troskliwy. Na jej komplement zarumieniła się na policzkach, czego nie uniknęła nawet mimo makijażu, a co przybrało na sile, kiedy ten przesunął dłonią po owym rumieńcu.
    - Dziękuję - odparła z nieśmiałym uśmiechem, zerkając w jego ciemne oczy. - Dodatku do pierścionka..? - zamyśliła się na chwilę, uśmiechając się tajemniczo. - Hm, kto wie, może i tego trzeba chcieć - zaśmiała się cicho, po czym wykonała niewielki obrót. - Trzeba wolno myśleć nad weselem. Naszym. Nie sądzisz..? - zamruczała, zerkając w jego oczy.

    Eva, wciąż lekko kołysząc się w tańcu, prowadzona przez prześmiewcę, który był doprawdy znakomitym tancerzem, poddawała się mężczyźnie i łagodnym tonom, granym przez orkiestrę. Wsłuchując się w słowa Lefrana, zaśmiała się cicho na jego słowa, kręcąc w niedowierzaniu głową pod nosem.
    - Ale czym się stresujesz, słońce? - zerknęła w jego oczy z czułym i ciepłym uśmiechem. - Przecież nie masz czym, kochanie, więc nie rozumiem skąd to spięcie - dodała, zerkając na niego badawczo, mimo uśmiechu który nie schodził z jej twarzy. Czekając na odpowiedź, przylgnęła do niego ciałem, po czym zrobiła niewielki piruet, by znów przysunąć się do ukochanego.

    Esmeralda westchnęła cicho, przylegając ciałem do ciała pierwotnego. Zamyśliła się nad jego pytanie, pokrótce zerkając na Evę. Widząc jak tańczy z Lefranem uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, przenosząc spojrzenie na Elijaha.
    - Trochę... - szepnęła nieco niepewnie. - Cóż, jest dorosła, to jej życie więc niech podejmie sama decyzję, czy tego chce - uśmiechnęła się nieznacznie, zerkając znów na Elijaha. - Dobrze tańczysz - szepnęła, dając się mu poprowadzić.

    Alexander zamruczał z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach, kiedy odwzajemniał spojrzenie, a kiedy Vanessa skomplementowała jego taniec. Przesunął dłonią po jej ramieniu, przyciągając ją bliżej siebie i pocałował ją w skroń, splatając z nią palce.
    - Co nie zmienia faktu, iż poruszasz się z gracją, najdroższa. A tego nie można się nauczyć - uśmiechnął się czule, zerkając w jej oczy. - Acz dziękuję za tak miłe, a przy tym nie prawdziwe, słowa - dodał, śmiejąc się cicho pod nosem.

    Maya zarumieniła się delikatnie na jego komplement, jednak uśmiechnęła się ciepło na jego słowa, zerkając w jego oczy. Skinęła głową, nim znalazła język w ustach, na co cicho zaśmiała się nawet pod nosem.
    - Dziękuję, Fritr - podziękowała za komplement. - Również wyglądasz... urokliwie - uśmiechnęła się do niego, delikatnie drżąc pod jego dotykiem. - Mam nadzieję, że lubisz tańczyć i dobrze trafiłam..? - uniosła zawadiacko brew, po czym wykonała niewielki piruet.

    Erik zerknął na smoka z tajemniczym uśmiechem. Skinął krótko głową na jego słowa, wciąż obserwując bawiący się tłumek na parkiecie, po czym znów przeniósł spojrzenie na Conora, upijając łyka wina.
    - Tak, uroczystość była przepiękna - uśmiechnął się pod nosem. - I niezwykle zorganizowana, za co tym bardziej czapki z głów, bowiem to dość... rzadkie, by tak było zorganizowane.

    Lydia zaśmiała się cicho pod nosem, na nagłe spoważnienie ukochanego, kiedy powiedziała, że przecież umie tańczyć, po czym zmarszczyła czoło, kiedy powiedział, iż odpłaci się dobrym za nadobne.
    - Dlatego cieszę się, że mam na tyle... drygu, by nie chodzić ci po palcach - zerknęła w jego oczy, po czym delikatnie pocałowała go w czubek brody. - Jesteś kochany - zerknęła w jego oczy, wykonując niewielki obrót.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Nie Cze 07, 2015 1:07 pm

    Cami uśmiechnęła się, podając dłoń Klausowi. Była tu osobą towarzyszącą, co zobowiązywało ją do dotrzymywania kroku Klausowi, poza tym lubiła tańczyć i lubiła Klausa.
    - Cała przyjemność po mojej stronie Klaus - odparła, podążając za Klausem.

    Kol na słowa Zani również uśmiechnął się szeroko i prowadząc ją w głąb sali po chwili delikatnie przyciągnął ją do siebie, zerkając z zainteresowaniem w jej duże oczy.
    - A więc smoko-wampir - zamruczał. - Co za hultaj skrzywdził tak uroczą, młodą damę?

    Murat wraz z Ciri po nie długiej chwili, wolno kołysali się w rytm muzyki. Przyciągnął dziewczynę do siebie, delikatnie przesuwając dłonią po jej plecach.
    - Jak się teraz czujesz kotku? - spytał, wpatrując się w jej drobną buzię. - Jesteś śliczna wiesz o tym?

    Pipi bez namysłu z uśmiechem na twarzy, podała dłoń Vincentowi.
    - Oczywiście... z największą przyjemnością, mój ty aniele - odparła, podążając wraz z Vincentm gdzieś w głąb sali. - Lubisz tańczyć Vincencie? Albo oglądać, gdy ktoś dla ciebie tańczy? - spytała z tajemniczym uśmiechem na ustach.

    Kama zastygła wpatrując się w jego oczy. Nie wiedziała jak to rozumieć, ani czy rozumie to tak jak on. Przez chwilę milczała czując jak jej policzki pąsowieją.
    - Znaczy się że jak? - zaczęła. - Znaczy się że ten tego? Czy tego ten? Bo nie wiem czy dobrze rozumiem - odparła, zerkając na niego nieco nieufnie. - I co zmienił ostatni tydzień? Ty też mi się podobasz... ale to już wiesz przecież i zauważyłeś już pierwszego dnia, co nie? - dodała, czując, że jak to zwykła w stresie, zaczyna paplać co jej ślina na język przyniesie.

    Alice parsknęła śmiechem, jednak w jej spojrzeniu malowało się lekkie zaskoczenie. Podała dłoń Ferranowi i wstając z miejsca spojrzała w jego oczy.
    - Ja w ogóle nie potrafię tańczyć. Od czasu kiedy tańczyłam ostatni raz minęło mnóstwo czasu, więc jeśli nadepnę ci na palce, to z góry przepraszam. Poza tym co masz na myśli mówiąc, że zamartwiam się rzeczami, które jeszcze mogą mi się przytrafić? - spytała, posyłając mu zaciekawione spojrzenie.

    Jane ponownie uśmiechnęła się tajemniczo i przechylając głowę, spojrzała w jego oczy z czułością.
    - Jeśli ci powiem kochanie nie będzie niespodzianki - odparła. - Jutro dowiesz się wszystkiego, a rano pojedziemy do szpitala. Do pana Simona Harleya. Znasz go? - spytała delikatnie kołysząc się wraz z ukochanym w rytm muzyki. - No i muszę ci powiedzieć, że wyglądasz dziś wyjątkowo pięknie. Oczy kobiet dziś zwrócone są na najprzystojniejszego mężczyznę na sali... czyli ciebie. Chyba zaczynam robić się zazdrosna.

    Mily a tańcu rozejrzała się po sali cicho wzdychając.
    - Nie mam żadnych próśb, żadnych żali, ani porachunków. Po prostu muszę zacząć żyć swoim życiem i tyle. I o jakich zażyłościach mówisz? Bo nie rozumiem pytania? Czy znowu wlazłeś mi do głowy i bezpardonowo łazisz po moich myślach i wspomnieniach? Nie życzę sobie, abyś to robił! - syknęła.

