Zaginiony świat, pełen legendarnych istot. Przekrocz granice i zmierz się z jego realiami. Jeśli lubisz pisać, masz bujną wyobraźnię i pragniesz przeżyć niezwykłą przygodę w świecie pełnym magii i zagrożeń, zapraszamy Cię serdecznie do wspólnej zabawy.

Image Map

    SALON III

    Share
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Pon Kwi 27, 2015 6:14 pm

    - Pewnie i masz rację, Rephaim - odparł Lefran, kątem oka wyłapując lądującego blondyna. - Biorąc pod uwagę, że Vjeran ma respekt jedynie przed starszymi od siebie braćmi, było by ciekawie. Jeszcze tylko Ferrana do kolekcji brakuje, a pewnie by się nawzajem pozabijali. W sumie to chętnie bym zobaczył jak się leją i postawiłbym dziesięć do jednego na Ferdka. Mimo że najmłodszy, ma największego wkurwa - zarechotał złośliwie, poruszając brwiami. - Nie no, to tylko żart, żeby nie było, że ktoś mnie zaraz źle odbierze.

    Vjeran cierpliwie niósł dwie śliczne, szpiczastouche kobiety, które jeszcze chwila, a pewnie z nerwów wydrapałyby mu oczy. Tak po prawdzie, jedynie ich kwiatowy zapach trzymał go w spokoju, ale i on już powoli przestawał działać na jego cierpliwość.
    - To ja tu staram się być delikatny, a te mnie chcą po genitaliach trącać.. - zmarszczył czoło, czując, że zaczyna się w nim powoli gotować. - Kto wam tak wysoko nogę podniesie? - dodał, patrząc na elfki złowrogim wzrokiem. Pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym wszedł do salonu i postawił obydwie blondynki na ziemi. - Amen. Ja już po żadne ślicznotki nie lecę, te dwie wystarczająco dały mi w kość po drodze - odparł, cicho wzdychając po czym ruszył wprost na taras, gdzie siedziała Aisha. Zatrzymał się w oddali i usiadł na balustradzie, przyglądając się elfce z ukosa.
    - Jeszcze raz przepraszam, że cię wystraszyłem. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, czasami jestem zbyt wybuchowy - powiedział, kierując na nią wzrok. Jej zapach rozwiewany przez wiatr, doszedł do jego nosa, a on zaciągnął się tym kwiatowym cudem, względnie się uspokajając.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Pon Kwi 27, 2015 7:17 pm

    Vanessa przyglądała się prześmiewcy, po czym zmrużyła oczy.
    - Taki przystojny młodzieniec, a taki porywczy... nie to co Grayson dostał kapciem w łepetynę i  nawet się nie odezwał - odparła, posyłając mu tym razem o dziwo ciepłe spojrzenie. - Jak to jest z panem panie wielmożny wampir? Hmm?

    Aisha siedziała spokojnie, wpatrując się w horyzont kiedy nagle usłyszała obok siebie znajomy już głos Vjerana. Niepewnie zerknęła na niego po czym porozglądała się dookoła, upewniając się, że mówi do niej. 
    - Nic się nie stało - odparła łagodnym tonem, opuszczając głowę. - Nie rób sobie wyrzutów.

    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Pon Kwi 27, 2015 8:00 pm

    Eva mimowolnie sama zaśmiała się cicho pod nosem, bowiem śmiech ukochanego działał na nią niezwykle kojąco. Wtuliła się weń mocniej, obserwując jego uśmiech i westchnęła cicho w rozmarzeniu. Oparła głowę o jego ramię raz jeszcze i znów pocałowała go w policzek.
    - Uwielbiam, jak się śmiejesz - wyszeptała, samej ciepło, acz nieco nieśmiało się uśmiechając.


    - Także, iż po prostu lata wyuczyły mnie spokoju - odparł Grayson z cichym westchnieniem. - Poza tym, tak uroczej damie jak Ty, Vanesso, trudno jest się oprzeć - dodał, unosząc zawadiacko brew i wyginając usta w tajemniczym uśmiechu. - Poza tym, moja droga, rozmowy z tobą, są... co najmniej interesujące - dodał, i nie mogąc się powstrzymać parsknął stłumionym śmiechem.


    <--- Wodospad z jaskinią / Jalona

    Kalona wylądował z Jane na rękach na tarasie przy tłumnym i gwarnym od obecnych tam multum osób. Splatając z nią dłoń wszedł do środka, po czym rozejrzał się po obecnych.
    - Oh jasny gwint... - pisnęła Christine, widząc bruneta, a ten zerknął na nią pytająco. - Proszę wybaczyć. Nie sądziłam, że dane mi będzie pana poznać... - dodała, przecierając włosy dłonią, po czym wskazała palcem drzwi. - Ja może pójdę...
    - Nic się nie stało... - Kalona zamyślił się na chwilę. - Czy stało się coś, pod moją nieobecność? - zapytał się, pytająco spoglądając po obecnych.

    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Wto Kwi 28, 2015 12:44 am

    Lefran odwzajemnił uśmiech. Eva była śliczna jak delikatna różyczka, a on kochał jej słodkie dołeczki w policzkach, kiedy zaszczycała go swym uśmiechem. Pocałował ją w czubek nosa i podciągnął bliżej siebie, by nie spadła mu z kolan, po czym spojrzał w stronę tarasu.
    - Dałby tej biednej dziewce spokój, widać, że jest podłamana, a on ją jeszcze męczy.
    - Może nie o męczenie mu chodzi - wtrącił się Cedric.
    - Tylko niby o co? Za młody jesteś dzieciaku i mało jeszcze wiesz, Vjeran ma trzy tysiące lat i opanował sztukę podrywu do perfekcji, a jak upatrzy sobie jakąś elfkę to już jest jego.
    - Ty wiesz swoje, ja swoje. Duchów nikt nie oszuka, a one mówią, że twój brat ma wobec niej inne zamiary.
    Lefran spojrzał na Cedrica spod oka.
    - A ty taki wszytko wiedzący musisz być? - zrobił głupią minę przyglądając się chłopakowi. - "Twój brat ma wobec niej inne zamiary" - powtórzył go, piskliwym głosem. - No tak, chce ją przebzykać i puścić z pędem wiatru.
    - Nie popisuj się, bo przyszły teść ci się przygląda. - Cedric uśmiechnął się wesoło. - Jeśli mam rację co do twojego brata, to spełnisz jedno moje życzenie - mówił, z nie schodzącym z ust uśmiechem.
    - A co jeśli ja mam rację? - Lefran przybrał poważny wyraz twarzy, nie mając pewności, czy Elijah faktycznie na niego nie patrzy.
    - Wtedy ja spełnię jedno twoje.
    - A co ja mogę od ciebie chcieć? Pozwolisz mi porozmawiać z babcią Ludwiką, która zmarła po moich narodzinach?
    - Na przykład - odparł Cedric.
    - Nie lubiłem babci Ludwiki - odburknął Lefran.
    - Jak mogłeś jej nie lubić, skoro zmarła po twoich narodzinach? - spytał zdziwiony chłopak, unosząc jedną brew w zaciekawieniu.
    - No wiem, ale wiesz... Od urodzenia czułem, że jest jakaś podejrzana, matka mówiła że przy niej strasznie płakałem, a potem nie chciałem jej siadać na kolana, kiedy karmiła mnie kleikiem.
    - Czekaj... To w końcu kiedy zmarła ta twoja babcia Ludwika? Bo kompletnie nic z już z tego nie rozumiem.
    - Jak miałem trzy lata - Lefran uśmiechnął się szeroko.
    Cedric pokiwał głową w niedowierzaniu, po czym uśmiechnął się do Anny.
    - Ta rozmowa prowadzi donikąd...


    Vjeran przez chwilę przysłuchiwał się dziwnej rozmowie, brata z jakimś chłopakiem, lecz kiedy zeszło na temat babci Ludwiki, zeskoczył z balustrady i wolno podszedł do Aishy. Nie chciał jej spłoszyć, więc zatrzymał się na kilka kroków od sofy i przykucnął nie odrywając wzroku od elfki. W nos znów uderzył go intensywnie kwiatowy zapach z nutą czekolady.
    - Wiesz... - zaczął, uśmiechając się pod nosem. - Że pachniesz jak orchidea, która zwabia swym zapachem owady? Robi to tylko wieczorową porą, a najintensywniej pachnie w momencie kiedy owad jest w pobliżu - odgarnął kosmyk włosów, który wiatr zwiał mu na policzek i ponownie spojrzał na Aishę. -  Niektóre orchidee mogą rozsiewać delikatny zapach czekolady. Może to tylko złudzenie... Tak czy inaczej jesteś wyjątkowo piękna - dodał prosto z mostu. - A twoje oczy są jak kwiaty orchidei. Wpadłem w nie jak zwabiony owad i nie umiem się już wydostać... - przechylił głowę lekko na bok, obserwując jej reakcję.

    <-------- Kawiarnia / Vincent i Priyanka

    Vincent czuł, że będzie śledzony, dlatego starał się lecieć jak najszybciej i jak najwyżej, by ciężko go było zauważyć. Zaklęcie uniemożliwiające znalezienie jego i elfki, rzucił dopiero gdy był wysoko na ziemią i trochę obawiał się czy zadziałało. Wylądował na tarasie dysząc ciężko, gdyż wyczerpał sporo sił na to, by wiedźma znalazła się pod ścianą, a on mógł spokojnie uciec z dziewczyną. Postawił Priyankę i oparł się o ramię Vjerana rozmawiającego z jakąś elfką.
    - Vinc, co jest? - blondyn spojrzał na brata dużymi oczyma, wstając z przysiadu.
    - Również miło cię widzieć Vjeran... - odpowiedział prześmiewca, pokazując w myślach bratu, co sie przed chwilą stało.
    - No, to rozpoczęła się gra... - blondyn chwycił Vincenta pod ramię i zaprowadził go prosto do salonu.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Wto Kwi 28, 2015 1:21 am

    Vanessa również parsknęła śmiechem, lecz jej był dość sarkastyczny i wcale nie próbowała tego ukrywać.
    - Co najmniej interesujące... - powtórzyła po nim. - Co najwyżej uczyniłam ci łaskę i zamieniłam z tobą zaledwie kilka słów, gdyż o rozmowie nie masz zielonego pojęcia - dodał, ostentacyjnie zmieniając nogę.  - Poza tym śmiejesz się jak głupek do sera - prychnęła.

    Jane zerknęła na elfkę, następnie na Kalonę i uśmiechnęła się do nich ciepło.
    Spojrzała także na nowo przybyłych, ciesząc się, że w ogóle udało się kogoś odnaleźć, jednak w jej głowie, czaiło się coś złego. Miała złe przeczucie i zaczynała się denerwować.

    Rephaim westchnął przeciągle, przyglądając się ojcu i Jane.
    - Poza tym, że dołączył do nas Vjeran, któy sam przyleciał na zamek z dwiema elfkami i niemal zdążył utopić nam Lefranka, to nic nadzwyczajnego.

    Aisha wsłuchując się w głos chłopaka, zdobyła się na odwagę, by ponownie na niego zerknąć. Choć starał się być miły, na chwilę obecną nic nie potrafiło ją cieszyć i nie czuła nic poza przeszywającym ją na wskroś strachem.
    Już zbierała się w sobie by wykrztusić z siebie słowo "dziękuję", kiedy na tarasie pojawił się kolejny prześmiewca z elfką. Gdy na nią zerknęła, przytknęła dłonie do twarzy czując jak z jej oczu mimowolnie popłynęły łzy.
    - Jesteś... - szepnęła, rzucając się siostrze na szyję. - Bałam się, że już cię nie zobaczę - wyłkała.