    Uriana przez chwilę milczała. Spojrzała na niego unosząc głowę i westchnęła cicho, marszcząc lekko czoło.
    - Czemu mnie tolerujesz Hamidzie, kiedy ja robię wszystko byś przestał się mną interesować? Jestem niemiła, zaborcza, pyskata i najchętniej odcięłabym ci głowę, a ty dalej jesteś obok. Nie masz mnie dość?

    - Zawsze tak komplementujesz kobiety Magnusie? - spytała, pozwalając mu się prowadzić. - Od tych komplementów popadnę w samozachwyt - dodała, chichocząc. - Nie widzę w sobie nic co mogłoby cię we mnie urzec. Jestem zwyczajną kobietą, jakich wiele, za to ty możesz mieć co chcesz, ze swoją aparycją i zachowaniem... żadna ci się nie oprze.

    Thomas przyciągnął ją do siebie i wychylił w kierunku podłogi, sam pochylając się nad jej ustami.
    - Tak właśnie myślę - zamruczał, składając na jej ustach delikatny pocałunek. - O tym dodatku do pierścionka myślę.

    Elijah również zerknął w kierunku Evy z Lefranem i zaśmiał się słysząc jak wypytuje go czym się stresuje.
    - Nasz mała Evka, jest już dużą kobietą. Chociaż mnie ciężko będzie oddać oddać ją pod opiekę innego mężczyzny - mruknął, przenosząc spojrzenie na Esme. - Dziękuję... ty również dobrze tańczysz.

    - Ooo... Grayson zarzucasz mi kłamstwo? - spytała Vanessa, marszcząc czoło. - Nieszczerość i twierdzisz, żem czarna i podła kłamczucha? Chyba chcesz mnie obrazić co?

    - Owszem - odparł Fritr. - Lubię tańczyć i pytanie powinno tyczyć się ciebie zarozumiała dziewucho - zaśmiał się perliście, przyciągając ją do siebie. - A w tańcu... to ja prowadzę. Ty masz się dostosować - dodał, wpatrując się w jej oczy. - Poza tym nie sądziłem, że się rumienisz. A jednak... miło się zaskoczyłem.

    Peter zaśmiał się pod nosem, przyciągając ją bliżej siebie, po czym pochylił się tuż nad nią i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
    - Ty również słonko - odparł z uśmiechem. - I niech ci się nie wydaje, że nie zdążę nadepnąć ci na palce. Może i wyglądam niegramotnie, ale swoje tam potrafię - dodał, cicho chichocząc.





    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pon Cze 08, 2015 1:26 am

    Klaus przyciągnął Cami do siebie, lekko obejmując ją dłonią w pasie, by móc poprowadzić ją w tańcu.
    - Wyglądasz dziś olśniewająco moja droga. Nie tańczyłem od bardzo dawna z tak pięknym aniołem… - powiedział, wpatrując się w twarz swojej towarzyszki.


    Audrey poczuła jak jej policzki oblewają się rumieńcem, na co gwałtownie odwróciła głowę.
    - Dziękuję… - odpowiedziała krótko, spoglądając gdzieś w tłum. – Do odważnych świat należy, w istocie, a ty jak widać, jesteś wyjątkowo odważny… - dodała, czując na sobie jego wzrok, przez co nie umiała odgryźć się na typowy dla siebie sposób.

    Zanya spojrzała na Kola ze spokojem w oczach.
    - Cóż, najprościej byłoby powiedzieć, iż byłam młoda i głupia, aczkolwiek to będzie kłamstwo. Byłam zwyczajnie zbyt mało czujna. Ten mężczyzna zginął szybko i bezboleśnie, choć zasłużył sobie na zupełnie inne zakończenie żywota – odpowiedziała, również spoglądając prosto w jego oczy.  – Skąd takie pytanie, mój przystojny towarzyszu? Choć nie, nie odpowiadaj. Lepiej powiedz, jak to możliwe, że taki urodziwy mężczyzna wciąż nie ma kobiety?

    Vika westchnęła na słowa ukochanego.
    - To piękne imiona. Nawet jeśli dopiero na nie wpadłeś, ty niedobroto – udała obrażoną minę, delikatnie termosząc go za policzek, lecz po chwili uśmiechnęła się szeroko, skradając mu całusa. – Pierwszy wybór podobno zawsze jest najlepszy, więc myślę, że przy nim zostaniemy.

    Ciri z lekkim uśmiechem wpatrywała się w twarz Murata.
    - Całkiem dobrze – powiedziała zgodnie z prawdą. – Pewnie to zasługa tego, że jestem blisko ciebie... i wiem. Wiem, że jestem śliczna, już mi to mówiłeś kochanie – dodała ze spokojem w głosie. – Mam jednak nadzieję, że twoi bracia nie uważają mnie za śliczną, bo jeśli któryś poprosi mnie do tańca to czuję, że źle się to skończy.

    Davina patrzyła się w oczy pierwotnego, kiedy ten prawił jej komplementy, nawet na chwilę nie odwracając wzroku.
    - Jesteś wspaniałym mówcą Henriku. Inteligentnym, przystojnym i masz tysiąc lat doświadczenia by omotać sobie wokół małego palca każdą kobietę, która przypadnie ci do gustu – delikatnie chwyciła go za dłoń, którą objął ją w pasie i poluzowała ją, by nie znajdować się zbyt blisko niego. – Nie ukrywam, że twoje komplementy działają, ale to wszystko dzieje się zdecydowanie zbyt szybko. Możesz mi zdradzić skąd ten pośpiech..? – zapytała, z zaciekawieniem patrząc w jego oczy.


    Vincent był coraz bardziej zaciekawiony słowami Priyanki. Tak bardzo, że miał ochotę pozaglądać do jej ślicznej główki cóż za niespodziankę dla niego szykuje, lecz ostatecznie się powstrzymał, nie chcąc łamać swoich zasad i nie psuć niespodzianki elfce.
    - Czy lubię tańczyć… - udał zamyślenie, delikatnie prowadząc swoją towarzyszkę. – No cóż, gdybym zaprzeczył, byłoby to największe kłamstwo jakie kiedykolwiek w życiu wypowiedziałem. A co do twojego drugiego pytania… Żadna kobieta nigdy dla mnie nie tańczyła. Wydaje mi się jednak, że jaki by ten taniec nie był, zapewne by mi się spodobał – dodał, uśmiechając się subtelnie. – Tak czy inaczej, jesteś bardzo tajemnicza moja droga. I bardzo mnie to intryguje… - mówił, delikatnie przyciągając Priyankę bliżej siebie.

    Amy uśmiechnęła się ciepło do Finna.
    - Tańczyć uwielbiam, nie zaprzeczę. Ale tak dawno tego nie robiłam, że boję się kompromitacji – zaśmiała się pod nosem. – No cóż, wygląda na to, że przyszedł czas odświeżyć kilka kroków, piruetów i obrotów – dodała wesoło, ponownie okręcając się wokół własnej osi.

    Vjeran tajemniczym wzrokiem wpatrywał się w wiedźmę, przez chwilę zupełnie milcząc.
    - Chciałabyś być na jej miejscu Kama…? – ponowił pytanie, z powagą w głosie, nie odrywając swego spojrzenia od jej oczu.

    Conor przez chwilę badał wzrokiem swego rozmówcę, po czym podsunął napełniony kieliszek z winem tuż obok niego.
    - Usiądź przyjacielu. Porozmawiajmy – mówił, ze spokojem przenosząc wzrok na salę. W tłumie wypatrzył piękną elfkę, tańczącą z jednym z prześmiewców. – Czy wszystkie kobiety teraz są takie piękne? – zapytał z ostrożnością, gdyż nie był do końca pewien czy powinien się ujawnić.