    Kiedy Vincent osiadł na tarasie, próbowała się wyciszyć, lecz nagle usłyszała znajomy głos.
    - Aisha... nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłam! - odparła, wtulając młodszą siostrę w ramiona. - nic ci nie jest? - zaczęła się jej przyglądać. Coś jej nie pasowało. Obrzuciła ją wzrokiem raz jeszcze.
    - Nic... wszystko jest w porządku - odparła, zmuszając się do uśmiechu. 
    - Nie kłam Aisha... za dobrze cię znam - odparła, po czym szybkim ruchem pociągnęła za sari, które zsunęło się z jej włosów, odsłaniając również jej szyję. Pipi zamarła. Aisha miała rozbite czoło a jej szyja była niemal sina. Ślady schodziły na dekolt i zapewne niżej, lecz Aisha szybkim ruchem na powrót naciągnęła na siebie Sari, wybuchając cichym płaczem.
    - To nic... najważniejsze, że jesteśmy całe i zdrowe.
    - Całą i zdrowa to jestem ja - odparła Pipi, po czym delikatnie wtuliła w ramiona siostrę. Nie musiała pytać co się stało. Doskonale wiedziała, a słowa były teraz zbędne.

    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Wto Kwi 28, 2015 12:16 pm

    Przedwieczny nie zdążył odpowiedzieć nikomu, bowiem jego uwagę przykuł wyraźnie słabszy Vincent, który wylądował z kolejną elfką na tarasie. Zmarszczył czoło, również podglądając delikatnie jego myśli, gdy ten przekazywał bratu relację. Przechylił głowę, zamyślając się na chwilę, przy czym instynktownie przyciągnął swoją ukochaną do siebie bliżej. Nawet gryf, który właśnie powstał z ognia komina, zaczął niepewnie krążyć po pomieszczeniu. Nikogo jednak nie parzył, a za nim nie widoczny był nawet ślad pożogi. Jedynie przyjemne ciepło i poświata jaką emanował, dawały do zrozumienia że był czymś niematerialnym. Zwierzę z płomieni zaczęło wolnym krokiem z bacznym i uważnym spojrzeniem chodzić między zgromadzonymi, by jakoby poznać wszystkie obecne elfki. Do każdej zaczął się łasić, jednak dość szybko przechodził do kolejnej. Kiedy w końcu wyczuł Jane, do niej zaczął łasić się z lubością najdłużej, obserwując ją spod przymkniętych powiek, choć nie omieszkał rzucić też nieufnego spojrzenia w stronę Kruka, który obserwował zwierzę z nieznacznym uśmiechem na ustach. Gryf był piękny i dostojny, iż nawet gwar rozmów ucichł wraz z jego pojawieniem, a wszyscy obserwowali go w milczeniu.
    - Będzie ją strzegł. Dzień i noc. - Eva z Kaloną równocześnie przytoczyli mit, po czym zerknęli po sobie.
    - Znasz tą przepowiednię? - zapytała się ze spokojem Amher, która również postanowiła zabrać głos, zerkając przy tym na Evę.
    - Raz ją widziałam, to znaczy raz widziałam ją na tyle wyraźnie, że coś niecoś zapamiętałam - odpowiedziała.
    Gryf dalej z uwielbieniem łasił się do elfki, wpatrując się w nią swymi przymkniętymi oczyma. Kalona obserwował to, z uśmiechem na twarzy, jednak kątem oka zauważył coś jeszcze. Ku nim, wolno i ślamazarnie, sunęły się dwa węże, czarne jakby były zrobione z ciemności. Jeden podpełzł do stóp Kalony a drugi do stóp Evy, która machinalnie podkurczyła nogi. Gad jednak podsunął się po drewnianej poręczy dalej, i zaplatając swe ciało na ramieniu dziewczyny, wił się ku jej szyi. Drugi podobne akrobacje poczynił na ręku przedwiecznego. Dziewczyna przełknęła nerwowo ślinę, wodząc całą głową za wężem wbijając w niego przerażone spojrzenie, a Kruk był wręcz oazą spokoju, i tylko kątem oka obserwował zwierzę. Próbował odciągnąć je niewerbalnym zaklęciem, jednak bestie się nie dawały.
    - Co to..? - zaczęła zlękniona kobieta, ponownie przełykając ślinę nerwowo.
    - Spokojnie, nic nam nie zrobi - demon uspokajał gościa. Dziewczyna skinęła nerwowo głową.
    I tu się jednak mylił, bowiem oba węże na raz ukąsiły swoje ofiary. Nie wypiły jednak ni kropli krwi, za to pozostawiły ślad na ich skórach. Dopiero jednak stłumiony jęk nastolatki zmobilizował ogień, z którego był zrobiony gryf, do rozdzielenia się na trzy mniejsze. Jeden umościł się na kolanach Jane, przybierając pozycję gotową do ataku, a dwa pozostałe delikatnie acz stanowczo odrzuciły węże, i wraz z nimi stanęły w płomieniach... Nie minęła jednak sekunda, jak do salonu zaczęły wić się kolejne węże, które tak jak nikogo nie gryzły, tak najwidoczniej kogoś szukały. Nie zatrzymywały się przy żadnym z prześmiewców, tak kiedy tylko przy nim była elfka, zaczynały sunąć po ich nogach, wsuwając się pod materiały ich strojów, by sprawdzić, czy któraś z nich nie ma przypadkiem tatuaży...
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Wto Kwi 28, 2015 5:06 pm

    Vincent spojrzał w kierunku Priyanki, do której dopełzał wąż i wyrwał się z ramion brata, kierując w węża podmuch wiatru. Gad pchnięty silnym wiatrem, przesunął się na kraj balkonu, po czym spadł prosto w przepaść. Vjeran odwrócił się w ta samą stronę co Vinc i dojrzał jeszcze jedno pełzające cholerstwo, które było już bardzo blisko Aishy. Niewiele myśląc, rzucił się do drzwi i w ostatniej chwili złapał elfkę, po czym wzbił się z nią wysoko w powietrze. Odwrócił się za siebie i cisnął w gada strumieniem wody, również strącając go z tarasu.
    - Jesteś cała? - zapytał, chwytając Aishę drugą ręką i spoglądając jej w oczy. Okrążył zamek i zawisnął w powietrzu naprzeciwko tarasu, wolno młócąc skrzydłami. - Tutaj żadne węże cię nie dopadną - dodał i skierował wzrok do wnętrza komnaty, gdzie inni próbowali rozprawić się z gadami.
    Lefran rzucił na Evę czar ochronny i chwycił za ogon węża, który zaczynał wsuwać się pod bluzkę Amher, po czym pociągnął gada do tyłu i zaczął nim wymachiwać w powietrzu jak lassem, kiedy nagle zobaczył na niebie Ferrana. Pomacał się wolną ręką po twarzy, po czym zjechał nią na czoło i przetarł oczy, wciąż kręcąc wężem kółka w powietrzu.
    - Chyba i mnie wąż w tyłek ukąsił.. - mruknął w niedowierzaniu.

    <----------- Rezydencja Ferdka / Ferran i Alice

    Ferran wyminął wyraźnie zdziwionego jego widokiem Vjerana, który unosił się nad tarasem i wleciał do środka rozglądając się dookoła.
    - Lefran, cymbale co ty robisz z tym wężem? - zapytał, wyciągając dłoń w jego kierunku, po czym spalił na popiół gada, którym kręcił prześmiewca. Wciąż unosił się w powietrzu, widząc węże pełzające po podłodze.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Wto Kwi 28, 2015 5:48 pm

    Priyanka pisnęła głośno, czując jak robi się jej ciemno przed oczami. Nie znosiła gadów, a dziś nadmiar wrażeń był dla niej nowością. Martwiła się o Aishę  i już miła rzucić się jej na ratunek, kiedy nagle jeden z prześmiewców wzbił się z nią w powietrze.

    Aisha nie wiedziała, co się stało. Nagle  z prędkością światłą, znalazła się w powietrzu, w ramionach Vjerana, nadal mając zapłakane oczy. Ponad jej głową głośno trzepotały wielkie białe skrzydła. Nie wiedziała na co patrzeć czy na młodzieńca, czy na skrzydła. Była przerażona, a powiew wiatru zdmuchnął z jej włosów Sari, które poszybowało w powietrzu, odsłaniając ukrywane przez nią siniaki. Mocno trzymała się jego szyi, bojąc się by nie upaść.
    - Bardzo ci dziękuję - wyszlochała, na krótką chwilę lokując spojrzenie w jego błękitnych oczach. Jedną z dłoni otarła oczy, spoglądając w dół na Priyankę, a widząc, że jest bezpieczne odetchnęła z ulgą, na powrót przenosząc spojrzenie na Vjerana.
    [img][/img]

    Kama widząc pełzające gady zaczęłą wrzeszczeć jak opętana, łomocząc gada po łbie torebką.
    - A kysz! A kysz! Duszo nieczysta! Sioo zarazoo, plugastwo tego świata! Pieronie  siarczysty, ziarnisty! Szlag by cie trafił! - Piszczała i wrzeszczała na przemian odprawiajac nad gademcoś w stylu tańca godowego. Nagle zaczęła wymawiać jakieś zaklęcie, w pomieszczeniu błysło, huknęło, a  Kama całą osmolona odgarniając dłnią kłęby czarnego dymy, w przyczajonej pozycji próbowała dostrzec węża. - Lefran! Przestań wywijać tą pełzającą dziwką, bo cię zarzygam! Wyrzuć to! Albo zjedz! żeby nie odżył!

    <------------ Kawiarnia / Aaron * Rhena
    W wampirzym tempie stanął na środku salonu a widząc co się dzieje, podał Rhenę na ręce Sabbahatina. ten z kolei wzniósł się w powietrze jak Vjeran trzymając elfkę w bezpiecznej odległości od węży. Sam zaczął zamrażać gady jeden po drugim.
    - Co tu się do cholery dzieje? - spytał przenosząc spojrzenie na szaloną wiedźmę, która zaczęła skakać po skostniałym gadzie.
    - Ty padalcuuu! Ty plago egipska! Teraz chodź cwany pizdalcu. Giń poczwaro!

    Kiedy w pomieszczeniu znalazły się dwa węże, Jane poczuła okropne zawroty głowy i przeszywający ból. Przed jej oczami zrobiło się ciemno, ostatkiem sił zobaczyła jak dwa węże kąsają jednocześnie Ewę i jej ukochanego, a Gryf, który staną gotowy do ataku na jej kolanach rozpadł się na dwa mniejsze, które pokonały węże. Osunęła się na podłogę. W ciemnościach, które ją otoczyły, dostrzegła jasne światło, z którego wyłonił się zarys kobiecej sylwetki. Owa postać po chwili przemówiła:
    - Nie lękaj się - w ciszy rozległ się melodyjny kobiecy głos. - Pani słońca wiedziała, że przyjdą czasy kiedy dziecko nocy, będzie potrzebowało pomocy. Jej plan jest wspaniały i czysty, delikatny i niepozorny, a na jej barkach bogini wyryła ślad, który ma moc pozbawienia czarnego węża życia i zabicia resztek jego nienawiści. Wielki skrzydlaty lew będzie jej znakiem, będzie jej strzegł dzień i noc i tylko czyste i szczere serce, zdoła zajrzeć w głąb jej duszy. Przyszedł czas, kiedy dziecko nocy, spotkało się z dzieckiem słońca. Gdy ich oczy się spotkały narodził się żywioł, który ma moc tylko wtedy, gdy będą razem. Ogień i woda, dobro i zło, połączą swe siły w kręgu zrodzonym z czystych i otwartych serc. Wejdą do domu węża, a wtedy nastanie koniec jego czasów. Wstań jesteś dzieckiem słońca, na swych barkach musisz nieść mu pomoc. Tylko ty możesz mu pomóc. Nadszedł już czas... - Nagle postać się rozmyła, a ją znów otoczyła ciemność, w której przed jej oczami malowały się dziwne szlaczki. Czuła palący ból na ramionach i plecach, jakby jej tatuaże zaczęły płonąć, chciała krzyczeć i uciekać lecz nie mogła się poruszyć i wydobyć z siebie jednego słowa, czuła zapach palonego na plecach materiału i skóry...
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Wto Kwi 28, 2015 6:44 pm

    Kiedy tylko pojawiły się węże, Chrsitine z piskiem zaczęła latać dookoła, czując jak obślizgłe gady suną po jej skórze.
    - Jesteś pól wiedźmą, na Boga... - mruknął Ron, wprost teatralnie usuwając z pleców długiego delikwenta. - Ogarnij się i działaj - dodał, spalając zwierze w dłoni. Ta zmarszczyła czoło, po czym jednak zabrała się za kolejne pełzające cholerstwo.

    Amher widząc jak jej siostra z Aaronem wpadli do środka, posłała im delikatny uśmiech, wbijając mocno obcas w jednego z pełzających gadów, kierując się w stronę siostry.
    - Rhena! Dobrze cię widzieć - zawołała, mocno kopiąc kolejnego wijącego się skurczybyka. - Szkoda tylko, że jak zawsze coś się musi... przemeblować, byśmy się spotkały - dodała z cichym westchnieniem, odrzucając kolejnego z węży.

    Henrik rozejrzał się dookoła, powiewem wiatru wznosząc się na względnie bezpieczną wysokość, a także otaczając zaklęciem Rebekhę z Thomasem by żadne gówno do nich nie przylazło, po czym z jego dłoni zaczęły ciskać się niewielkie, acz celne pioruny, które spalały gady, pełzające dookoła.
    - Jak widzisz, bracie - zerknął na Aarona - ktoś postanowił nagrać sequel "Węży w samolocie". "Węże na zamku" - mruknął, rażąc kolejnego gada piorunem. - Pomijam, że zarówno nasza bratanica - na którą zerknął kątem oka - jak i gospodarz - na Kruka też zerknął pokrótce - zostali ugryzieni. Matko? - zerknął na Esther, która właśnie sztyletem wyjętym z torby rozcięła gada na pół.
    - Musi zaczekać... - mruknęła, uchylając się przed latającym truchłem. A przy okazji złapała kolejnego, szamocącego się węża, którego ogłuszyła walnięciem jego głową o ścianę, by następnie przekroić go na pół.
    - Ja może i mogę czekać, ale zdaje się że ta dwójka nie - bąknął pierwotny, spalając kolejne zwierze. - Zajmij się nimi - dodał zerkając na matkę. Ta co prawda skinęła głową, ale kolejny wąż sprawił iż była zajęta.

    Eva i Kalona zgodnie przetarli szyję dłonią. Brunetka zerknęła na ukochanego, nie wiedząc do końca co oznacza to ugryzienie, acz Kruk jednak niemal natychmiast osłupiał widząc, co dzieje się z jego ukochaną. Delikatnie podniósł ją, wziął na ręce, jednak zmarszczył czoło, czując iż skóra elfki jest znacznie gorętsza niż powinna być. Szybkim podmuchem wiatru oczyścił chociaż najbliższą im okolicę z nieprzyjaciół, po czym znów spojrzał na ukochaną.
    - Jest cała rozpalona - powiedział półszeptem, próbując jednego zaklęcia, które nie do końca poskutkowało. - Jasny szlag - gdyby mógł, z pewnością przetarł twarz dłonią.
    - Bez gówna, Sherlocku - Eva wzrokiem obleciała pomieszczenie, przecierając facjatę ręką. - Mam pomysł - rzuciła się pędem do łazienki w korytarzu, gdzie odkręciła zimną wodę, i pozwoliła lać się energicznym strumieniem. Krzyknęła następnie, ażeby Kruk przysunął się bliżej. - Jak dam znać, puść ją, i mi zaufaj. Jako, że w łazience nie było wanny, wspomogła się magią żywiołów. Uniosła wodę, która przybrała kształt ów wanny, i przybliżyła się z nią do salonu. - Delikatnie ją opuść - poleciła. Kalona powoli opuścił dziewczynę do wody. Ta jednak dostała drgawek. Skinęła na Kruka, który wziął na siebie utrzymanie tej niewidocznej wanny. - Doooooobra, to inaczej - Eva znów przetarła dłonią twarz. - Wietrze, uspokój nasze skołatane myśli - w pokoju zdawało się słyszeć delikatny szum wiatru. - Ogniu, wypal bariery poznania, i spraw, byśmy wiedzieli co wiedzieć powinniśmy - w pokoju zrobiło się ciepło, a wiatr do tej pory chłodny, niósł za sobą cieplutki powiew. - Wodo, obmyj nasze serca, aby były czyste i jasne - do szumu powietrza dołączył szum wody. - Ziemio, nie pozwól, nam upaść, a gdy upadniemy, pomóż nam wstać - wiatr przywiózł zapach świeżo skoszonej trawy, który rozkosznie drażnił nozdrza obecnych - I, na koniec, duchu, bądź naszym oparciem, i drogowskazem. - Żywioły zawirowały wokół dziewczyny, po kolei burząc jej włosy, rozpalając policzki, mocząc jej stopy, które jednak suche pozostały oraz przynosząc jej zapach wiosennych kwiatów, by na koniec opromienić dziewczynę świetlistą poświatą.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Wto Kwi 28, 2015 10:31 pm

    Vincent podbiegł do Priyanki i również wziął ją na ręce, wzbijając się w powietrze. Spojrzał jej w oczy z lekkim uśmiechem, choć do śmiechu mu wcale nie było.
    - Twojej siostrze nic nie grodzi, jest w trochę wybuchowych… aczkolwiek bardzo dobrych rękach.

    Vjeran spojrzał na Aishę, której sari odleciało z podmuchem wiatru i zamarł na chwilę widząc liczne sińce na jej twarzy. Sam czasami był porywczy i to tak bardzo, że potrafił zrobić zadziwiająco okrutne rzeczy, ale nigdy w swoim życiu nie podniósł ręki na kobietę. Westchnął w niedowierzaniu, że ktoś mógł tak okrutnie potraktować, tak piękną istotę i uniósł do góry jedną z dłoni, delikatnie przykładając ją do czoła elfki.
    - Nie bój się, nie będzie bolało… - powiedział, po czym zamknął oczy i zaczął wypowiadać zaklęcie. Rany na ciele dziewczyny zaczęły znikać jedna po drugiej, podobnie jak siniaki, a wraz z nimi cały ból. Kiedy skończył spojrzał w jej zapłakane oczy i kciukiem otarł łzy z jej twarzy, a potem uśmiechnął się i objął ją drugą ręką, lekko przytulając do siebie i spojrzał do wnętrza salonu, gdzie szalały węże.

    Rhena była wciąż przerażona tym, co spotkało ją w kawiarni. Nie dochodziły do niej żadne głosy z zewnątrz, nie słyszała nawet słów swojej własnej siostry, słyszała jedynie syk węży, który przyprawiał ją o kolejne dreszcze. Miała wrażenie, że wciąż chodzą po jej ciele, co sprawiało, że jeszcze bardziej się trzęsła. Tuliła się do obcego prześmiewcy, kurczowo ściskając go za bluzkę, chcąc żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło.

    Lefran chwycił Kamę w pasie i posadził ją na swoich barkach, gdy zaczęła wydzierać się jak wariatka, skacząc po zamrożonym wężu.
    - Uspokój się kobieto, bo drzesz się tak głośno, że wszystkich umarłych pobudzisz – powiedział, przypominając sobie o rozmowie na temat babci Ludwiki. Odwrócił się w stronę Evy, która lewitowała w powietrzu, a dookoła unosił się zapach świeżych kwiatów. – Ma gadane skubana. Pewnie te winogronka tak na nią podziałały – dodał z uznaniem.


    Cedric przyglądał się całemu zamieszaniu, z lekkim niepokojem. Chciał jakoś pomóc, lecz póki co siedział tu jak kołek i niewiele mógł zrobić. Widząc węże pełzające po podłodze, wciągnął nogi na kanapę siadając po turecku, po czym przyłożył do siebie dłonie wewnętrzną stroną i zamknął oczy, wypowiadając zaklęcie w języku dawno zapomnianym przez większość druidów. Mieszając żywioły wody i ognia, sprawił, że wszystkie węże zatrzymały się w bezruchu, przymarzając do podłogi, a potem zaczęły płonąć żywym ogniem. Lefran w ostatniej chwili odsunął się od jednego z gadów, wciąż trzymając kamę na barkach i odruchowo schował skrzydła, żeby nie przypalić sobie piórek.
    - Uważaj trochę cacusiu, chcesz mi przypiec dupcię? Eva raczej nie byłaby zadowolona gdybyś uszkodził jej to ciało – odparł, wskazując palcem na swój tyłek.
    Kiedy Cedric skończył, a wszystkie węże zniknęły, spojrzał na prześmiewcę i uśmiechnął się szeroko.
    - Nic ci nie będzie, co najwyżej delikatnie cię przyrumieniło – powiedział, na powrót opadając plecami na oparcie fotela.
    - Taaak… Już ja znam te twoje sztuczki. Chciałes mnie wysłać na drugą stronę do babci Ludwiki, żeby na wieki wieków karmiła mnie tym swoich ohydnym kleikiem, blehh… - Lefran skrzywił się odruchowo.
    - Przynajmniej byłbyś zdrowy. Podobno kleik ma dużo witamin – Cedric poruszał brwiami.
    - Jak chcesz, zaraz sam poślę cię na spotkanie z moją babką – Lefran uśmiechnął się złowieszczo.

    Ferran unosił się w powietrzu, wolno młócąc skrzydłami i przyglądał się tej całej paradzie ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. Nie wypuścił Alice z rąk, nawet kiedy wszystkie węże zniknęły, jakby wolał się upewnić, że nic nie grozi jego cudnej elfce.
    - A myślałem, że w moim domu jest niebezpiecznie… - mruknął tuląc do siebie dziewczynę.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Wto Kwi 28, 2015 11:52 pm

    Priyanka, z przerażeniem wymalowanym na twarzy wpatrywała się w Vincenta.
    - Co to jest? O co chodzi? Dlaczego są tu te węże? Rozumiem, że to sprawka tej wiedźmy? - Szereg pytań, które cisnęły się jej do głowy czekały na odpowiedź. - Dziękuję, że mnie stamtąd zabrałeś - dodała wtulając się w jego ramiona, lecz nm to zrobiła zerknęła również na Aishe.

    Kiedy Vjeran przyłożył dłoń do jej czoła, nie wiedziała, co się dzieje. Nagle poczuła się dziwnie. Przyjemne ciepło zaczęło ogarniać jej ciało, ból zaczął znikać a rany nagle się zagoiły. Spojrzała po sobie, po czym nieśmiało uniosła wzrok, wpatrując się w Vjerana.
    - Dziękuję... Nie chciałam by ktokolwiek to widział - dodała, walcząc ze wszystkich sił by nie wybuchnąć płaczem. Jej ból fizyczny zniknął, lecz żadna magia nie była w stanie zmyć z niej bólu psychicznego. Cała zaczęła drżeć, choć starała się opanować, a wysoki i silny prześmiewca, który wtulał ją w ramiona wcale jej nie uspokoił. Oparła skroń o jego pierś, przyglądając się Pipi, która również teraz szybowała w powietrzu.


    Sabbahattin, delikatnie otulił elfkę ramionami, ze spokojem wpatrując się w jej przerażoną twarz.
    - Już dobrze Rheno... - zaczął melodyjnym tonem. - Nic ci nie grozi, sytuacja już jest opanowana, nie bój się słoneczko. Jesteśmy tu po to by was chronić. - Próbował ją uspokoić, mówiąc spokojnym i pełnym ciepła tonem.

    Kama pisnęła głośno, gdy Lefran wsadził ją na swoje barki. Instynktownie zgarbiła się łapiąc Lefrana dłońmi za czoło, co musiało znacznie ograniczyć mu pole widzenia.
    - Co robisz! Chcesz mnie zabić?! Postaw mnie na ziemie... ja lecę! Spadam! Jak rozwalę sobie paryj i wybije zęby to będzie twoja wina! - krzyczała, chwiejąc się na jego ramionach. - I wtedy babcia Ludwika przyda się z tym swoim kleikiem! - zawyła, łapiąc go jedną dłonią za włosy i kurczowo się go trzymając, starała się zachować równowagę.