    Ferran delikatnie musnął usta Alice i przyciągnął ją mocniej do siebie, wpatrując się w jej piękne ciemne oczy.
    - Co miałem na myśli? – zapytał, przenosząc wzrok na sufit. – A co, jeśli to moja słodka tajemnica, którą mam zamiar zostawić dla siebie… na pewien czas…? – dodał, ponownie spoglądając w oczy elfki.

    Lefran nie mógł dłużej utrzymać swojej niespodzianki. Namnażające się pytania, oraz gumowe uszy braci doprowadzały go do szału, a sama myśl o tym, że mógłby to utrzymywać w tajemnicy jeszcze chwilę, przyprawiała go o dodatkowe nerwy. Skinął na ludzi od oprawy muzycznej, prosząc ich by ściszyli na chwilę muzykę i wziął głęboki wdech spoglądając na Evę. Sięgnął ręką do kieszeni i wyjmując małe pudełeczko z pierścionkiem, przyklęknął na jedno kolano przed swoją ukochaną.
    - Po tym jak mało nie zginęłaś mi na rękach… zacząłem się zastanawiać nad tym, że mimo wszystko nasze życie jest kruche. Nieważne, że jesteśmy nieśmiertelni, na każdego z nas jest sposób… - mówił, czując jak serce wali mu szaleńczo. – Nikt nie zna dnia ani godziny… więc po co czekać..? Od pewnego czasu myślałem o tym dosyć sporo, no i wymyśliłem.. – otworzył pudełko z pierścionkiem i przysunął je przed ręce wampirzycy. – Eva… Kochanie moje… Czy zgodzisz się zostać moją żoną…? – zapytał, przypatrując się ukochanej z poważnym wyrazem twarzy.

    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Pon Cze 08, 2015 12:51 pm

    Kalona wciąż delikatnie kołysał się z ukochaną w rytm melodii. Kiedy powiedziała, że wolałaby, by pozostało to niespodzianą, skinął głową krótko, z uśmiechem widocznym na ustach.
    - Zdaje się, iż wiem o kim mowa - uśmiechnął się brunet po chwili namysłu, kiedy Jane zapytała się czy zna Harleya. Kiedy zagadnęła, iż zaczyna robić się zazdrosna, bowiem wszystkie oczy patrzą na niego, uśmiechnął się tajemniczo pod nosem, ukradkiem rozglądając się po sali. - Ja jakoś i tak widzę tylko jedną istotę - odparł, zerkając w jej cudną twarz. - Zazdrosna... ależ nie masz o co, najdroższa - szepnął przedwieczny, spoglądając w oczy ukochanej. - Jestem twój, całym sobą, bez reszty i wyjątku - dodał szeptem, wciąż ze wzrokiem wbitym w jej piękne, błękitne oczy i składając delikatny pocałunek na jej skroni. Po chwili, widząc kątem oka, jak i słysząc, jak Lefran właśnie oświadcza się Evie, uśmiechnął się ciepło, tuląc ukochaną, która również zerkała w tym kierunku.

    Ronald zauważył bez przeszkód, jak policzki wampirzycy nagle oblewają się szkarłatem. Uśmiechnął się na ten widok tajemniczo, delikatnie marszcząc czoło. Delikatnie nakierował jej twarz na swoją, badawczo analizując zmianę kolorytu jej skóry.
    - Ależ proszę - odparł z pomrukiem na podziękowania. - I owszem, jestem odważny. Ale... czy to nie jest dobra cecha w tych czasach? - zagadnął, pomagając Audrey wykonać piruet. Kiedy muzyka ucichła, Ron jednak zaśmiał się cicho, przyciągając Audrey do siebie bliżej, obserwując w milczeniu tą piękną (zdaniem Rona aż do zrzygania), scenkę.

    Shikamaru westchnął, kiedy ta tarmosiła go po policzku, acz zaraz uśmiechnął się szeroko, kiedy ta skradała mu całusa.
    - Cieszę się, że ci się podobają, kochanie - uśmiechnął się do wampirzycy, zerkając na jej twarz. - I jaka niedobroto? - dodał, marszcząc czoło i wpatrując się w jej oczy. - Jestem dobrym, troskliwym i w ogóle chwal mnie moja gębo bo cię rozerwę - dodał, śmiejąc się pod nosem, po czym pocałował ukochaną delikatnie w usta. Oderwał się jednak od nich, kiedy jeden z jego braci postanowił pójść w ślady Rephaima. Uśmiechnął się na to tajemniczo, wsuwając nos we włosy ukochanej.

    Tristan również westchnął, jednak jego wzrok był wbity w zgrabną sylwetkę Emily. Była bardzo piękną i ponętną kobietą, jednak nawet jakby bardzo chciał, postanowił iż w przypadku ich relacji, będzie wolny i delikatny i nie weźmie jej, choć pełne usta tak kusiły, by wpić się w nie zmysłowo...
    - Nie, moja droga, nie grzebię ci już w głowie - zapewnił, zerkając w jej oczy. - Ale to udało mi się zapamiętać z tego, co widziałem w twoich wspomnieniach, kiedy ten jeden jedyny i nieprzemyślany raz weń zajrzałem - dodał, wolno kołysząc się z wampirzycą w takt wolnej melodii. - Wybacz raz jeszcze - dodał, opuszczając stremowane spojrzenie, po chwili, chcąc choć odrobinę rozładować napięcie, dodał komplement: - Jesteś znakomitą tancerką, panno Moulton - uśmiechnął się do niej zawadiacko. Kiedy usłyszał, jak muzyka wolno cichnie, a jej takty zastąpił głos Lefrana, który prosił nieznaną Tristanowi wampirzycę o rękę, uśmiechnął się pod nosem. - No proszę. Niespodzianka za niespodzianką...

    Hamid zaśmiał się cicho na jej pytanie, kręcąc w niedowierzaniu głową. Zastanowił się, co miałby odpowiedzieć elfce. Wolno kołysali się w tańcu, a po chwili prześmiewca się odezwał:
    - Gdybym miał cię dość, moja droga Uriano, sądzę, że nie przebywał bym przy tobie, prawda? - zamruczał półtonem, uśmiechając się do białowłosej delikatnie. - Poza tym, jak już wspominałem, twoja osoba jest wprost... intrygująca - dodał, unosząc zawadiacko lewy kącik ust. Wtem jednak Lefran podjął zapewne najważniejszy krok w jego życiu i postanowił się oświadczyć. Uśmiechnął się do pary, po czym do Uriany, a spojrzenie znów wbił w parę, od tej pory już narzeczonych.

    Magnus uśmiechnął się tajemniczo do elfki, prowadząc ją w tańcu. Była lekka, delikatna i piękna. Poruszała się z niewymuszoną gracją i taktem, iż wciąż nie mógł się nadziwić, iż tak kruchą istotę właśnie trzyma w ramionach.
    - Tylko idealne i liczące się dla mnie istoty - zamruczał prześmiewca, omiatając ukochaną spojrzeniem. - I to dobrze. Jesteś zachwycająca, iż nie sposób oderwać oczu - westchnął cicho, całując ją w skroń. - I nie chcę żadnej innej, tylko ciebie, Amelio. Tylko ty i więcej nikt - szepnął, zerkając w jej oczy. Kiedy muzyka ucichła, Magnus zerknął na parę, która właśnie  zgromadziła na sobie wszystkie spojrzenia, uśmiechając się pod nosem.

    Henrik z delikatnym uśmiechem słuchał jej słów, jednak kiedy ta czekała na odpowiedź, mężczyzna zamyślił się przez chwilę nad jej słowami, bowiem sprawiły, iż nie do końca wiedział, jak miałby na nie zareagować. Może faktycznie nieco przedobrzył z takimi słowami, czego nie chciał. Albo może po prostu powinien odejść po tym tańcu, a może nawet uznać to za powinność do takiego stopnia, iż nie pokazywać się jej więcej? Sam nie wiedział czemu, ale tego by nie zniósł. Davina była kobietą, która zapewne nie jednego tak... uwodziła, acz właściwie, to pierwotny uznał, iż nawet chciał, choćby podświadomie, być tak swoiście "wodzony na pokuszenie", ale przy tym, po słowach druidki, uznał iż odrobinę... zwolni.
    - Cóż... - zaczął po chwili, zerkając na nią spod oka. - Po prostu jesteś wprost wyjątkową istotą, dlatego po prostu opisuję co widzę - uśmiechnął się nieznacznie, po czym opuścił spojrzenie. - Jednak, nie przeczę, odrobinę się... zagalopowałem. Wybacz - dodał, znów nieznacznie się uśmiechając. - I również dziękuję za miłe słowa, moja droga - dodał, pomagając jej w niewielkim piruecie. Kiedy muzyka ucichła, podobnie jak reszta gości, zerknął w stronę oświadczającego się Evie Lefrana, na co mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. - pozostaje tylko życzyć im szczęścia, prawda..? - zagadnął, zerkając na Davinę i znów na bratanicę z prześmiewcą.

    Finn odwzajemnił uśmiech, wpatrując się w wesoło, acz z gracją, porusza się na parkiecie. Pomógł jej wykonać piruet, śmiejąc się cicho pod nosem.
    - Przecież się nie skompromitujesz, a wesele jest przecie po to, by się bawić, Amy - pierwotny zerknął na jej twarz. - Poza tym, dobrze ci idzie, jak na, że zacytuję: "dawno tego nie robienie" - dodał, przyciągając ją bliżej siebie. Kiedy Lefran oświadczył się Evie, wspólnie zerknęli w ich stronę. - No proszę... Jakże piękne oświadczyny - uśmiechnął się pod nosem.

    Rebekah cicho zaśmiała się na jego słowa, po czym z cichym pomrukiem odwzajemniła pocałunek, jakim obdarzył ją ukochany. Delikatnie wplotła palce w jego miękkie włosy, zerkając w jego oczy.
    - Gdzie chciałbyś go zorganizować? - zagadnęła z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach. - I, może zadam ważniejsze pytanie: kiedy? - dodała kolejne pytanie, zerkając w jego ciemne tęczówki. Razem zerknęli też na parę, która właśnie zwróciła na siebie uwagę wszystkich gości. - Dzieci tak szybko dorastają... - westchnęła cicho blondynka.

    Eva zdziwiła się, kiedy Lefran dał znak kapeli, by ta choć na chwilę ściszyła muzykę, jaka do tej pory była absurdalnie głośna, wziąwszy pod uwagę iż znaczna większość weselnych gości to prześmiewcy i wampiry. Kiedy wyjął z kieszeni pudełeczko, nie do końca rozumiała co się dzieje, acz kiedy jej anioł przyklęknął przed nią na kolano, co sprawiło iż doprawdy cała sala przeniosła na ich spojrzenie, czekając na jej reakcję i odpowiedź, sprawiło to, iż i jej serce zaczęło walić jak młot. Z uwagą i w milczeniu wysłuchała tego, co ma do powiedzenia, na co uśmiechnęła się ciepło, po czym energicznie skinęła głową kilka razy, czując jak do jej oczu napływają łzy.
    - Tak! - niemal krzyknęła, rzucając się mu na szyję. - Będę zaszczycona - dodała zerkając w jego oczy, a następnie delikatnie ujęła jego twarz w swe dłonie i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.

    Esmeralda również to usłyszała, i podobnie jak pierwotny cicho się na to zaśmiała. Eva w istocie, wyrosła na piękną i zapewne mądrą oraz inteligentną kobietę, więc to całkiem naturalna kolej rzeczy, iż w pewnym momencie będzie chciała wyfrunąć z gniazdka i zacząć żyć zwyczajnie po swojemu. Wiedziała również, iż Lefran będzie się nią doskonale opiekował, i że zrobi dla niej wszystko, tak samo jak ona dla niego. Po sekundzie z subtelnym uśmiechem zerknęła na Elijaha.
    - To prawda, jest dorosła, zapewne wie już czego od życia oczekuje... - przytaknęła na jego słowa, zaplatając palce na karku ukochanego. - Lefran kocha ją do szaleństwa, tak jak ona jego. Uzupełniają się wzajemnie. Czego chcieć więcej - dodała, uśmiechając się uroczo, po czym skinęła głową. - I tak, również z trudem przyjdzie ją oddać, ale... serce wie czego chce, a jeśli jej chce właśnie tego... - nieznacznie uśmiechnęła się, a na komplement zarumieniła się na policzkach delikatnie. - Dzięki. Acz nawet najlepsza tancerka nie będzie w stanie pokazać piękna tańca bez znakomitego partnera - uśmiechnęła się blado, zerkając w jego oczy. Kiedy usłyszała, jak muzyka wolno cichnie, i zauważyła jak Lefran pada na kolano przed Evą, ciepło uśmiechnęła się, splatając dłonie z ukochanym. - Ale piękne słowa... - westchnęła w zachwycie, opierając się głową o jego ramię.

    Alexander pokręcił głową w niedowierzaniu, cicho chichocząc pod nosem, na słowa ukochanej, która zarzucała mu, iż on zarzucał jej, kłamstwo i fałsz.
    - Kochanie, to są twoje słowa, nie moje, najdroższa... - zamruczał, przyciągając ją do siebie i łapiąc ją mocno w objęcia. - I nie zarzucam i nie chcę obrazić tak niewinnej i delikatnej istoty, Vanesso. Być przy tobie to zaszczyt - znów cicho zamruczał, całując ją w policzek. - A już największym zaszczytem jest po prostu cię kochać - dodał, zerkając w jej oczy, po czym złączył ich wargi w delikatnym pocałunku. Niemal natychmiast jednak się oderwał od jej ust, kiedy usłyszał, jak kolejny prześmiewca postanowił wykonać milowy krok. Uśmiechnął się ciepło, tuląc ukochaną do siebie, jednak milczał, bowiem jak pozostali oczekiwali reakcji i byli zapatrzeni w tą sytuację jak w obrazek.

    Maya tajemniczo się uśmiechnęła na słowa prześmiewcy. Fritr był pewnym siebie mężczyzną, który doskonale wiedział jak obchodzić się z kobietą. Był również wybornym tancerzem, do czego doszła Indianka, kiedy ten prowadził ją lekko w tym tańcu.
    - Zarozumiała dziewucho..? - zamruczała, powtarzając jego określenie, które wypowiedział względem jej osoby. - Czymże sobie zasłużyłam na tak cudowny komplement? - dodała, zerkając w jego oczy. Kiedy powiedział, iż miło został zaskoczony tym, że nawet Czirokeska się rumieni, ta parsknęła stłumionym śmiechem. - Wiesz, słoneczko... czasami i mi się zdarza... nabrać kolorów... - uśmiechnęła się uroczo, wciąż zerkając w jego tęczówki. - Tylko przy wyjątkowych mężczyznach - dodała, uśmiechając się tajemniczo. Ów tajemniczy uśmiech zmienił się w ciepły, kiedy muzyka przycichła, a Maya przeniosła spojrzenie na Lefrana, który właśnie prosił Evę o rękę.

    Erik przytaknął na jego propozycję, dlatego ujął w dłoń napełniony kieliszek, po czym usiadł wraz z drugim smokiem przy stoliku. Zamyślił się nad jego pytaniem, zerkając w kierunku, w którym patrzył i Conor. Po chwili zerknął znowu na blondyna, po czym westchnął cicho.
    - Sądzę, że piękno jest pojęciem niezwykle... subiektywnym. Dla każdego oznacza co innego - odparł po chwili, zamyślając się na chwilę, po czym zerknął w stronę prześmiewcy, który właśnie zaczął oświadczać się młodej brunetce. - Jakże urocze - uśmiechnął się pod nosem, obserwując reakcję dziewczyny.