    Alice spoglądała na to co się działo z wysokości instynktownie coraz mocniej wtulając się w Ferrana.
    - Nie znoszę gadów - szepnęła drżącym tonem. - Co tu się dzieje? - Coraz mocniej wtulała się w swojego anioła, lecz kiedy sytuacja wydawała się już opanowana, spojrzała na niego nie kryjąc lęku.

    Elijah z szeroko otwartymi ustami obserwował wyczyny córki. Wiedział że jest zdolna i że jest wspaniałą czarownicą ale nie spodziewał się, że jest tak potężną wiedźmą. Nie wiedział co robić, ale wyraz spokoju wymalowany na twarzy przyjaciela dodawał mu otuchy i koił skołatane serce.

    Jane czuła na sobie przyjemne ciepło, zewsząd otaczał ją przyjemny zapach, słyszała jak dziewczyna łączy się z żywiołami, jednak nie była wstanie unieść powiek. Kiedy na końcu połączyła się z duchem, na ciele Jane po raz kolejny zapłonęły znaki, a we wnętrzu jej głowy niczym mantra, łagodnym i melodyjnym kobiecym głosem, wypowiadane były słowa, których kompletnie nie rozumiała. Gdy ucichły, wolno otworzyła oczy, czując jednocześnie przeszywający ból na plecach i przedramionach. Nie wiedziała co się dzieje, gdzie jest i kto ją otacza. Miała totalny chaos i pustkę w głowie, w której jedynie niezrozumiałe słowa odbijały się echem jakby ktoś na siłę wsadził je w jej mózgownicę...

    Thomas instynktownie chwycił Bekhe na ręce, próbując oddzielić ją możliwie jak najbardziej od pełzających po podłodze gadów. Był przestraszony nie na żarty, a najbardziej bał się o swoją kochaną Becię i ich pierworodne.
    - Nie ruszaj się nie krzycz, sytuacja już jest prawie opanowana - mruknął, przyglądając się całej sytuacji.

    Rephaim z kolei zaczął wypowiadać zaklęcia, sprawiając, że trupy węży zaczynały rozmywać się w powietrzu, z niepokojem zerkając także w kierunku Jane, ojca i Evy, oraz Kateriny.
    - Cholera! - syknął, kiedy sytuacja była już opanowana. - Co z nią? - spytał podchodząc do ojca i Jane, po drodze łapiąc za dłoń również Katerinę. Zaczął nasłuchiwać bicia serca siostry, a kiedy upewnił się, że żyje odetchnął z ulga i usiadł na pobliskim krześle wciągając na kolana Kat. - Nic ci nie jest?

    Vanessa widząc węże, skrzywiła się pod nosem i instynktownie wskoczyła Aleksandrowi na kolana, podciągając kolana pod siebie i niechcący robiąc mu stopą jajecznicę, na co nawet nie zwróciła uwagi.
    - Orzesz w mordę co ta czarna matronica jeszcze wymyśli... zabierz mnie stąd! Nienawidzę węży!
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Sro Kwi 29, 2015 1:18 am

    Vincent widząc, że inni pozbyli się węży, wylądował na ziemi i spojrzał Priyance w oczy.
    - Tak moja droga, to sprawka tej wiedźmy. Ale nie dam cię skrzywdzić, tego jednego możesz być pewna, nie ważne co by się działo - odpowiedział, na chwilę kierując wzrok w kierunku ojca i jego ukochanej. - Mam nadzieję, że wszystko będzie z nią w porządku... - usiadł na kanapie, czując potworne osłabienie. - Wybacz mi, ale muszę na chwilę odpocząć - uśmiechnął się lekko do elfki, po czym przetarł twarz dłońmi.

    Kiedy Vjeran zobaczył, że sytuacja jest opanowana, postanowił zabrać Aishę w jakieś cichsze miejsce. Uśmiechnął się do niej i poszybował w dół, lądując na balkonie pokoju niżej.

    -----------> Siup / Vjeran i Aisha

    Rhena wychyliła głowę, gdy tylko syk węży ustał. Spojrzała na prześmiewcę, posyłając mu lekki uśmiech i skierowała głowę na salę, wodząc oczami za Aaronem, gdyż nie znała tu nikogo innego, kiedy nagle w tłumie wypatrzyła swoją siostrę.
    - Dziękuję ci, już możesz mnie puścić - powiedziała cicho. Prawie wypadła, wydostając się z rąk mężczyzny który ją trzymał i ruszyła biegiem w kierunku stojącej w oddali elfki, rzucając jej się na szyję ze łzami w oczach. W tej chwili nie liczyło się nic innego.

    Lefran jedynie kątem oka wyłapał jak Vjeran znika mu z pola widzenia, gdyż Kama zasłoniła mu dłońmi cały świat, dodatkowo targając go za włosy.
    - Dobra, dosyć tego, złaź ze mnie, nie chce żebyś mnie rozpukła! - powiedział, próbując ściągnąć przyjaciółkę z barków, lecz nie mógł jej odpowiednio chwycić, gdyż ta wciąż targała go za czuprynę, ciągnąc jego głowę do tyłu. Lefran zaczął krążyć po pokoju, wymachując rękami po omacku, licząc jedynie na łut szczęścia i intuicję, by w kogoś nie wleźć. - Nie wierć się tak kobieto i przestań szarpać mnie za łeb, bo jak na coś wpadnę to obydwoje będziemy wpierdylać kleiki od babci Ludwisi!

    - Spokojnie Alice, sytuacja opanowana. - Ferran postawił elfkę na ziemi, nie wypuszczając jej z objęć. - Wiedźma wysłała tu swoje cholerne węże, ale jak widzisz... - W ostatniej chwili odsunął się wraz z dziewczyną przed idącymi na nich Lefranem i Kamą. - Nosz kurwa, chwili spokoju! - warknął, marszcząc czoło.

    Cedric jedynie wodził wzrokiem za dreptającym w kółko prześmiewcą i druidką ulokowaną mu na plecach, czując że za chwilę wybuchnie głośnym śmiechem, jeśli jeszcze przez chwilę będzie patrzył na tą dwójkę.
    - Uważaj na babcię Ludwikę! - krzyknął, patrząc jak Lefran nieświadomie kieruje się w stronę drzwi na korytarz.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Sro Kwi 29, 2015 1:25 pm

    W salonie aż wrzało, bowiem wszyscy mocowali się z coraz to kolejnymi wężami, jedynie nieliczni mieli względny spokój od tego, jednak Eva z Kaloną nie robili nic innego, niż próbowali ulżyć Jane. Dlatego też, druidka poleciła:
    - A teraz, słoneczka wy moje, otoczcie tą dziewczynę ramieniem opieki - żywioły które zgranie lawirowały koło dziewczyny niemal natychmiast, w całości popłynęły do elfki. - Opuść ją teraz, delikatnie - poleciła Kalonie, który powoli opuszczał dziewczynę na podłogę, jednocześnie pozwalając wodzie wolno spływać.
    - Ogniu - tą krótką komendą sprawił, że woda wyparowała. Następnie czym prędzej znalazł się przy ukochanej, i delikatnie wziął ją na ręce, przenosząc ją na kanapę. Starał się ją ułożyć tak, by pozycja była jak najbezpieczniejsza i by jak najmniej spieczonej skóry dotykało materiału. Delikatnie uchwycił jej dłoń, również motywując żywioły do pracy. - Kochanie? - Spoglądał z troską na dziewczynę. - Co się dzieje?

    - Jestem spokojna. Póki co - Rebekah posłała ukochanemu delikatny uśmiech, po czym rozejrzała się po salonie. Rozbryzgi krwi gadów widniały wręcz na każdym kawałku jasnego pomieszczenia, a zielona skóra węży błyszczała się czerwoną poświatą. - Zawsze coś... - mruknęła, krzywiąc się mimowolnie pod nosem. - Mam nadzieję, że do rozwiązania się uspokoi - dodała, wtulając dłonie do brzuszka, czując niemal natychmiast, jak maleństwo rozpycha się tuż pod jej palcami, na co mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. - Już niedługo - wyszeptała, zerkając na swój brzuch, a potem na ukochanego.

    Maya, widząc jak Kama z Lefranem są niezwykle blisko do taranowania wszystkiego i wszystkich co po drodze, westchnęła cicho, po czym parsknęła stłumionym śmiechem.
    - Ekhm, pomóc wam się odkleić? - zapytała się, obserwując tą szaloną kompanię. - Nosz... Uwaga na głowy! - pisnęła, po czym uchyliła się, by uniknąć ciosu od Kamy wierzgającej nogami.

    Amher, widząc jak siostra pędzi w jej stronę, uśmiechnęła się do niej szeroko, po czym otoczyła ją ramionami, kiedy ta wpadła i rzuciła się jej w objęcia. Nawet podniosła ją z tej radości.
    - Tyle lat... - westchnęła, omiatając ją spojrzeniem. - Acz szkoda, że zawsze jak się spotkamy po latach coś musi się dziać - dodała, mając na myśli inwazję węży, na co skrzywiła się mimowolnie pod nosem.

    Anna uśmiechnęła się delikatnie, obserwując kątem oka jak Cedric radzi sobie z resztą gadów. Sama nawet usiadła po turecku i przymknęła powieki, próbując nawiązać kontakt z dowolnym, najbliższym duchem. Tamta strona jednak milczała, a kiedy posłuchała tej wymiany zdań, między Almonthem a Lefranem, parsknęła stłumionym śmiechem, by po krótkiej sekundzie jeszcze bardziej przykurczyć nogi, gdy prześmiewca z Kamą zaczęli szaleć po salonie.
    - Często tak mają? - zagadnęła, zerkając na tych wariatów.

    Alexander, który nagle poczuł, jak obcas Vanessy wbija się wprost w jego najczulszy punkt, z kpiącym uśmiechem syknął jedynie, po czym delikatnie ujął jej nogę, by poprawić ją sobie i ustawić choćby o centymetr dalej od swej męskości.
    - Wolałbym nie mieć tam jajecznicy - odparł półtonem, wyjaśniając dlaczego to zrobił. - No dobrze, chodźmy na spacer w takim razie - wziął ją na ręce, by nie musiała sama iść po skórach gadów, po czym skierował się korytarzami, sam do końca nie wiedząc gdzie...

    [---> Spacerek / Vanessa z Alexanderem]
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Sro Kwi 29, 2015 3:08 pm

    Priyanka, nalała do szklanki wody i podała ją Vincentowi. Czuła się winna, to przez nią czuł się teraz tak a nie inaczej, ratował ją i dlatego teraz był osłabiony. Usiadła obok niego, zerkając na niego spod oka.
    - To wszystko moja wina, a ja nie jestem warta aż takiego poświęcenia - westchnęła. - Twój brat z Aishą poleciał gdzieś... Nic jej nie grozi?

    Aaron widząc Rhenę z inną młodą elfką, ze spokojem usiadł nieopodal. Wolał nie przeszkadzać teraz dziewczyną i pozwolić im się nacieszyć sobą. Rozejrzał się też po innych najbliższych i z podziwem śledził wzrokiem poczynania Evy.

    Kama nagle zatrzymała się w pół wrzasku i niepewnie odsłoniła oczy Lefrana.
    - No dobra! Postaw mnie na nogi! Tylko ostrożnie! Nie chcę kiełków ani kleiku od twojej babki. Sam se to jedz jak ci odpowiada - odparła, cierpliwie czekając aż zrzuci ją z ramion. - Tylko ostrożnie... i nigdy więcej tego nie rób! - syknęła.

    Alice przyglądała się całemu zamieszaniu, a widząc mężczyznę z kobietą na ramionach, którzy biegali jak opętani po całym salonie cicho zaśmiała się pod nosem.
    - Nie złość się, spójrz oni wyglądają jak para cyrkowa - chichotała. - Pomyśl jak byłoby nudno bez nich tutaj.