    Lydia z cichym pomrukiem odwzajemniła pocałunek skrzata, rozkoszując się subtelnym smakiem jego ust, oraz bliskością jego ciała i delikatnością jego gestu. Peter był czuły, troskliwy, iż do tej pory nie rozumiała dlaczego uważa się za coś, co jest przeciwne tym określeniom.
    - Kochanie... Przecież ja nie mówię, że wyglądasz "niegramotnie". Wyglądasz wprost uroczo, a w moich oczach jesteś pięknym, wyjątkowym mężczyzną, i nawet nie śmiej temu zaprzeczać! - zachichotała cicho, grożąc mu wyzywającym spojrzeniem, wbitym w jego oczy, które, kiedy tylko muzyka przycichła, przeniosła na parę, która była teraz w centrum uwagi.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Selene on Pon Cze 08, 2015 3:39 pm

    Camy wpatrując się w twarz Klausa, wolno kołysała się wraz z nim w rytm muzyki. Miał cudowne granatowe oczy, z których emanowało coś czego nie do końca rozumiała.
    Delikatnie oparła dłoń o jego pierś, poczuła przyjemny dreszczyk, który wolno rozchodził się pod palcami Nika.
    - Jak na kogoś kto dawno nie tańczył, idzie ci bardo dobrze. - Na jej ustach pojawił się subtelny uśmiech. - Dziękuję za komplement... cieszę się, że tak uważasz, chociaż ja widzę siebie troszkę w innym świetle. Poza tym nie mów tak, bo szybko się rumienię, a i tak wystarczająco źle czuję się w swej powłoce - parsknęła śmiechem. - Jestem człowiekiem i pierwszy raz w życiu czuję się z tym źle - dodała, niepewnie wtulając się w jego ramiona. Po chwili muzyka ucichła, a jeden z prześmiewców zaczął oświadczać się bratanicy Klausa. - Niespodzianek ciąg dalszy - zaśmiała się cicho.

    Kol zaśmiał się perliście, spoglądając pobłażliwie w jej oczy.
    - A skąd wiesz, że nie mam? - spytał. - A nawet jeśli... to czy chcąc mleko moja droga, musze kupować całą krowę? Otóż odpowiedź brzmi nie... wolę być wolnym strzelcem. Mniej kłopotów, mniej zobowiązań, robię co chcę, chodzę gdzie chce i nie martwię się o nic. - dodał kiedy znów coś zaczęło się dziać. - Co jest? - mruknął, kiedy nagle dostrzegł Lefrana, klękającego przed Evą. - A ten co? Upił się i nie wie co robi... ? Czy on tak na serio?

    Murat zmarszczył czoło, wpatrując się w oczy elfki.
    - Dlaczego miałoby się to źle skończyć? - spytał. - Wszyscy wiedzą, ze jesteś ze mną, więc nie widzę powodu, dla którego mili by tego nie szanować. Jeśli tylko któryś będzie chciał coś więcej to on źle skończy. Na pewno nie ty i proszę cię nie zamartwiaj się na zapas - dodał, posyłając jej ciepły uśmiech. Nagle muzyka ucichła. Murat zatrzymał się nerwowo rozglądając się po otoczeniu, lecz kiedy dostrzegł brata, zaśmiał się cicho i zaszedł Ciri od tyłu splatając dłonie na jej brzuchu. Oparł brodę o czubek jej głowy i z uśmiechem na twarzy przyglądał się reakcji wampirzycy. - Evka! Zastanów się dobrze, bo w przeciwnym razie czekać cię będzie szalone życie u boku szalonego Lefranka! - krzyknął w kierunku pary.

    Pipi uniosła brew, a na jej usta wstąpił jeszcze bardziej tajemniczy uśmiech. Wolno poruszając się w rytm muzyki, nie spuszczała spojrzenia z jego błękitnych oczu, a których niemal zatraciła się na dobre.
    - Ma cię intrygować, to chyba dobrze... - stwierdziła. - Dziś może ktoś dla ciebie zatańczy... albo w najbliższej przyszłości. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Poza tym ktoś tak dobry jak ty, zasługuje na wszystko co najlepsze i nie waż się ze mną sprzeczać - dodała, kiedy znów na sali muzyka ucichła, a jeden z prześmiewców uklęknął przed młodą wampirzycą. - No proszę... jak miło - odparła, ciepło się uśmiechając. - A skoro niespodzianek czas nadszedł - przegryzła dolną wargę, po czym cmoknęła Vincenta w policzek. - To ja zaraz wracam dobrze? - dodała, znikając w tłumie.

    Kama nie do końca wiedziała o co pytał ją Vjeran. Znów zastygła w bezruchu, wpatrując się w jego uroczą twarz.
    - Że na miejscu Kateriny mnie pytasz? - spytała po chwili niepewnie. - Ale, ze co? Jak? O co chodzi i chyba zaraz zacznie mnie słabić. Coś knujesz! - Zmrużyła oczy, wpatrując się w niego dość podejrzliwie. - O co chodzi Vjeranku? - Niestety nie doczekała się odpowiedzi, gdyż Lefran zaczął swoje przedstawienie. - No nareszcie... w końcu się zdecydował, inaczej jeszcze chwila a spiłby się jak stary knur i tyle pożytku by z niego było. Eva! Eva! Eva! - Zaczęła dopingować młodą wampirkę, by dodać jej odwagi, a za nią zaczęli wtórować jej inni. - Że o nią pytałeś?! -nagle się ocknęła, i wbiła wielkie oczy w Vjerana, wskazując ją palcem.

    Aisha uśmiechnęła się nieśmiało, pozwalając prowadzić się w tańcu.
    - Tak... Chyba tak - odparła po chwili. - Dziękuję, za zaproszenie - dodała, opuszczając onieśmielone spojrzenie.

    Alice delikatnie zadrżała czując usta Ferrana na swoich wargach. Zarumieniła się na policzkach, gdyż jak nikt inny on właśnie potrafił ją tak onieśmielać, że zapominała jak ma na imię.
    - Słodka tajemnica - powtórzyła. - A co jeśli będę nalegać? - spytała, tajemniczo się uśmiechając. - Nie lubię tajemnic... ale jeśli każesz mi czekać... trudno poczekam - dodała, kiedy jeden z braci Ferrana, zaczął oświadczyny. - Czy jeszcze dziś ktoś ma zamiar zrobić komuś niespodziankę? - zaśmiała się, obserwując całe zdarzenie.

    Jane już miała odpowiedzieć, kiedy Lefran zaczął oświadczyny. Uśmiechnęła się serdecznie, przyglądając się tej wyjątkowej chwili.
    - No i będziemy mieć kolejne wesele już wkrótce - odparła, przenosząc spojrzenie na ukochanego.

    Mily przez chwilę przyglądała się Tristanowi, próbując odgadnąć jego myśli. Nagle dostrzegła w nim jego drugą, głębiej skrywaną osobowość. Był stremowany, zawstydzony i bił się z myślami. Zaczynał ja intrygować i poniekąd onieśmielać.
    - Jestem marną tancerką, za to ty dobrze prowadzisz, co rekompensuje moją nieudolność - odparła po chwili. - Mieszkasz tu? - spytała, kiedy nagle muzyka ucichła a Lefran zaczął się oświadczać. Zaśmiała się cicho, obserwując całe wydarzenie. - No proszę Eli, córka ci wyrosła... - zamruczała pod nosem. - Jak ten czas szybko leci... nie tak dawno, zmieniałam jej pieluszki.

    Uriana westchnęła ciężko w niedowierzaniu kręcąc głową. Przez chwilę wpatrywała się w jego twarz, kiedy nagle muzyka ucichła i jeden z jego braci zaczął oświadczyny.
    - O proszę... jak miło. Ilu twoich braci już się pożeniło? - spytała, przenosząc spojrzenie na Hamida.

    Amelia zaśmiała się pod nosem i już miła mu odpowiedzieć, kiedy muzyka ucichła.
    - Twój brat się oświadcza... - szepnęła z szerokim uśmiechem na ustach. - O rany... jakie to romantyczne... -westchnęła, wtulając się w jego ramiona.

    Thomas również miał odpowiedzieć, lecz jego słowa wyprzedził oświadczający się Evie Lefran.
    - Zdaje się kochanie, że ktoś nas jednak wyprzedzi - zaśmiał się pod nosem. - Ciekawe czy Elijah i Esme są zaskoczeni?

    Elijah z ponurym wyrazem twarzy spod spół przymkniętych powiek przyglądał się jak jego mała córeczka, przyjmuje pierścionek zaręczynowy. Był z niej dumny, choć nie do końca docierało do niego, że Eva zaczyna dorosłe życie i są w nim osoby ważniejsze od niego czy Esme.
    - Serce nie sługa... nie zatrzymam jej na siłę. Miejmy tylko nadzieję, że Lefran dobrze się nią zaopiekuje.

    Vanessa odwzajemniła pocałunek, jednak kiedy się od niego oderwała spojrzała na oświadczającego się Lefrana.
    - Grayson? Chrzanisz bzdety - zamruczała, przyglądając się parze. - Jesteś wrednym pochlebcą ot co... Piękne zaręczyny. No i w końcu facet klęczy przed ukochaną... tak powinno to wyglądać właśnie... urocze.

    Fritr zaśmiał się perliście, w niedowierzaniu kręcąc głową.
    - Jesteś piękną kobietą, ale zachowujesz się jak chłop. Nawet nie mężczyzna tylko jak chłop. Jesteś prostolinijna, zbyt pewna siebie i nie widać w tobie delikatności, do tego jesteś zarozumiała i uważasz się za  cud świata. takie o tobie krążą ploteczki moja droga. Ja cię nie znam, a widząc twój rumieniec, jestem pozytywnie zaskoczony... widzę kobietę nie... chłopa - dodał, marszcząc czoło. - Lefranek oszalał... - zaśmiał się perliście. - Lefran ty gnido dworska! Nic nie powiedziałeś!

    - A cóż to za spojrzenie - zamruczał,kiedy nagle musiał przenieść wzrok na Lefrana i Evę. - Oświadczyny! Ale heca. - Roześmiał się perliście. - Kochanie, jedyną wyjątkową osobą w moim życiu jesteś ty... Sama masz niską ocenę a mi wytykasz.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Ruda on Pon Cze 08, 2015 10:07 pm

    - Zbyt duża odwaga jest cechą głupców i ludzi zbyt pewnych siebie – odpowiedziała Audrey, zaraz po tym jak Ron okręcił ją dookoła własnej osi. Kiedy na powrót do niego przylgnęła, tym razem odważniej spojrzała mu w oczy. Kiedy muzyka na chwilę przestała grać, wampirzyca odruchowo spojrzała w kierunku oświadczającego się prześmiewcy, uśmiechając się pod nosem, po czym przeniosła wzrok na swojego towarzysza. – Wiem, że wyglądam jak żywa kopia swojego ojca, ale nie musisz aż tak mi się przyglądać… - westchnęła cicho mierząc go wzrokiem, kiedy przyciągnął ją do siebie.


    Vika zaśmiała się na słowa ukochanego, po czym odwzajemniła pocałunek. Na chwilę łypnęła wzrokiem, na Lefrana i Evę, cicho wdychając w rozmarzeniu.
    - No proszę, miłość nie wybiera. Dlatego ten biedak był taki nerwowy – dodała, delikatnie gładząc się po brzuchu. – Wybacz skarbie, ale wrócę na miejsce. Muszę napić się krwi, nagle zrobiłam się potwornie głodna – dodała, po czym wysunęła się z jego objęć i wolno ruszyła w kierunku stołu.

    Amy uśmiechnęła się promiennie do Finna, a kiedy przyciągnął ją do siebie, przekrzywiła lekko głowę, wpatrując się w jego twarz.
    - Czyżby twoje serce i rozum oszalało i próbujesz mnie podrywać mój drogi? – uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nagle na sali zrobiło się cicho i Amy od razu skierowała twarz w stronę prześmiewcy, któremu zajrzała w przeszłość. – No i masz ci los, w końcu się odważył biedaczysko – spojrzała na parę przyjaznym wzrokiem. – Jakie to urocze, czy oni nie pasują do siebie? – zapytała swego towarzysza, wciąż wpatrując się w oświadczyny dziejące się na jej oczach z lekko przygryzioną wargą.


    Klaus uśmiechnął się na słowa Cami, mocniej obejmując ja w pasie.
    - Moja droga, myślę, że wszystko jest do obgadania. Jeśli kiedykolwiek zechciałabyś zostać wampirem… choć szczerze mówiąc, właśnie ta ludzka powłoka czyni cię wyjątkową. Jesteś piękną kobietą Camille i czuję się zaszczycony tym, że zechciałaś ze mną pójść na tą uroczystość… - dodał, nachylając się nad jej twarzą, lecz po chwili muzyka ustała i Klaus musiał odwieść samego siebie od swoich zamiarów. Spojrzał w kierunku prześmiewcy oświadczającego się jego bratanicy. – No tak, same niespodzianki… Aż się boję, kiedy ja będę musiał to przechodzić… - łypnął wzrokiem na Elijaha, po czym przeniósł go na Rona, który mocniej przyciskał do siebie Audrey. – O ile nie wyrwę lepkich łap potencjalnemu kandydatowi… - wycedził przez zęby, marszcząc czoło.


    Zanya jedynie wzruszyła ramionami na to, co powiedział jej Kol.
    - No cóż, ja tak robię od setek lat. I jest mi z tym równie dobrze jak tobie – uśmiechnęła się do wampira, po czym skierowała wzrok na parę, na środku sali, kiedy tylko ucichła muzyka. – Wydaje mi się, iż to bardzo na poważnie. Nie wygląda jakby w tej chwili żartował…

    Ciri nieco się uspokoiła, słysząc jak Murat zapewnia ją, że nic jej tu nie grozi. Gdy tylko na jej oczach zaczęła się scena oświadczyn, położyła swe drobne dłonie na dłoniach prześmiewcy, który ją objął i zaśmiała się na jego słowa kierowane do Evy.
    - Myślę, że ona lubi jego wariactwa. Gdyby tak nie było, zapewne nie powiedziałaby ‘tak’. Czuję, że za niedługo pójdziemy na kolejne wesele.. Choć jakoś mi się nie spieszy..

    Vincent uśmiechnął się na widok Lefrana, nawet nie protestując na wcześniejsze słowa Priyanki. Przytaknął również, gdy wspomniała o scenie dziejącej się na ich oczach.
    - Moja droga, gdzie ty… - nie skończył mówić, gdyż elfka znikła w tłumie. Nie chciał jej zostawić samej choć domyślał się, że miało to związek z niespodzianką.

    Davina badawczo przyglądała się reakcji pierwotnego, próbując wybadać o czym teraz myślał. Widać było, że zapewniła mu niezłą burzę mózgów i w pewnym sensie jej się to podobało. Była zadowolona z tego, że wampir potrafi ruszyć tą głową co trzeba, w pierwszej kolejności, a nie na odwrót.
    - Oj Henriku… - westchnęła cichutko, kiedy skończył mówić. – Nie mam ci czego wybaczać, jedynie stwierdziłam, że wszystko dzieje się odrobinę za szybko, niczym mnie nie uraziłeś. Tak czy inaczej, wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie.. skąd ten pośpiech? – uśmiechnęła się tajemniczo, lecz szybko przeniosła spojrzenie na Lefrana i Evę. – No i muszę się z tobą zgodzić, trzeba życzyć im szczęścia – dodała, uśmiechając się szerzej.