    Jane spojrzała na Kalonę nieobecnym wzrokiem, a jedyne, co była wstanie wypowiedzieć to zlepek nieznanych jej słów, które ciągle rozbrzmiewały w jej głowie. Kiedy skończyła, wróciła do rzeczywistości, raptownie siadając. Jej plecy piekły tak nieznośnie, że w jej oczach pojawiły się łzy, a dłonie mimowolnie zacisnęły się na dłoni ukochanego.
    - Byłam w dziwnym miejscu - jęknęła. - Była ze mną kobieta, mówiła dziwnym szyfrem, nic z tego nie rozumiem - dodała opierając czoło o ramię Kalony. Starała się opanować oddech, jednak każdy ruch sprawiał jej niewyobrażalny ból.

    - Mam taką nadzieję - mruknął w niezadowoleniu Thomas. - Zawsze coś musi się dziać, ani chwili spokoju - dodał, stawiając Bekhę na nogach. wtulił ją w ramiona, z uwagą przyglądając się pobojowisku.

    Rephaim wolno zaklęciami zaczął oczyszczać salon z resztek zabrudzeń i pełzających gadów. Po chwili było już czysto i względnie spokojnie, a widząc Lefrana z Kamą pokręcił w niedowierzaniu głową po czym zaklęciem zdjął wiedźmę z jego barek.
    - Spokojnie Kamuś... nie drzyj mordki już i uspokój się.
    - Sam masz mordkę... o mało nie zginęłam!
    - Przesadzasz
    - Bynajmniej!

    <-------------- Pałąc Murata / Murat * Ciri
    Osiedli na tarasie, a Murat wolno poruszając skrzydłami zaczął wzrokiem badać teren. Nadal trzymając Ciri na rękach, wszedł do salonu, przyglądając się już względnie ogarniętemu pomieszczeniu.
    - Co tu sie do cholery dzieje? - mruknął, nie wiedząc na kogo i gdzie patrzeć.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Sro Kwi 29, 2015 4:32 pm

    Vincent odebrał szklankę wody od Priyanki i spojrzał na nią wzrokiem, który mówił, by przestała wygadywać takie rzeczy na swój temat.
    - Moja droga, gdybyś nie była warta, to bym cię nie ratował. Jesteś piękną i mądrą kobietą, która zbyt dużo przeszła w życiu, nie mogłem cię skazać na pewną śmierć. Jeśli natomiast o mojego brata się rozchodzi, to muszę cię uspokoić. Choć Vjeran potrafi być furiatem lecz nic jej nie robi. Fakt, że to podrywacz i lubuje się w elfkach, ale nigdy nie przymusił żadnej kobiety do niczego, czego by nie chciała i nigdy na żadną nie podniósł ręki. Jak na prześmiewcę jest wyjątkowo spokojny, choć biada temu kto zajdzie mu za skórę. Spokojnie Priyanko, wróci do ciebie cała i zdrowa – dodał z lekkim uśmiechem.

    Rhena, wtuliła się mocno do Amher, nie chcąc jej puścić choć na chwilę.
    - Masz rację, zawsze się coś dzieje. Taki chyba nasz urok, ale tylko się cieszyć, że w końcu się odnalazłyśmy – oderwała się od siostry i spojrzała na nią z troską. – Jesteś cała? W jednym kawałku? - zapytała niepewnie.

    Cedric spojrzał na Annę, odwzajemniając uśmiech.
    - Wygląda na to, że często, przynajmniej tak wnioskuję po tym, jak się obydwoje zachowują. Ciekawi mnie ta babcia Ludwika, o której on tak ciągle gada – dodał, przenosząc wzrok na Lefrana i Kamę. Kiedy Rephaim rozdzielił tą dwójkę, jedynie westchnął rozkładając ręce. – O i koniec przedstawienia.

    Ferran westchnął cicho, spoglądając w kierunku Alice.
    - Wyglądali razem jak jeden z plemiennych totemów.
    Uwolniony w końcu Lefran, spojrzał w kierunku młodszego brata, po czym z zadowoleniem podszedł do niego, łapiąc go za ramię.
    - A podobno gówno cię obchodzi ratowanie elfek Ferduś – odparł, klepiąc go lekko.
    Prześmiewca spojrzał na brata kamiennym wzrokiem.
    - Zabieraj tę grabę, albo zaraz ją stracisz. I tak, nadal gówno mnie to obchodzi, więc nie wiem po co drążysz temat.
    - Dobra, dobra, niech ci będzie dzieciaku – Lefran, jeszcze raz poklepał Ferrana po ramieniu. – Ale tej ślicznej pani możesz mnie przedstawić – dodał, uśmiechając się do Alice.

    Ciri porozglądała się po pomieszczeniu z niedowierzaniem. Było tu mnóstwo prześmiewców i elfek, wyczuwała nawet wiedźmy i wampiry.
    - Niezła zbieranina… - mówiła wciąż wodząc wzrokiem po zgromadzonych.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Sro Kwi 29, 2015 6:16 pm

    <--- Jeziorko przy Zamku / Amelia i Magnus

    Prześmiewca wylądował na tarasie, jednak widząc rozgardiasz dookoła, wciąż trzymał elfkę na rękach.
    - Co tu się do cholery działo? - zapytał się, delikatnie stawiając elfkę na nogach, by w razie potrzeby mieć wolne ręce.
    - Ominęło cię niezłe widowisko, bracie - odpowiedział mu Ron, po czym zerknął na Murata z Ciri na rękach. - Ktoś dosypał mi czegoś, czy widzę Murata z kobietą na rękach? - zapytał się, otwierając szerzej oczy. Magnus zerknął na niego pytająco, po czym spojrzał na Murata i również szeroko otworzył oczy.
    - Nie no, ktoś nam masowo czegoś dolał... - pokręcił w niedowierzaniu głową, jednak mimowolnie wtulił ukochaną do siebie mocniej. - Widzisz, moja droga, Murat... ująć to, iż jest dość... wzbraniający się przed miłością i czuciem czegokolwiek więcej do kogokolwiek... - dodał do niej szeptem.

    Zarówno Kalona, jak i Eva zmarszczyli czoło, starając się zrozumieć słowa, jakie wypowiadała Jane. Nawet Mikaelsonowie z Mayą nasłuchiwali treści tego, co mówiła jakby w transie elfka.
    - Leż spokojnie, najdroższa - uspokajał ukochaną demon, delikatnie odgarniając włosy z jej czoła. - Już dobrze - delikatnie pogładził ją po policzku, zerkając w jej oczy. Doskonale zdając sobie sprawę, że skóra wciąż może ją piec, bowiem niemal namacalnie sam to czuł. - Ulżę ci - wyszeptał łagodnie, całując ją w skroń, po czym mamrocząc ciche zaklęcie, przesunął dłonią tuż nad jej plecami. Kiedy skończył, równie łagodnie zapytał się: - Jak się czujesz?

    - Tak, cała i w jednym kawałku. Na szczęście - przytaknęła siostrze Amher, omiatając ją spojrzeniem. - A ty? - zapytała się, zerkając badawczo na brunetkę. - Długo już tu jesteś? - zagadnęła, delikatnie odgarniając włosy z twarzy Rheny.

    - Mnie też. Jestem ciekawa, czemu tak bardzo nie chce, by ktoś ją przywołał, bo czuję, ze tu nie chodzi o kleik... - odparła Japonka zamyślając się na chwilę. Kiedy Rephaim ich rozdzielił, zaśmiała się cicho kręcąc w niedowierzaniu głową. - No cóż, może to i dobrze, jeszcze by coś w tym pędzie zdemolowali - westchnęła cicho pod nosem.

    Rebekah cicho westchnęła, wtulając się do ukochanego, również podobnie jak on rozglądając się po tym rozgardiaszu.
    - Najgorsze jest to, iż muszę siedzieć bezczynnie - mruknęła pod nosem. - Nie cierpię siedzieć bezczynnie...
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Sro Kwi 29, 2015 10:07 pm

    Pipi westchnęła cichutko, opierając skroń o ramię Vincenta. Przy nim czuła się wspaniale i bezpiecznie, wiedziała, że nic złego nie może się stać. Cieszyła się, że odnalazła siostrę i że ma przy sobie Vincenta.
    - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy i jak bardzo jestem ci wdzięczna. Jeśli mogłabym jakoś ci się odwdzięczyć... to powiedz. Chociaż... może i jakiś sposób znajdę sama - uśmiechnęła się tajemniczo, delikatnie różowiejąc na policzkach.

    Alice parsknęła głośniejszym śmiechem na wzmiankę o totemie, po czym mocniej wtuliła się w Ferrana, gdy podszedł do niech jeden z prześmiewców.
    - Jestem Alice - przedstawiła się, splatając palce z palcami Ferrana.

    Murat delikatnie pocałował Ciri w skroń, lecz wyraz jego twarzy nadal był złowrogi, a oczy pociemniały ze złości.
    - Nie bój się, nikt z tutaj zgromadzonych nie zrobi ci krzywdy - odparł, po czym wraz z Ciri usiadł na jednej z sof, przez chwilę próbjąc wyłapać rozmowy i dowiedzieć się co się stało. Widząc Maye, magią zaczął przyciągać dziewczynę siebie. - Mów kobieto co tu się stało? Co jest z Jane i co mnie ominęło.

    Amelia zaśmiała się cicho, w niedowierzaniu kręcąc głową.
    - Kiedy miłość puka do drzwi, zwykle przychodzi jako nieproszony gość i zostaje już na dłużej. Tak to już jest. Gdyby jej szukał, nie znalazłby jej, kiedy jej nie szuka i nie potrzebuje ona przychodzi i ładuje się do naszego życia. Ładna z nich para... tak nawiasem mówiąc.

    Jane czuła jak potworny ból odchodzi w niepamięć. Kiedy skończyła opadła w ramiona ukochanego, starając się zwyczajnie odpocząć i w końcu odetchnąć pełną piersią.
    - O niebo lepiej - odparła po chwili drżącym tonem, po czym uniosła głowę i objęła dłońmi twarz Kalony, odwracając ją jednocześnie na bok. Jej oczy skierowały się na ranę, którą pozostawił na szyi wąż. - A wy? Jak wy się czujecie? - przerzucała spojrzenie raz na Evę raz na Kalonę, czując jak narasta w niej lęk. Złe przeczucia, które miała, teraz niemal szalały w jej wnętrzu, rozsadzając jej głowę. Z jego rany sączyła się krew, a miejsce ukąszenia mocno opuchło. - Mayu, zerknij na to, nie podoba mi się to ukąszenie, mam złe przeczucia, jak można im pomóc? - czuła, że z nadmiaru emocji zaczynają drżeć jej dłonie. Chciała, aby Maya odpowiedziała twierdząco, ale jej przeczucia mówiły coś zupełnie innego...

    - Rebekho Mikaelson wybij sobie z głowy, że pozwolę ci na to byś się w to teraz wtrącała. Jest nas wystarczająco dużo, żeby sobie poradzić z tą czarnuchą. Ty masz siedzieć na tyłku i myśleć o maluchu... rozumiemy się? - spytał z uśmiechem.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Czw Kwi 30, 2015 2:14 pm

    Vinc uśmiechnął się tajemniczo, po czym odstawił wodę na stolik obok i spojrzał na Priyankę, która opierała głowę o jego ramię.
    - Uwielbiam niespodzianki - powiedział, po czym delikatnie nachylił się nad elfką i pocałował ją w czubek głowy. - Pięknie pachniesz, moja droga. A widok twej uśmiechniętej twarzy i wiedza, że jesteś szczęśliwa i bezpieczna, to najlepsza nagroda dla mnie - dodał, obejmując ją ramieniem, po którym pogładził ją dłonią.