    Vjeran ze spokojem wysłuchał słowotoku Kamy, której mina na końcu świadczyła tylko o tym, że została kompletnie zaskoczona.
    - Dobrze zrozumiałaś wisienko – powiedział ze spokojem, przenosząc wzrok na Evę i brata. – Więc jak, chciałabyś być na jej miejscu..? – zapytał po raz kolejny, na powrót spoglądając wiedźmie w oczy.

    Ferran już miał odpowiedzieć, kiedy nagle zobaczył jak jego brat oświadcza się swojej ukochanej.
    - A co jeśli to ja będę sprawcą kolejnej niespodzianki? – zapytał z tajemniczym uśmiechem. – Tak czy inaczej… to już nie tutaj. A co do tajemnicy… - nachylił się nad jej ustami, po czym ujął ją za podbródek i ponownie wpił się w jej usta. - Wszystko w swoim czasie skarbie.

    Conor bez komentarza wysłuchał słów swojego towarzysza i spojrzał w kierunku wampirzycy i prześmiewcy.
    - Eva Mikaelson, córka Elijaha Mikaelsona i Lefran, syn Kalony... - powiedział, przyglądając się parze. - No cóż, ta dziewczyna mało co nie zginęła w rękach tej bezpretensjonalnie okrutnej czarownicy, więc nie dziwię mu się, że chce mieć ją tylko dla siebie. Ale masz rację, piękna scena... - dodał, wciąż przyglądając się oświadczynom.


    Lefran wciąż klęczał w lekkim szoku, upewniając się, że się nie przesłyszał. Kiedy tylko upewnił się, że Eva się zgodziła, odetchnął z ulgą, mocno tuląc do siebie ukochaną. Wziął ją na ręce i zrobił nią piruet na środku parkietu, po czym postawił ją na ziemię i pocałował ogniście, nie zważając na wszystkich dookoła. Po chwili oderwał się od jej ust i skierował wzrok na brata.
    - Spokój tam Muratku, lepiej pilnuj swojej kobitki, żeby jej się ktoś czasem nie oświadczył dzisiaj, bo to szalony wieczór! – zarechotał poruszając brwiami i ponownie spojrzał na Evę. Wyjął pierścionek z pudełka i założył go dziewczynie na palec, mając wrażenie, że zaraz zacznie skakać ze szczęścia jak szalony. – A teraz muzyka! Żwawo kapela, żwawo! – krzyknął, biorąc Evę w obroty, gdy tylko rozbrzmiała szybka melodia.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Nyks on Wto Cze 09, 2015 12:30 pm

    Kalona westchnął cicho, kiedy tylko oderwał spojrzenie od dej wyjątkowej sceny, jaka właśnie rozgrywała się nieopodal, a przed oczyma zgromadzonych na sali weselnych gości. Również uśmiechnął się do ukochanej ciepło, po czym skinął delikatnie głową, nim cokolwiek powiedział:
    - Tak, jak widać kolejne wesele nas czeka - przytaknął na jej słowa z cichym westchnieniem. - Acz to dobrze - dodał, uśmiechając się nieznacznie. - Tak mi się zdaje - dodał z cichym westchnieniem, znów zerkając na parę, by po sekundzie spojrzeć na swą piękną narzeczoną. - Miłość jest wspaniałym uczuciem - szepnął, spoglądając w jej oczy.

    Seneca posłał Aishy uśmiech, prowadząc ją lekko w tańcu.
    - Ależ nie masz za co, moja droga, i cieszę się... - jednak nie dokończył tego zdania, natomiast zatrzymał się, kiedy muzyka ucichła. Podobnie jak pozostali goście, niemal natychmiast zerknął w stronę oświadczającego się wampirzycy brata, na co mimowolnie Włoch uśmiechnął się pod nosem. - Wieści gonią wieści... - uśmiechnął się tajemniczo pod nosem.

    Ronald zaśmiał się cicho pod nosem na słowa Audrey, omiatając ją raz jeszcze spojrzeniem. Zerknął nawet ukradkiem na Klausa, który właśnie patrzył na niego z wyraźnym, jakby się zdawało, mordem wręcz w oczach na to, iż chciał, by dziewczyna się rozerwała i chciał jej w tym towarzyszyć. Irańczyk parsknął cichym śmiechem, po czym zerknął na Audrey spod oka.
    - Wiesz, moja droga - zamruczał, zerkając w jej oczy, z tajemniczym uśmiechem widocznym na ustach. - Tak czy inaczej, u ciebie działa to na korzyść - dodał, po czym kiedy tylko Lefran poprosił o żywą muzykę, wykonał Audrey piruet. - A twój tatuś zapewne da się lubić... mimo tego spojrzenia "Ja cię zaraz zabiję" - dodał, znów przyciągając wampirzycę do siebie.

    Shikamaru uśmiechnął się blado do ukochanej.
    - Tak, to prawda. Miłość nie wybiera i widzi tylko sercem - westchnął w zamyśleniu. Na to, iż oznajmiła że idzie do stolika skinął głową, po czym sam skierował się za nią na swoje miejsce. Chciał jej towarzyszyć, by nie musiała być sama, a przy tym po prostu wolał mieć ją na oku i wiedzieć, że nic jej nie będzie. Zaraz po tym, jak usiadł tuż obok niej, z szerokim uśmiechem wlał jej krwi i podsunął jej szklankę. - Proszę kochanie - posłał jej uśmiech, zerkając na wampirzycę z troską. - Maleństwa znów zaczynają dokuczać? - westchnął cicho, przesuwając palcami po brzuchu Viki. - Słonka, dajcie mamie choć odrobinę odpoczynku co... - szepnął, wciąż gładząc brzuszek Rosjanki.

    Tristan w istocie bił się z myślami. Sam nie wiedział, czy dobrze zrobił, siłą i podstępem wybierając sobie towarzyszkę na ten wieczór, jednak postanowił iż nie będzie tego żałował, a przynajmniej nie dzisiaj, kiedy ma zamiar się dobrze bawić w towarzystwie pięknej wampirzycy.
    - Jak na "marną tancerkę" doskonale sobie radzisz na parkiecie, moja droga - posłał jej delikatny uśmiech. Na jej pytanie zaśmiał się cicho: - Tak, mam posiadłość na Hyperborei. Acz rzadko w niej bywam, wolę podróżować i poznawać - odpowiedział z delikatnym uśmiechem na ustach. Po chwili znów zerknął na parę i cicho westchnął. - No proszę, nawet ten szaleniec zdobył wybrankę serca, a ja od wieków muszę... zdobywać podstępem - pokręcił głową w niedowierzaniu.

    Hamid raz jeszcze pokręcił głową w niedowierzaniu, zastanawiając się również, czy sam byłby skłonny posunąć się do takiego kroku, gdyby wiedział, iż znalazł tą jedyną. Ba, może nawet ją znalazł, i właśnie delikatnie kołysze się z nią w tańcu? Tylko przez swoją głupotę zaprzepaścił szansę i sprawił, iż znalazł się na straconej pozycji. Uśmiechnął się tajemniczo na słowa Uriany, po czym westchnął cicho, nim jakkolwiek odpowiedział.
    - Rephaim jest pierwszym prześmiewcą, który się ożenił. A przynajmniej o nim jako pierwszym z moich braci słyszę, by... jego znajomość z kobietą zakończyła się weselem - odpowiedział, zerkając w jej twarz ze spokojem.

    Magnus również cicho zaśmiał się pod nosem, kręcąc przy tym w niedowierzaniu głową. Właściwie, to nawet przeszło mu przez myśl, czy sam nie powinien zrobić właśnie ten krok. Nie teraz, nie zaraz, i tak bowiem nie miałby nic co mógłby ofiarować Amelii poza samym sobą, ale gdy tylko nadarzy się okazja... M
    - W istocie - przytaknął na jej słowa, tuląc ją mocno, acz przy tym delikatnie, w swych ramionach. - Słowa piękne, cudowny moment. Wspaniale - uśmiechnął się szeroko tak samo do Lefrana i Evy, jak i do ukochanej, której zerknął w oczy. - Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, kochanie..?