    Lefran ukłonił się przed elfką aż po pas, po czym wyprostował się i znów poklepał brata po ramieniu.
    - Szacunek dla ciebie piękna Alice. Ten o to facet, nigdy nie dopuścił żadnej kobiety tak blisko siebie, a tobie udało się być bliżej niż piętnaście centymetrów, więc jest nawet lepiej niż dobrze.
    - Lefran, zamknij się już... - westchnął Ferran. - Nie rób sensacji tam gdzie jej nie ma - również zacisnął palce u dłoni, którą splótł z Alice. - Porozglądaj się dookoła. Murat - wskazał ręką na brata siedzącego z białowłosą elfką. - Vincent - dodał, kierując dłoń na kolejnego prześmiewcę, tulącego do siebie elfkę. - Magnus - skinął głową, pokazując Lefranowi następną parę. - A jak tu leciałem, widziałem Vjerana z jakąś elfką. Gdzieś po korytarzach krąży również Hamid, uganiając się za kolejną szpiczastouchą dziewką. Sensacje to możesz wzbudzać ty braciszku, bo jako jeden z nielicznych nie poderwałeś elfki.
    Lefran porozglądał się dookoła z coraz bardziej uniesioną brwią. To, co zobaczył, faktycznie mocno go zaskoczyło.
    - Ferdek - powiedział, wracając wzrokiem na brata. - Ferduś... Ferdziątko ty moje... - dodał, łapiąc go za policzek i termosząc jak małe dziecko. - Ale oni są już starzy ją świat! A ty? ty jeszcze dzieciuch jesteś, a już dziewkę znalazłeś, emocje włączyłeś!
    - Do jasnej cholery, puść mój policzek... - wycedził przez zęby Ferran, po czym chwycił brata za rękę i zaczął ją odciągać od swojej twarzy, lecz ten trzymał go jak zaklęty. - Nic nie włączałem, ale za chwilę włączę moją pięść jak nie przestaniesz telepać moją twarzą...
    - Ahh mój braciszek dorósł... - westchnął Lefran, odkleszczając policzek Ferrana ze swojej ręki i podciągnął nosem. - Jestem z ciebie taki dumny! - dodał, ocierając twarz dłonią ze wzruszenia.


    Rhena uśmiechnęła się do siostry i zaprzeczyła kręcąc głową na boki.
    - Przyjechałam dzisiaj, jakieś dwie godzinki temu. W kawiarni poznałam Aarona - mówiła, pokazując siostrze jasnowłosego wampira siedzącego na kanapie. - Gdyby nie on, pewnie te węże które pojawiły się w restauracji, coś by mi zrobiły... - dodała, posyłając pierwotnemu jeden ze swych najpiękniejszych uśmiechów.


    Cedric spojrzał badawczo na Lefrana rozmawiającego z bratem, po czym przeniósł wzrok na Annę.
    - Też tak myślę. Ale to zbadamy, jak już skończy się ta cała farsa z wiedźmą - powiedział z lekkim uśmiechem. Nie podobało mu się jednak to, co się działo z ukochaną przedwiecznego, oraz samym Kaloną i dziewczyną prześmiewcy. - Myślisz, że te ugryzienia mają jakieś znaczenie..? - zapytał Anny, badawczo obserwując ukąszoną przez gady dwójkę.


    Ciri nie odstępowała Murata na krok. Siedziała mu na kolanach, badawczo rozglądając się po salonie i nagle zauważyła prześmiewcę, o którym rozmawiała z Muratem, kiedy jeszcze byli w pałacu.
    - Podobno to morderca i gwałciciel pełną gębą - powiedziała jakby do siebie. - A elfkę za rękę ściska... - nie rozumiała już niczego z tego, co pamiętała.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Czw Kwi 30, 2015 6:51 pm

    Maya już miała odpowiedzieć Jane, kiedy poczuła, jak Murat przyciąga ją do siebie. Posłała więc elfce delikatny i przepraszający uśmiech, dając znać Esther by to ona podeszła do nich, po czym zerknęła na prześmiewcę ze względnym spokojem.
    - Węże. Twój ojciec i Eva zostali pokąsani przez dwa z tych gadów, które przepędziły gryfy z ognia, zanim przypałętało się tu pozostałe stadko z terrarium - odparła, wskazując na salon, mając na myśli, iż nie tak dawno był ubrudzony od krwi i resztek ciał zwierząt. - Trans, który miała Jane, a podczas którego mamrotała coś, nie do końca zrozumiałego - dodała, zerkając na elfkę z cichym westchnieniem i wróciła spojrzeniem do Murata. - Widocznie ta kobieta dopiero się rozgrzewa... - pokręciła w niedowierzaniu głową, przecierając twarz dłonią. - A teraz wybacz, ale wołają - posłała mu przepraszający uśmiech. Czirokeska następnie podeszła do Kalony i Evy i delikatnie odchyliła ich szyję, by z bliska przyjrzeć się ukąszeniom. Spróbowała nawet kilku zaklęć, ale nic nie dało rady, a wręcz na koniec poleciała jej krew z nosa.
    - Nic się nie da zrobić - rękawem wytarła szkarłatną maź. - Nie mam pojęcia, co to jest. - Zakręciło się jej w głowie, więc usiadła na fotelu, podkurczając nogi.
    Kalona zacisnął dłoń na dłoni ukochanej, która drżała niepewnie.
    - Będzie dobrze, najdroższa. Musi być - powiedział spokojnie, gładząc ukochaną po głowie i delikatnie całując ją w skroń.


    Eva podeszła do ukochanego i bezpardonowo wtuliła się do niego cicho westchnąwszy.
    - Oby to się szybko... skończyło - westchnęła ponuro, nerwowo przełykając ślinę i opierając skroń o ramię ukochanego.


    Esmeralda westchnęła cicho obserwując córkę. Przetarła twarz dłonią, do tej pory milcząc. Widząc że Eva poszła do Lefrana, wpatrywała się w nich ze spokojem.
    - Czy kiedykolwiek będzie spokój na dłużej, niż... krótko? - zapytała się retorycznie. - Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego cało - dodała, opuszczając spojrzenie i raz jeszcze cicho westchnąwszy. - Zwłaszcza Eva. Jest tak młoda...


    - Oczywiście - odparła Rebekah z westchnieniem i niewielkim uśmiechem na ustach. - Dla maluszka wszystko - uśmiechnęła się blado do ukochanego i pocałowała go w policzek. - Tyko, proszę, jeśli koniecznie chcesz iść z nimi na poszukiwania, uważaj na siebie - zerknęła w jego oczy prosząco. - Nie chcę, by cokolwiek ci się stało... - westchnęła, opuszczając spojrzenie.


    Prześmiewca również cicho zaśmiał się, po czym pocałował ukochaną w skroń.
    - To prawda. Dzięki takiej opatrzności, jestem najszczęśliwszym człowiekiem - odparł Magnus z niewielkim uśmiechem. - Jeśli faktycznie coś do niej poczuł, będzie z pewnością z nim szczęśliwa, a przede wszystkim bezpieczna - posłał kolejny delikatny uśmiech Amelii, jednak mina mu stężała, gdy usłyszał słowa Mayii. Zerknął nawet na ojca i Evę. - Przestaje mi się to podobać... - mruknął pod nosem, zaciągając się zapachem elfki, którą wciąż tulił, by uspokoić się jak najszybciej.


    Anna również przez chwilę obserwowała Lefrana. Słuchając wymiany zdań między nim a Ferranem, pokręciła w niedowierzaniu głową i wywróciła oczyma.
    - Jak dzieci... - mruknęła pod nosem, po czym spojrzała na towarzysza. - Z wielką chęcią - z tajemniczym uśmiechem Japonka przytaknęła na jego propozycję. Westchnęła cicho na jego pytanie, po czym spojrzała w tym samym kierunku co Cedric. - Szczerze, to nie mam pojęcia. Znam się na duchach, nie na magicznych ukąszeniach, a szkoda - westchnęła cicho, przechylając w zamyśleniu głowę. - Sądzę jednak, że to nie jest za dobry znak... - dodała z cichym westchnieniem.


    Kiedy wskazała na Aarona, Amher posłusznie zerknęła na niego kątem oka, i podobnie jak siostra posłała mu delikatny uśmiech.
    - Zdaje się być całkiem sympatyczną osobą - odparła, acz nieco beznamiętnie, znów przenosząc spojrzenie na siostrę. Wciąż się uśmiechała, acz jej mina jednak tężała, gdy dowiedziała się o wężach w restauracji. - Węże tu, węże w restauracji... - zamyśliła się na chwilę, marszcząc przy tym czoło. - Czemu ta kobieta szuka elfek? Albo może inaczej trzeba zapytać: czemu szuka konkretnej elfki? Jakiejś z tatuażem, bo węże wsuwały się pod materiał... - podrapała się po karku, mimowolnie też wzdrygnęła się na samą myśl. - Okej, nigdy nie byłam zbyt pilna, gdy opowiadali nam legendy i mity - pokręciła energicznie głową, jakby chciała strzepać nadmiar myśli. - Błaźnię się trochę, hm? - zapytała się brunetki, zerkając na nią niepewnie.


    [<--- Korytarz / Uriana z Hamidem]

    Prześmiewca z kobietą po nie tak długim spacerze znów weszli do salonu. Westchnął cicho, obserwując bacznym spojrzeniem otoczenie. Zmarszczył czoło, gdy doszło jego uszu końcówka wypowiedzi Indianki, po czym spojrzał pytająco po braciach i ojcu.
    - Mógłbym wiedzieć, cóż takiego się tu działo pod moją raptem chwilową nieobecność? - zapytał się pozornie łagodnie, cierpliwie czekając na odpowiedź, wolno krocząc w głąb pomieszczenia i rozglądając się po nim.

    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Czw Kwi 30, 2015 9:35 pm

    - Nie dramatyzuj moja droga - odparł Elijah, również przyglądając się parze. - Nie pozwolę na to by ktokolwiek ją skrzywdził, więc nie wiedzę innej możliwości niż definitywne zażegnanie tej problematycznej sytuacji. To tylko kwestia czasu, kiedy pokażemy tej kobiecie jak kończy się zadzieranie z niewłaściwymi osobami.

    Thomas ponownie wtulił do siebie Bekhę, przez chwilę milcząc.
    - Przecież wiesz, że zawsze jestem ostrożny. Poza tym nie tak łatwo mnie zniszczyć, ale słowo skauta... będę ostrożny - dodał, całując ją w skroń. - A ty za ten czas zaopiekujesz się naszym synem. Jestem pewny, że już wkrótce to wszystko się skończy.

    Amelia również westchnęła cicho, spoglądając w kierunku przedwiecznego i jego elfki, która na dokładkę była ciężarna.
    - Oby tylko maleństwu się nic nie stało. Na szczęście jej wąż nie ugryzł, może powinieneś podejść do ojca i zobaczyć czy wszystko w porządku? Chyba, że wolisz mu teraz nie przeszkadzać. Ja nie wiem, nie znam go tak dobrze jak ty.

    Uriana zerknęła niepewnie na Jane, oraz na przedwiecznego. Nie wiedziała co robić i jak się zachować, a widząc Kalonę i fakt jak troszczy się o elfkę, jej poglądy co do niego powoli zaczynały zmieniać się na lepsze. Usiadła nieopodal, obserwując każdego z osobna.

    Pipi pokręciłą w niedowierzaniu głową, nadal wtulając się w ramię Vincenta.
    - Dobrze, że lubisz niespodzianki... nawet bardzo dobrzei bardzo mnie to cieszy. Przyznam szczerze, że ja z kolei niespodzianek nie lubię. Wolę wiedzieć niż żyć w niepewności i owszem, słusznie teraz zauważyłeś... jestem szczęśliwa... i aż boję się mówić o tym na głos. To dla mnie tak dziwne uczucie, że nie wiem co tak właściwie czuję, ale to wspaniałe uczucie i dużo w tym zasługi twojej... panie nieprzystępny i wybredny prześmiewco - dodała, całując go w ramię.

    Alice z rozchylonymi ustami obserwowała Lefrana, nie będąc do końca pewną, czy on stroi sobie żarty, czy jest poważny.
    - Zaraz... - zamruczała.- Czegoś nie rozumiem. Skoro ty Lefran jesteś starszy i twierdzisz, że Feran to gówniarz... to wytłumacz czemu wasze zachowanie temu przeczy? Bo gdybym miała was oceniać, to bez wątpienia po zachowaniu wzięłabym ciebie za młodszego - wskazała na Lefrana. - Poza tym wiek to tylko cyfra. Nie świadczy o życiowej  wiedzy i życiowym dorobku Myślę, że Ferran za wcześnie musiał wydorośleć i zbyt wiele przeżył jak na swój młody wiek, nie sądzisz? Lefranku? - spytała, zaciskając mocniej palce na dłoni Ferrana.

    Murat spojrzał na Ferrana i zaczął przysłuchiwać się ich rozmowie.
    - Ferran został za młodu bardzo skrzywdzony. Nie dziwię się, że wyłączył emocje i całe życie spędził w mroku. Nigdy nie zaznał dobrego słowa, miłości, delikatności i czułości. Zawsze był bity, poniżany i traktowany jak zwierzę. Teraz... zdaje się, że jego świat zaczyna nabierać kolorów i szczerze mówiąc, nikomu tak jak jemu nie dopinguję. To dobry dzieciak, tylko musi to odkryć - Uśmiechnął się, słysząc jak Alice staje w jego obronie. - Noo... to również dla niego nowość - dodał, instynktownie obejmując ramieniem Ciri, na którą spojrzał z czułością. Po chwili do pokoju weszła pokojówka i położyła na kolanach Ciri czyste ubrania, na co Murat jedynie westchnął przeciągle. - Przecież nie mogę pozwolić, żebyś paradowała przy moich braciach bez bielizny i w kusej koszulinie na dodatek... nie?

    Jane była przerażona i nie wiedziała co robić. Wpatrzona w ukochanego, cichutko westchnęła.
    - Skoro magia nie działa, więc może moja krew by podziałała? Podobno ma właściwości leczące. - Jane spojrzała na Kalonę, blado się uśmiechając. - Spróbujemy? - spytała ściskając jego dłoń mocniej i przysunąwszy ją do swojej twarzy, musnęła ją wargami, posyłając mu błagalne spojrzenie.
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Pią Maj 01, 2015 2:55 am

    Lefran przytulił Evę mocno do siebie. Do tej pory starał się nie myśleć o tym co się działo dookoła, ani  o wężu, który ukąsił jego słodką istotkę, tylko wydurniał się z Kamą i głupio zagadywał Cedrica. Cały czas odganiał czarne myśli, lecz teraz zupełnie zmiękł, czując jak gdzieś w środku puszczają mu nerwy.
    - Wiem Alice, ale ja już taki jestem, czasami lubię robić z siebie głupka, żeby trochę rozluźnić atmosferę - powiedział do elfki stojącej z Ferranem. - Naprawdę jestem z niego dumny, bo chłopak sporo przeszedł - dodał klepiąc młodego prześmiewcę po ramieniu. - A teraz przepraszamy was obydwoje - posłał lekki uśmiech bratu i jego towarzyszce po czym odszedł z Evą w głąb sali. - Możemy wyjść na korytarz? Chciałbym cię mieć na chwilę tylko dla siebie - powiedział, wpatrując się w duże oczy wampirzycy.

    Vincent uśmiechnął się do Priyanki. Była cudowną, wyważoną kobietką, delikatną lecz silną zarazem, co bardzo mu w niej imponowało. Lekko przejechał dłonią po jej ramieniu i westchnął cicho, spoglądając w kierunku Ferrana stojącego na środku salonu z jakąś elfką.
    - Zadziwiające jak kobieta może zmienić mężczyznę. A ty moja droga, wolałabyś, bym się zmienił z nieprzystępnego i wybrednego na kogoś o bardziej rozrywkowym charakterze? - zapytał, spoglądając na nią z lewym kącikiem ust uniesionym do góry, nieprzerwanie nasłuchując tego, co działo się nieopodal z przedwiecznym i jego ukochaną.

    Rhena patrzyła na siostrę coraz to większymi oczyma.
    - Tatuaży...? - spojrzała na elfkę leżącą na kanapie i szybko zrozumiała co chciały od niej węże w restauracji. - Mój tatuaż...to tylko zwykły tatuaż... - stwierdziła, choć bała się trochę, że ktoś może przyjść po nią jeszcze raz. Chwyciła siostrę za rękę, po czym usiadła na kanapie obok Aarona, robiąc się cała blada. - Co z Tharlenem..? - szybko zmieniła temat. - Nie wiesz, czy jest gdzieś na wyspie..? - patrzyła z nadzieją na siostrę.

    Ferran odprowadził wzrokiem Lefrana i Evę, po czym przeniósł spojrzenie na Alice. Niezbyt ruszało go to, co się działo dookoła, przyprowadził elfkę tutaj, by była znacznie bezpieczniejsza niż u niego w domu i tylko ona go w tej chwili interesowała. Odwzajemnił uścisk dłoni i spojrzał w oczy dziewczyny.
    - Lefran chce... być dobry dla wszystkich. Ja nie umiem. Umiem być dobry tylko dla ciebie. Nie wiem czy to przyjdzie z czasem... - skierował wzrok na kanapę, gdzie leżała Jane, a nad nią stał jego ojciec, lecz wzrok Ferrana pozostał niewzruszony, mimo że widok nie był ani trochę pokrzepiający. - Będzie miał z nią dziecko. Córkę... - szepnął pod nosem. - Nienawidzę dzieci... - w jego głosie dało się wyczuć żal i sporą dozę bólu. Spuścił wzrok, spoglądając prosto w podłogę, po czym pociągnął Alice w jakieś oddalone miejsce, by nie rzucać się zbytnio w oczy. Kiedy ruszył na pustą sofę stojącą pod ścianą, natknął się na Hamida, który rzucił pytaniem, rozglądając się w tłumie. - Zwykły burdel - odpowiedział bratu i nie patrząc w jego stronę, wyminął go kierując się na kanapę.

    Cedric przysłuchiwał się odpowiedzi Anny, coraz bardziej zagłębiając się w przemyśleniach. Miał dość bezczynności i bierności, dostał tego aż nadto na zamku. W głowie zrodził mu się kolejny plan, lecz nie miał pewności na ile to wypali i czy ktokolwiek się zgodzi.
    - Czas ucieka, a wszyscy zgromadzeni siedzą i czekają aż wydarzy się apokalipsa - podsumował jednym zdaniem, bezustannie obserwując przedwiecznego. - Trzeba działać, albo po prostu wyjść i nie zawracać sobie tym głowy. Co proponujesz? - zapytał, na chwilę spoglądając w kierunku Anny.

    Ciri odebrała rzeczy od służącej i badawczym wzrokiem spojrzała na Murata.
    - Czyżbym wyczuła w tonie twego głosu nutkę zazdrości? - spytała z wrednym uśmieszkiem na ustach. - Wszystko pięknie, tylko gdzie ja mam się... - nagle zmarszczyła brwi, po czym zrobiła się niewidzialna. Koszula i pasek upadły na podłogę, a elfka wciągnęła na siebie ciuchy, które dostała. Po chwili znów była widoczna, lecz teraz już w koszulce i dżinsach. - Nie znam historii twojego brata - mówiła, ubierając buty na nogi. - Ale skoro było tak jak mówisz, to nie ma się co dziwić, że zachowywał się tak potwornie... - wyprostowała się i spojrzała w kierunku Ferrana, który usiadł na kanapie w oddali, wraz z drobną elfką. - Może jednak nie rozmawiajmy o obecnych. Wolę by ktoś nie odrąbał mi głowy... - dodała, widząc, że młody prześmiewca spojrzał w jej kierunku.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Pią Maj 01, 2015 12:09 pm

    Kruk zerknął w oczy ukochanej, a po jej propozycji spojrzał kątem oka na Mayę.
    - Co o tym sądzisz? - zapytał się spokojnie Indianki.
    - Spróbować nie zaszkodzi, a i tak nic nie stracimy - westchnęła Indianka., wzruszając ramionami.
    Kalona kiwnął głową i z troską spojrzał na Jane. Delikatnie uchwycił jej nadgarstek, podsunął go sobie pod usta i nadgryzł go, po czym upił odrobinę krwi i puścił rękę dziewczyny. Przejechał mimowolnie dłonią po szyi, lecz niestety nic się nie zmieniło.
    - Może potrzeba odrobinę czasu? - zapytał się retorycznie, chcąc uspokoić Jane.

    Esme zerknęła na Elijaha. Nawet zebrała się w sobie i blado się uśmiechnęła na jego słowa. Z cichym westchnieniem wsunęła się pod jego ramię i zaciągnęła się jego zapachem.
    - Po prostu się martwię... - odparła półszeptem. - Bez wątpienia jest w dobrych rękach - zerknęła raz jeszcze na parę. - Ale... to ugryzienie nie wróży nic dobrego... - westchnęła cicho, przymykając powieki. - Niech tylko ta gnida pokażę się mi, a obedrę ją ze skóry...

    Rebekah zamruczała cicho, kiedy ten wtulił ją do siebie. Przymknęła powieki, rozkoszując się jego zapachem.
    - Łatwiej ciebie niż mnie - odparła z westchnieniem pierwotna, zerkając na niego i delikatnie odgarniając kosmyk włosów z jego czoła. - Zostanę tutaj, dla małego, ale i tak wolałabym się na coś przydać... - dodała, zerkając w jego oczy. - Oby było spokojnie, bo czas się zbliża, a nie chcę, by już od narodzin był w niebezpieczeństwie...

    Magnus przez chwilę wpatrywał się w Jane i ojca, a widząc jak elfka się o niego troszczy, a także jak on sam się troszczy o nią, westchnął cicho, tuląc mocniej Amelię do siebie.
    - Coś każe mi myśleć, iż maleństwo jest otoczone jakimś... zaklęciem - odparł, marszcząc w zamyśleniu czoło. - Gryfy nie są... częstymi zjawiskami, zwłaszcza w stosunku do osób takich jak ojciec. One patrzą na czyste serce, dobroć. Jeśli faktycznie się tu pojawiły, jak posłyszałem, to sądzę że znaczy to coś więcej - blado uśmiechnął się pod nosem. - A im sądzę, że lepiej nie przeszkadzać - dodał półtonem, obserwując jak elfka podaje Krukowi odrobinę krwi.

    Hamid zerknął na siadającą Francuzkę, po czym spojrzał na Ferrana, który odpowiedział mu jednym zdaniem. I to jedynie złożonym z dwóch wyrazów.
    - Wolałbym nieco szczegółowy opis... - mruknął Haitańczyk, zerkając na Ferrana, po czym spojrzał na resztę braci.
    - Niedługo potem jak poszedłeś za tą białowłosą pięknością - Ron zerknął na milczącą Urianę kątem oka - w salonie prawie że dosłownie zawrzało. Mnóstwo węży, które chciały elfki, a zdążyły także ugryźć ojca i Evę - i na nią zerknął kątem oka. - Węże wygonione, Rephaim posprzątał, na ugryzienia nic nie zadziałało, płomienne gryfy się ukazały. Coś jeszcze?
    - Nie. I tak mówisz chaotycznie... - mruknął Haitańczyk, podchodząc do Francuzki, obserwując stale ojca z jego ukochaną. Nie chcąc dłużej czekać bezczynnie, zapytał: - Kto chce się wybrać na polowanie na czarownicę? - Tajemniczo uśmiechnął się pod nosem. - Czy zamierzacie tak tu sterczeć?