    Henrik uśmiechnął się pod nosem raz jeszcze, pogrążając się w zamyśleniu na tak samo słowa Daviny, jak i na to, co własnie działo się przed ich oczami. Westchnął cicho po chwili, bowiem doskonale pamiętał, jak sam stracił dwie ukochane mu kobiety. Może teraz los się zmieni, i nawet do niego uśmiechnie? Tak, nawet on gdzieś podświadomie tego pragnie.
    - Z pewnością będą szczęśliwi. Kochają się wprost do szaleństwa - odparł po chwili w zamyśleniu, choć na jego ustach wciąż malował się uśmiech. - A skąd ten pośpiech? - wrócił do jej pytania, zastanawiając się nad właściwą odpowiedzią. - Sam nie wiem. Może po prostu już pierwsze twoje spojrzenie tak mnie zauroczyło, iż nie mogę się mu oprzeć..? - zagadnął, zerkając w jej oczy raz jeszcze.

    Finn wciąż uśmiechając się pod nosem, wpatrywał się w tą scenkę przez chwilę, doskonale, wręcz namacalnie czując, jak radość wręcz rozpływa się po pomieszczeniu. Tak, lubił czuć właśnie tą emocję, choć sam rzadko kiedy ją odczuwał i odkrywał. Może dlatego, że się przed nią po prostu bronił. Tego sam nie wie. Z tego krótkiego zamyślenia wyrwało go pytanie Amy, na którą zerknął a niewielkim uśmiechem.
    - Może... - zamruczał z tajemniczym uśmiechem na ustach, w odpowiedzi na pytanie druidki. - A może po prostu poczet Królów Polskich już wolno siada na głowie - dodał z cichym chichotem, mając na myśli kilka toastów. - I owszem, pasują do siebie - dodał, znów zerkając na parę, a kiedy rozbrzmiała szybka muzyka, uśmiechnął się pod nosem i wykonał Amy kilka szybszych niż poprzednio piruetów.

    Rebekah obserwowała oświadczyny, po których uśmiechnęła się do ukochanego, zerkając na niego spod oka, a następnie przeniosła spojrzenie na Elijaha, który właśnie opuszczał spojrzenie i stał się odrobinę ponury. Blondynka westchnęła cicho, znów przenosząc spojrzenie na narzeczonego.
    - Sądzę, że są, ale też... trudno jest im się pogodzić z tym, że ich mała dziewczynka zaczyna swoje życie - odparła z cichym westchnieniem, bowiem widok ponurego brata i jej odrobinę się udzielał. - Cóż, z pewnością sobie poradzą. Jak my choćby - dodała z niewielkim uśmiechem, całując ukochanego w policzek.

    Eva cicho, acz radośnie pisnęła, kiedy Lefran brał ją na ręce i obrócił się wokół własnej osi. Kiedy pocałował ją, nie zważając na wszystkich i wszystko, odwzajemniała pocałunki z cichym pomrukiem, wplatając dłonie w jego gęste i miękkie włosy, a kiedy oderwał się od niej by zerknąć na Murata, sama spojrzała w tym samym kierunku z cichym chichotem na jego słowa, po czym zerknęła na pierścionek, który właśnie zakładał jej ukochany na palec. Był piękny, klasyczny i dokładnie w jej guście, iż przez krótką chwilę wpatrywała się w niego jak oczarowana.
    - Jest piękny - szepnęła i nie zdążyła dodać nawet słowa, bowiem prześmiewca znów zaczął pląsać w rytm muzyki, na co ze śmiechem Eva zgodziła się, dając mu się pociągnąć na parkiet ponownie, i ze wszystkich sił próbując dotrzymać mu kroku. Cieszyła się jak dziecko, a to była najpiękniejsza chwila w jej życiu...

    Esmeralda uśmiechnęła się nieznacznie pod nosem, obserwując jak Eva przyjmuje oświadczyny i jak rzuca się Lefranowi na szyję. Westchnęła cicho, a wciąż uśmiechając się opuściła spojrzenie. Ukradkiem zerknęła na Elijaha, który nagle odrobinę zmarkotniał, jednak nie dziwiła się mu, bowiem jej równie trudno było pojąć, iż Eva jest już dorosła kobietą, która zasługuje, a nawet chce, zacząć nowe życie. Splotła z nim palce i uśmiechnęła się do niego ciepło.
    - Bez wątpienia zaopiekuje się nią doskonale - odpowiedziała, zerkając w jego oczy z nieustającym uśmiechem. - A poza tym, przecież jej nie tracimy. Dalej będzie naszą maleńką dziewczynką, którą usypialiśmy przed snem - dodała, śmiejąc się cicho pod nosem, jednak do jej oczu wolno nabiegały łzy.

    Alexander znów uśmiechnął się tajemniczo, zerkając na parę spod oka. W istocie, oświadczyny były piękne i urocze, iż Rumuna nawet przez chwilę nawiedziła myśl, iż może sam powinien do tego się posunąć. Tak, z czasem, kto wie... Wtuli ukochaną do siebie, chowając nos w jej włosy.
    - W istocie... scena piękna i cudownie zaaranżowana - przytaknął na jej słowa, uśmiechając się pod nosem. - Cieszę się, iż po niewielkich... przeszkodach - westchnął, mając na myśli Glorię sprzed ponad tygodnia - wszystko wraca do normy. To najważniejsze.

    Maya uniosła zawadiacko brew, kiedy Fritr mówił to, co o niej słyszał, albo przynajmniej co podobno słyszał. Kiedy skończył, parsknęła stłumionym śmiechem, a nawet mimowolnie pokręciła głową w niedowierzaniu.
    - Oh, komu mam podziękować za taką opinię? - zagadnęła, uroczo uśmiechając się i unosząc zawadiacko brew. - Z którą po prawdzie się w sumie zgadzam - dodała, zamyślając się na chwilę, po której energicznie pokręciła głową. - Cóż, cieszę się, że mogłam cię pozytywnie zaskoczyć - zaśmiała się Indianka, zerkając w jego oczy. Następnie znów parsknęła chichotem, kiedy ten wołał do Lefrana. - Chyba wie co robi - odparła z niewielkim uśmiechem.

    Erik patrzył to na blondyna, to na parę, która zaraz po oświadczynach rzuciła się w wir tańca w rytm żywej muzyki. Smok zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc w niedowierzaniu głową.
    - Chyba nie zrozumiem... współczesnego pojmowania zabawy - energicznie pokręcił głową, jakby chciał wytrzepać z niej nadmiar myśli. Kiedy wymienił ich imiona, mężczyzna zamyślił się na chwilę. - Słyszałem o obu... rodach, acz niestety, do dziś dzień nie miałem okazji się z nimi... zaznajomić bliżej - odparł, pogrążony w zamyśleniu. - A tą wiedźmę z pewnością właśnie pochłaniają czeluście piekielne. Oby spokój długo się utrzymał... - westchnął cicho upijając łyka wina.

    Lydia zaśmiała się cicho, a kiedy Eva przyjęła oświadczyny, wraz z salą zaklaskała, by następnie pokręcić głową w niedowierzaniu na to, jak chwilę potem na sali rozbrzmiała wesoła, skoczna muzyka.
    - To spojrzenie groziło, iż lepiej nie narzekaj na swój taniec, bo doskonale ci idzie - odparła z cichym pomrukiem, znów wciągając go na parkiet. - I dzięki, kochanie, ale i tak samooceny nie zmienię - rumieniąc się na policzkach opuściła stremowane spojrzenie. - Chociaż. Spróbuję - westchnęła z niewielkim uśmiechem zerkając w jego oczy.

    Sponsored content

    Re: SALA BALOWA

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Wto Sie 14, 2018 12:43 pm