    Eva cierpliwie słuchała rozmowy Lefrana z Alice i Ferranem. Widząc, jak Lefran traci swój entuzjazm i pozytywne nastawienie do życia, niemal natychmiast poczuła jak i jej się to udziela bardziej. Nie dawała tego jednak po sobie poznać, dlatego też starała się uspokoić czym prędzej. Tym bardziej że sama nie wiedziała, jak będzie na nią oddziaływać to ukąszenie.
    - Na korytarz, do drugiego salonu, na taras, do ogrodu - przytaknęła brunetka na propozycję ukochanego. - Gdziekolwiek - szepnęła Eva, nie puszczając prześmiewcy nawet na sekundę.

    - Tak. Chyba innego powodu dla którego miałoby ci coś pełzać pod bluzką nie ma... - Amher skrzywiła się mimowolnie. Kiedy Rhena zapytała się o brata, uprzedziła jej pytanie, bowiem i tak miała sama o niego zapytać. Kiedy pociągnęła ją w stronę Aarona, usiadła tuż obok niej, nim odpowiedziała: - Właściwie, to chciałam się zapytać o to samo, siostro. Ostatnio widziałam go, jak leciał, właśnie na ten archipelag. Niestety, znowu straciłam jego ślad i nie mam pojęcia gdzie jest... - westchnęła cicho, kręcąc w niedowierzaniu głową.

    Anna zerknęła na Cedrica, obserwującego ją i pozostałych. Kiedy zadał to pytanie, niemal natychmiast odpowiedziała:
    - Działać - Japonka odpowiedziała niemal natychmiast. - Zdecydowanie działać - dodała, drapiąc się po karku, i zastanawiając się jak mogliby działać. - Tylko jak? - westchnęła w swojej bezradności. - Proponuję najpierw wybrać się gdzieś, by zasięgnąć informacji od jakichś duchów. W tym jesteśmy najlepsi. Ale nie mam pojęcia, gdzie ku temu najlepiej się udać - zamyśliła się na chwilę, patrząc po zgromadzonych.
    avatar
    Selene
    Dręczyciel

    Liczba postów : 2121
    Join date : 01/01/2015
    Age : 34
    Skąd : Piękna kraina zabita deskami

    Re: SALON III

    Pisanie by Selene on Pią Maj 01, 2015 2:04 pm

    Pipi uniosła brew, przenosząc spojrzenie na Vincenta. Uśmiechnęła się serdecznie, kręcąc głową przecząco.
    - Nie chcę cię zmieniać Vincencie, polubiłam cię takiego jakim jesteś - odparła, klepiąc go po kolanie. - Gdybyś się zmienił, nie byłbyś już sobą i tym Vincentem który podszedł do mnie w kawiarni. Jesteś wspaniały taki jaki jesteś więc po co cokolwiek zmieniać?

    Alice westchnęła cicho, podążając za Ferranem.
    - Dlaczego nienawidzisz dzieci? Dzieci są słodkie i niewinne, nie ich wina, że pojawiają się na świecie - Usiadła obok Ferrana, nadal trzymając jego dłoń. - Twoja siostra będzie maleńka i słodka. Kiedy weźmiesz ją w ramiona szybko zmienisz zdanie. Tak myślę...

    Murat zaśmiał się pod nosem, po czym wymownie zerknął na Cirillę, obserwując jak znika. Jednym machnięciem dłoni sprawił, że mógł ją dostrzec, chichocząc pod nosem.
    - Może? - mruknął. Jedynie tyle powiedział, a z jego ust nie schodził tajemniczy uśmiech.

    Jane wiedziała, że to na nic, jej krew nie uleczy Kalony. Spuściła głowę starając się powstrzymać od wybuchu płaczu.
    - To na nic - odparła, ze smutkiem. - Zwykle działa natychmiast, jeśli nie zadziałała do tej pory to już nie zadziała - dodała z żalem. - Co teraz?

    Elijah wtulił ją do siebie, przez chwilę milcząc.
    - Wiem, że się martwisz, ja też się martwię, ale na pewno wszystko jakoś się ułoży - odparła melodyjnym tonem. - Jestem dobrej myśli, więc się nie martw. Już niedługo zostanie po niej tylko wspomnienie.

    Thomas pocałował Bekhę w czubek głowy. On sam się martwił, jednak wolał tego po sobie nie pokazywać.
    - Wszystko się ułoży... jak zawsze kochanie.

    Amelia westchnęła cicho, wtulając się do Magnusa.
    - Jeśli tak uważasz, to niech tak będzie- odparła. - Nie znam się na gryfach i innych dziwnych zwierzętach. Mój świat wyglądał inaczej niż ten tutaj. Bez ciebie chyba nie dałabym rady.

    Rephaim zerknął na Hamida i skinął głową, po czym zerknął również na ojca.
    - Myślę, że trzeba zrobić zebranie... zwołać wszystkich i pomału ruszać na tę wywłokę. Mam się tym zająć?
    avatar
    Ruda
    Maniak

    Liczba postów : 817
    Join date : 01/04/2015
    Age : 34
    Skąd : Kraj kurewstwem i miodem płynący

    Re: SALON III

    Pisanie by Ruda on Sob Maj 02, 2015 3:47 am

    Lefran westchnął cicho na słowa Evy, po czym otulił ją mocniej ramieniem i ruszył do wyjścia. Czuł, że obydwoje muszą ochłonąć od tego wszystkiego.

    ---------> Taras / Lefran&Eva

    Rhena pobladła jeszcze bardziej na słowa siostry. Dookoła robiło się niebezpiecznie, a jej brat krążył gdzieś po archipelagu.  Ta wiadomość ani trochę nie pokrzepiała elfki, choć uspokoił ją fakt, że chłopak żyje.
    - Trzeba go poszukać… - powiedziała z obawą w głosie. – On pewnie w ogóle nie wie co się dzieje, a jeśli te węże lub co gorsza sama wiedźma go dopadnie, to go zabije… - poczuła jak robi jej się słabo na samą myśl o tym, że ktoś mógłby zabić jej brata.

    Ciri odwróciła głowę, przenosząc wzrok z Ferrana na Murata, który na twarzy miał ewidentnie wypisaną jakąś „zbrodnię”. Przygryzła wargę, marszcząc czoło i uśmiechnęła się wrednie.
    - Wystarczyło powiedzieć, bym nie znikała przed tobą, a nie zaglądać mi… pod czar – zaśmiała się, kręcąc w niedowierzaniu głową, lecz na jej twarz wstąpił szkarłatny rumieniec. – Mam ja pozaglądać ci pod ubrania? – zażartowała odgrażającym się głosem.

    Vincent uśmiechnął się do Priyanki i znów westchnął.
    - Cieszy mnie twoja odpowiedź, moja droga. Aczkolwiek obawiam się, że za chwilę, będziemy musieli się rozstać na jakiś czas - powiedział, nasłuchując słów Rephaima. - Czas ruszać po tą czarnoskórą dewiantkę i pozbyć jej się raz na zawsze.


    Cedric przytaknął na słowa Anny.
    - Masz rację. Choć chciałbym mieć jeszcze inne możliwości.. - przewrócił oczami, po czym spojrzał w kierunku gromadzących się prześmiewców. - Może za chwilę uda nam się dowiedzieć czegoś więcej.

    Ferran wodził wzrokiem po sali, na chwilę zatrzymując go na Ciri lecz szybko odwrócił głowę w kierunku Alice.
    - Dzieci są słabe i niewiele mogą. Dzieci płaczą, krzyczą, dziecku można zrobić wszystko. Ono będzie cierpieć licząc na to, że w końcu będzie dobrze. To dziecko będzie mieć szczęście, jej nie będą traktować jak odmieńca, a ojciec nie pozwoli by ją tak traktowano - wzdychając, spojrzał w stronę braci, którzy powoli zbierali się w jednym miejscu. - Czas ruszać Alice... - szybko zmienił temat. Zacisnął dłoń na dłoni elfki i popatrzył na nią nad wyraz spokojnym wzrokiem. - Od teraz wszystko już będzie dobrze.
    avatar
    Nyks
    Lepiej nie zadzierać

    Liczba postów : 1981
    Join date : 02/01/2015
    Age : 24
    Skąd : Z małej, zapuszczonej wiochy...

    Re: SALON III

    Pisanie by Nyks on Sob Maj 02, 2015 11:23 am

    Kruk otoczył ukochaną ramionami, wtulając ją do siebie mocniej i kciukiem osuszając jej policzki. Westchnął cicho, zaciągając się jej zapachem.
    - Nie płacz, kochanie. Nic nie będzie ani mi ani Evie - uspokajał ją półszeptem, a nawet delikatnie uśmiechnął się pokrzepiająco. - Z pewnością uda się coś na to poradzić - zapewnił, przesuwając dłonią po jej ramieniu. Katerina w tym czasie zerknęła z niewielkim uśmiechem na ukochanego, po czym na przyszłego szwagra i na przyszłego teścia, czekając na jego reakcję ten, kiedy tylko odwzajemnił ich spojrzenie skinął krótko głową. - Zwołaj, ilu się da - przytaknął na jego propozycję. - Niech zbiorą się w sali balowej - dodał, zerkając na Rephaima spod oka i raz jeszcze skinął głową.

    Esmeralda uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, słysząc słowa pierwotnego, po czym cicho westchnęła, obserwując zgromadzone osoby, wsłuchując się też w coraz to bardziej intensywny trzepot prześmiewczych skrzydeł.
    - Mam nadzieję - odparła półtonem, zerkając na niego spod oka. - Oby to ukąszenie nie było tak groźne, jak zdaje się wyglądać... - westchnęła, zerkając na szyję Kalony kątem oka.

    - Musi się ułożyć... - szepnęła Rebekah, zerkając w jego oczy z niewielkim uśmiechem wymalowanym na ustach. Przesunęła dłonią po jego policzku i cicho westchnęła. - Damy radę, musimy dać - westchnęła raz jeszcze. - Gdzie jest Nik z Emily? - mruknęła, bowiem martwiła się czy nic im się nie stało po drodze.

    Indonezyjczyk delikatnie pocałował ją w skroń i posłał jej delikatny uśmiech. Pogładził ją nawet delikatnie po włosach, po czym znów zerknął badawczo na ojca, Hamida i Rephaima.
    - Jane troszczy się o niego, widać że zależy mu na niej, a jej na nim. Aż się przyjemnie to ogląda - uśmiechnął się pod nosem. - Mam nadzieję, ze to ukąszenie nie jest niczym poważnym... - mruknął, przecierając twarz dłonią, a następnie zerknął na ukochaną, znów całując ją w skroń. - Jesteś mądrą kobietą, Amelio. I tak podziwiam cię - zerknął w jej oczy z bladym uśmiechem.

    - Ja poza rozmową z duchami i tak niewiele mogę... - mruknęła Anna w niezadowoleniu, zerkając na Cedrica. - Oby. Nie cierpię siedzieć bezczynnie - zerknęła na toczących się prześmiewców i założyła ręce na piersi. - Mam nadzieję, ze przydamy się na coś - dodała z cichym westchnieniem, zerkając na Cedrica spod oka.

    - Wy nie będziecie szukać, jasne? - mruknął Ronald, zerkając na kobietę spod oka. - Aaron i tak cię nie puści - dodał, zerkając z uśmiechem na wampira. - Jak wygląda? To ja po niego polecę... - zagadnął, zerkając na elfki pytająco.
    - Bujne, czarne włosy. Wysoki i blady. Szczupły. Wygląda na nie więcej jak dwadzieścia pięć lat - odparła Amher, po czym wysunęła dłoń w jego kierunku. - A w sumie, sam zobacz. Tylko mi nie przemeblowuj głowy, bo będziesz miał jajecznicę... - Ron na to jedynie parsknął stłumionym śmiechem, jednak uchwycił jej dłoń i zerknął w jej myśli jak wygląda Tharlen.
    - Mam to - dodał, po czym zerknął na braci. - Czekajcie na mnie - rzucił, lecąc w stronę miasta.

    [---> ??? / Ron]

    Sponsored content

    Re: SALON III

    Pisanie by Sponsored content

      Similar topics

      -

      Obecny czas to Sro Gru 12, 2018 6:27 pm